„Under Wenus”, w najczarniejszą noc!

Przygotowania idą pełną parą, jednak Peter Straub to nie tylko groza, ale również wrażliwe, społeczne powieści o ludzkich dramatach. Oczywiście jego późniejsze horrory to także powieści o ludzkich dramatach, z tym bez pierwiastka przerażenia (pomijając, czy faktycznie się on pojawia), jednakże czy tego chcemy czy nie, podziały gatunkowe istnieją. Wpisujemy się w nie intuicyjnie, chociaż nie wątpię, że zdarza się, iż pewne elementy mogą zostać wplecione w treść celowo i to jeszcze w sposób wymuszony. Tak samo ja w sposób wymuszony muszę kleić teraz zdania, bo jednak coś o Under Wenus trzeba napisać, jednakże jak się pół książki przespało, a resztę już zapomniało, bywa ciężko.

Muszę także poczynić pewną zasadniczą uwagę. Na okładce mojego egzemplarza widnieje wypowiedź samego Petera Strauba, a zatem autora, dotycząca treści Under Wenus. Wydaje mi się to niewłaściwe na każdym możliwym poziomie, bo sprawia wrażenie, że nikt inny nie chciał się wypowiedzieć na temat twojej twórczości. Już lepsze są te fałszywe cytaty z recenzji, które tak naprawdę dotyczą innych dzieł tego samego autora - a chyba była taka możliwość, skoro przed Under Wenus ukazała się książka Marriages. Natomiast jeśli faktycznie książka była odrzucana przez wydawców i sam Straub nie miałby sobie nic pod tym względem do zarzucenia, to myślę, że lepiej było już z tego cytatu kompletnie zrezygnować.

Elliot Denmark wraca do rodzinnego miasta, ale nie będzie w stanie pracować w spokoju, zostanie bowiem zaangażowany w lokalny konflikt polityczny. Co więcej, spotkanie z kobietą, z którą kiedyś łączyło go uczucie, budzi demony przeszłości. Elliot będzie musiał zatem poradzić sobie z tymi problemami i tak dalej, aż dochodzimy do zakończenia i na tym można byłoby recenzję zakończyć, bo już na samym początku wypowiedziałem się, co myślę o tej opowieści.

Ktoś mógłby stwierdzić, że moje podejście jest niesprawiedliwe i co ważniejsze wysoce nierzetelnie. Jestem w stanie zrozumieć takie stanowisko, jednak fundamentalnie się z nim nie zgadzam, bo jeżeli jakaś książka mnie nudzi, to już świadczy o niej wystarczająco, żeby ocenić ją negatywnie. Rzadko zdarza się, żeby dzieło było nudnawe, a jednocześnie warte analizy i porządnej, długiej recenzji czy eseju, natomiast mimo wszystko się zdarza! I niezależnie od tego, czy znalazłoby się na to miejsce w moim tekście o Under Wenus, to nie uważam, by w tym wypadku było warto.

Książka jest niedługa. W tym wypadku można odnotować ten fakt jako zaletę.

Także zdecydowanie nie polecam. Jeśli już koniecznie chcesz sięgnąć po twórczość Petera Strauba (wiem, że nie powinienem odwoływać się do jego późniejszych książek, ale nudzi mi się, więc załóżmy na chwilę, iż miałbyś taką potrzebę, mój drogi czytelniku), przeczytaj już lepiej If You Could See Me Now czy też może jakieś faktycznie udane książki pana Petera. Może Koko, może legendarną Upiorną opowieść? Dajmy Under Wenus odejść w spokoju. Jest to, przynajmniej na moment pisania recenzji, zapomniana książka i może słusznie. Niezmiennie cieszę się, że twórczość pana Petera trafia do jakichś ludzi. To znaczy, że doceniają styl. I to jest super. Lepsze coś takiego niż pisane spod jednej sztancy książki pewnych innych twórców, również tych piszących fantastykę. A teraz, skoro już pouprawiałem porządną dawkę cyberprzemocy (bo przecież tym są recenzje, prawda?), czas się rozejść.

Pozdrawiam serdecznie, Wilston Qoraqkos.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Na „Planecie wygnania” łatwo być złym

Czy faktycznie może ich łączyć „Wyłącznie interes”, skoro on jest jak drzewo?

„Lodowy kliper” wbił się we mnie, ale czy pozostawi jakiś ślad?