Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2026

„Miasta złudzeń” nie można uchować, chociażby rozjaśniło sytuację

Obraz
Wydaje mi się, że czytanie książek z pewną perspektywą może być zarówno cenne jak i szkodliwe. Cenne, bo pozwala docenić rozwój autora i być może odnaleźć motywy, które były lepiej realizowane w późniejszych, być może lepszych utworach. Szkodliwe, bo jeżeli już się jakiegoś pisarza lubi, można oceniać jego twórczość lepiej, bo przecież jak to tak, że z jednej strony się zachwycam, a z drugiej mocno krytykuję? Oczywiście takie podejście byłoby świadectwem intelektualnego upośledzenia, którego nie praktykuję. Nie jestem jednak na tyle zarozumiały, by twierdzić, że zawsze udaje mi się uniknąć takiej pułapki, mam natomiast nadzieję, że przynajmniej w co do Miasta złudzeń mi się uda. Poprzednia powieść Ursuli K. Le Guin, czyli Planeta wygnania była wybitna. Czy Miasto złudzeń też takie jest? Wprawdzie przedmiotowa powieść jest trzecią częścią Ekumeny/Hain, ale nie przejmowałbym się tym specjalnie, każda książka cyklu stanowi swoją własną całość, nie musisz znać poprzednich, jeżeli z jaki...

Lapidarna proza i „Neuromancer”

Obraz
Postarałem się i przeczytałem zbiór opowiadań Wypalić Chrom Williama Gibsona, by nie móc zarzucić sobie, że nie odrobiłem lekcji. No i mam pewne uwagi. We wstępie było napisane, że proza Gibsona jest dość lapidarna, ja bym to określił w inny sposób - pan William jest po prostu o wiele lepszym twórcą science fiction (wizjonerem?) niż pisarzem. Jestem w stanie wyobrazić sobie entuzjastów podejścia, które wymaga od czytelnika przynajmniej dwukrotnego podejścia do danego tekstu, ale ja uważam je za nieeleganckie. NIe warto tak pisać, jeżeli ma się umiejętności. A teraz możemy przejść do Neuromancera . Sięgnąłem po Gibsona głównie z uwagi na wartość historyczną i przez to nie sposób mi chwalić tej powieści za wprowadzanie pewnych pojęć, które okazały się konstytutywne dla gatunku, jakim jest cyberpunk. Są tutaj, działają i na tym poprzestańmy. Swoją drogą, ja nie jestem człowiekiem, który uważałby się za specjalistę w zakresie sci-fi, dlatego też nie chcę się na ten temat szerzej wypowiada...

W III tomie „Pana Lodowego Ogrodu” wady i zalety miotają się niczym kreacje przybyszy-bogów

Obraz
Jako że drugi tom Pana Lodowego Ogrodu okazał się raczej nieudany, pomyślałem, że im szybciej skończę całość, tym lepiej. Lepiej już pojechać na chęci dobrnięcia do końca, mieć to za sobą i móc przynajmniej myśleć, że wie się cokolwiek o polskiej fantastyce. Niestety moje plany zostały w pewien sposób pokrzyżowane, bo niespodziewanie tom trzeci okazał się całkiem dobry i to nawet pomimo ciągłych porównywań Pana Lodowego Ogrodu do Wiedźmina Andrzeja Sapkowskiego, z jakiegoś powodu bombardujących mnie w internecie w trakcie czytania. Nadal nie rozumiem, co te cykle miałyby mieć ze sobą wspólnego. W zakończeniu (śmiechu warte określenie, ale jakoś trzeba to nazwać) poprzedniej części Vuko Drakkainen i jego sojusznicy weszli na pokład magicznego, lodowego drakkara, który w trzecim tomie zawiezie ich do Lodowego Ogrodu. Zgadza się, czytelnik wreszcie dowie się, czym jest ów Ogród, kim jest jego władca i jakie będą tego skutki. Nie trzeba być szczególnie domyślnym, by zorientować się, że ...

