Posty

IV tom „Pana Lodowego Ogrodu” kończy szaleństwo

Obraz
Ze wszystkim stron słyszałem, że ostatni tom Pana Lodowego Ogrodu jest najsłabszy. Drżałem z przerażenia. Słabszy od drugiego? Nie może być! No i faktycznie, nie jest tak. I muszę przyznać, że jestem dość zaskoczony. Zakończenie opowieści miało być słabe, tymczasem dla mnie jest naturalną konsekwencją wszystkiego, czym Pan Lodowego Ogrodu był do tej pory. I nie chodzi o to, że miałem zaniżone oczekiwania, bo moja relacja z opus magnum Jarosława Grzędowicza jest dość skomplikowana. Nie jestem fanem, ale nie jestem też przeciwnikiem. Lubię i nie lubię. Nie polecam, ale i nie odradzam. Po masywnym cliffhangerze na końcu poprzedniej części, autor od razu podejmuje wątek. Vuko Drakkainen odbija Filara z rąk Węży oraz ponownie obejmuje w posiadanie trumnę z uśpioną Passionarą Callo. Grupa bohaterów wraca do Lodowego Ogrodu i przygotowuje się do ostatecznej walki zarówno z chcącym podbić całe Wybrzeże Żagli (przynajmniej póki co) van Dykenem jak i z Freihoff, która de facto obaliła władzę r...

Nieudana próba „Równoumagicznienia” wybitnej fantastyki z nieudanym jej przetworzeniem

Obraz
Wszystkie dotychczasowe powieści Terry’ego Pratchetta, i dotyczy to również Blasku fantastycznego , były opowiedziane w dość unikalny sposób, który mi osobiście nie bardzo się podoba. Blask… już trochę odszedł od takiej irytującej, niekonkretnej narracji, ale nadal był w niej zakorzeniony. Równoumagicznienie idzie jeszcze dalej, tym razem jestem w stanie napisać, że Pratchett sprawia w końcu wrażenie człowieka, który chce, żebym był w stanie zrozumieć, co do mnie mówi, a kiedy zachowuje dotychczasowe sztuczki, służą one opowieści. Pytanie tylko czy taki Świat Dysku to nadal ten sam Świat Dysku ? Do wsi Głupi Osioł przybywa stary mag. Przybywa, żeby umrzeć i przekazać swoją moc właśnie przychodzącemu na świat ósmemu synowi ósmego syna. W porodzie pomaga lokalna czarownica babcia Weatherwax, która wprawdzie ma swoje uwagi, ale że jest tylko głupią babą, mag nie ma zamiaru słuchać jej paplaniny. Także wszystko fajnie, mag moc przekazuje i zaczyna życie pośmiertne, ale okazuje się, że ó...

Podróż „Czarnoksiężnika z Archipelagu” przez chłód morza w poszukiwaniu istoty życia

Obraz
Kiedy miałem lat kilkanaście, a w każdym razie byłem w liceum, przeczytałem Czarnoksiężnika z Archipelagu , pierwszą powieść Ursuli K. Le Guin osadzoną w Ziemiomorzu. Wiedziałem wtedy tylko tyle, że to klasyka fantasy i że warto znać. Jednak, nawet biorąc pod uwagę, że Czarnoksiężnik jest skierowany do młodszego odbiorcy (nie do dorosłego, a przynajmniej tak chyba był pisany), nie zachwycił mnie i de facto dalej już nie czytałem, bo późniejsza próba była zbyt szczątkowa, żeby brać ją pod uwagę. Ale lata mijają, człowiek robi się coraz starszy i mam nadzieję, że mądrzejszy i słyszy coraz więcej dobrego o Le Guin. Dlatego, po latach przygotowywania się, stwierdziłem, że w końcu nadszedł czas i wróciłem do Ziemiomorza. Nie mogę jednak powiedzieć, bym odkrył je na nowo. Naszym głównym bohaterem jest Ged - takie jest jego prawdziwe imię, ale że w świecie Ziemiomorza imiona mają wielką moc (kolejny motyw zerżnięty przez George’a Lucasa, jak tworzył Star Wars ), to, jak zresztą każdy, przeds...