„Justyna, czyli nieszczęścia cnoty”, czyli czy ten klasztor z czterema mnichami budzi jakieś skojarzenia?

Obraz
Na początku muszę wyjaśnić dwie rzeczy. Po pierwsze Justyna, czyli nieszczęścia cnoty nie jest pierwszą powieścią markiza de Sade, jaką przeczytałem, bo oczywiście na sam początek sięgnąłem po Sto dwadzieścia dni Sodomy czyli szkołę libertynizmu . Nie planowałem wtedy w jakikolwiek sposób kontynuować czytania twórczości markiza, co się zmieniło. Jednakże Sto dwadzieścia dni Sodomy… mimo iż ukazało się dopiero po śmierci autora, zostało napisane na samym początku, a fakt nieopublikowania jej wynikał z zaginięcia rękopisu, więc w tej sytuacji myślę, że mogę pokusić się o pewne odniesienia. Także jeśli, mój drogi nielibertyniński czytelniku, już tamtą kultową książkę czytałeś, czuj się jak u siebie. Po drugie, nie czytałem opowiadania, które markiz przerobił na niniejszą powieść. Nie czułem się do tego zobligowany, bo opowiadanie nie ukazało się przed powieścią. Justine (w polskim tłumaczeniu Justyna) i Juliette w młodym wieku lądują na bruku, jednakże różne podejścia do życia skutkują ...

Dzięki bogom, że tom II „Pana Lodowego Ogrodu” nie próbuje stworzyć koła

Obraz
Renoma, jaką cieszy się wśród polskich czytelników Pan Lodowego Ogrodu Jarosława Grzędowicza, w zasadzie obligowała mnie (tak można sobie to tłumaczyć) do sięgnięcia po tę już klasyczną pozycję. Bo na pewno nie sprawił tego poziom pierwszego tomu, wysoki, ale jednak zbyt zwyczajny jak na moje oczekiwania. Grzędowicz ponownie pozwala czytelnikowi śledzić losy Vuko Drakkainena oraz Terkeja Tendżaruka. Ten pierwszy, po tym jak w finale poprzedniej części został zamieniony w drzewo zostaje przywrócony do życia przez bogów Midgaardu i ponownie wysłany na misję schwytania przybyłych na planetę z Ziemi Czyniących. Poza tym, że Vuko uczy się tutaj wpływać na Midgaard, nie dzieje się w omawianym wątku za wiele. Są dramaty, jest nowa postać, która otrzymuje finał swojej historii (tak myślę), a pod koniec mamy zakończenie zadania i rozpoczęcie kolejnego w sposób jakby żywcem wyrwany z gry video. I jest to po prostu śmieszne. No niech ktoś spróbuje mi wytłumaczyć, w jaki sposób posuwa się do przo...

W „Porzuconym królestwie” nadzieja i ufność mogą stać się twoimi największymi wrogami

Obraz
Feliks W. Kres był wybitnym pisarzem, pewnie jednym z największych, jakiego zrodziła polska ziemia. Ale przez to ciężko pisze się recenzje jego książek. Ciężko, bo zagnieżdżają się one głęboko w warstwie emocjonalnej czytelnika. Łatwo mi było się rozpływać nad perfekcyjnością Pani Dobrego Znaku , ale już precyzyjnie wypowiedzieć się o pozostałych częściach Księgi Całości , albo o takiej Strażniczce istnień ? Wielki to trud, kiedy dzieło zachęca do pogłębionej, rozbudowanej analizy, na którą nie ma miejsca w recenzji. No ale dość już tego narzekania. Oto kolejny tom najznakomitszego polskiego cyklu fantasy - Porzucone królestwo ! Złoty Dartan de facto odłączył się od Imperium, stwarzając Agarom bardzo dobry moment ku zmierzaniu do zwiększania swojej, przecież niezależnej pozycji na mapie Szereru. Na wyspach dzieje się dużo i przebywają tam postacie znane nam już z poprzednich części cyklu, w tym Glorm, Basergor-Kragdob, król Ciężkich Gór. Wprawdzie Grombelard został zdewastowany, ale gó...