Wstrząsający upadek „Wróbla”

Obraz
Nie wiem, jak zacząć ten tekst, ponieważ Wróbel Mary Dorii Russell wywołał we mnie całe morze emocji i to nie tylko nie zawsze chcianych, ale także tych kompletnie niespodziewanych. Mógłbym napisać coś quasi-zabawnego, może że jestem poruszony, może coś jeszcze innego. Nic nie będzie w stanie wyrazić szoku i emocji, z którymi zakończyłem lekturę. I aż ciężko mi uwierzyć, jak bardzo ta książka wydaje się być przeznaczona właśnie dla mnie. Mogę być tylko wdzięczny, że pewnego dnia, przeglądając półki księgarni zechciało mi się po nią sięgnąć i kupić. W połowie XXI wieku Ziemia odbiera sygnał z innej planety - i to jaki! Jest to bowiem piękna muzyka stworzona przez inną istotę rozumną. Błyskawicznie zostaje zorganizowana wyprawa kosmiczna celem nawiązania pierwszego kontaktu, a na jej czele stają jezuici, chcący szerzyć słowo swojego Boga. W skład misji wchodzą także ludzie zaangażowani w badanie obcego sygnału. I tak docierają na planetę Rakhat, lądują i spotykają obcych. Pierwsze wraże...

„Miasta złudzeń” nie można uchować, chociażby rozjaśniło sytuację

Obraz
Wydaje mi się, że czytanie książek z pewną perspektywą może być zarówno cenne jak i szkodliwe. Cenne, bo pozwala docenić rozwój autora i być może odnaleźć motywy, które były lepiej realizowane w późniejszych, być może lepszych utworach. Szkodliwe, bo jeżeli już się jakiegoś pisarza lubi, można oceniać jego twórczość lepiej, bo przecież jak to tak, że z jednej strony się zachwycam, a z drugiej mocno krytykuję? Oczywiście takie podejście byłoby świadectwem intelektualnego upośledzenia, którego nie praktykuję. Nie jestem jednak na tyle zarozumiały, by twierdzić, że zawsze udaje mi się uniknąć takiej pułapki, mam natomiast nadzieję, że przynajmniej w co do Miasta złudzeń mi się uda. Poprzednia powieść Ursuli K. Le Guin, czyli Planeta wygnania była wybitna. Czy Miasto złudzeń też takie jest? Wprawdzie przedmiotowa powieść jest trzecią częścią Ekumeny/Hain, ale nie przejmowałbym się tym specjalnie, każda książka cyklu stanowi swoją własną całość, nie musisz znać poprzednich, jeżeli z jaki...

Lapidarna proza i „Neuromancer”

Obraz
Postarałem się i przeczytałem zbiór opowiadań Wypalić Chrom Williama Gibsona, by nie móc zarzucić sobie, że nie odrobiłem lekcji. No i mam pewne uwagi. We wstępie było napisane, że proza Gibsona jest dość lapidarna, ja bym to określił w inny sposób - pan William jest po prostu o wiele lepszym twórcą science fiction (wizjonerem?) niż pisarzem. Jestem w stanie wyobrazić sobie entuzjastów podejścia, które wymaga od czytelnika przynajmniej dwukrotnego podejścia do danego tekstu, ale ja uważam je za nieeleganckie. NIe warto tak pisać, jeżeli ma się umiejętności. A teraz możemy przejść do Neuromancera . Sięgnąłem po Gibsona głównie z uwagi na wartość historyczną i przez to nie sposób mi chwalić tej powieści za wprowadzanie pewnych pojęć, które okazały się konstytutywne dla gatunku, jakim jest cyberpunk. Są tutaj, działają i na tym poprzestańmy. Swoją drogą, ja nie jestem człowiekiem, który uważałby się za specjalistę w zakresie sci-fi, dlatego też nie chcę się na ten temat szerzej wypowiada...

W III tomie „Pana Lodowego Ogrodu” wady i zalety miotają się niczym kreacje przybyszy-bogów

Obraz
Jako że drugi tom Pana Lodowego Ogrodu okazał się raczej nieudany, pomyślałem, że im szybciej skończę całość, tym lepiej. Lepiej już pojechać na chęci dobrnięcia do końca, mieć to za sobą i móc przynajmniej myśleć, że wie się cokolwiek o polskiej fantastyce. Niestety moje plany zostały w pewien sposób pokrzyżowane, bo niespodziewanie tom trzeci okazał się całkiem dobry i to nawet pomimo ciągłych porównywań Pana Lodowego Ogrodu do Wiedźmina Andrzeja Sapkowskiego, z jakiegoś powodu bombardujących mnie w internecie w trakcie czytania. Nadal nie rozumiem, co te cykle miałyby mieć ze sobą wspólnego. W zakończeniu (śmiechu warte określenie, ale jakoś trzeba to nazwać) poprzedniej części Vuko Drakkainen i jego sojusznicy weszli na pokład magicznego, lodowego drakkara, który w trzecim tomie zawiezie ich do Lodowego Ogrodu. Zgadza się, czytelnik wreszcie dowie się, czym jest ów Ogród, kim jest jego władca i jakie będą tego skutki. Nie trzeba być szczególnie domyślnym, by zorientować się, że ...

„Justyna, czyli nieszczęścia cnoty”, czyli czy ten klasztor z czterema mnichami budzi jakieś skojarzenia?

Obraz
Na początku muszę wyjaśnić dwie rzeczy. Po pierwsze Justyna, czyli nieszczęścia cnoty nie jest pierwszą powieścią markiza de Sade, jaką przeczytałem, bo oczywiście na sam początek sięgnąłem po Sto dwadzieścia dni Sodomy czyli szkołę libertynizmu . Nie planowałem wtedy w jakikolwiek sposób kontynuować czytania twórczości markiza, co się zmieniło. Jednakże Sto dwadzieścia dni Sodomy… mimo iż ukazało się dopiero po śmierci autora, zostało napisane na samym początku, a fakt nieopublikowania jej wynikał z zaginięcia rękopisu, więc w tej sytuacji myślę, że mogę pokusić się o pewne odniesienia. Także jeśli, mój drogi nielibertyniński czytelniku, już tamtą kultową książkę czytałeś, czuj się jak u siebie. Po drugie, nie czytałem opowiadania, które markiz przerobił na niniejszą powieść. Nie czułem się do tego zobligowany, bo opowiadanie nie ukazało się przed powieścią. Justine (w polskim tłumaczeniu Justyna) i Juliette w młodym wieku lądują na bruku, jednakże różne podejścia do życia skutkują ...

Dzięki bogom, że tom II „Pana Lodowego Ogrodu” nie próbuje stworzyć koła

Obraz
Renoma, jaką cieszy się wśród polskich czytelników Pan Lodowego Ogrodu Jarosława Grzędowicza, w zasadzie obligowała mnie (tak można sobie to tłumaczyć) do sięgnięcia po tę już klasyczną pozycję. Bo na pewno nie sprawił tego poziom pierwszego tomu, wysoki, ale jednak zbyt zwyczajny jak na moje oczekiwania. Grzędowicz ponownie pozwala czytelnikowi śledzić losy Vuko Drakkainena oraz Terkeja Tendżaruka. Ten pierwszy, po tym jak w finale poprzedniej części został zamieniony w drzewo zostaje przywrócony do życia przez bogów Midgaardu i ponownie wysłany na misję schwytania przybyłych na planetę z Ziemi Czyniących. Poza tym, że Vuko uczy się tutaj wpływać na Midgaard, nie dzieje się w omawianym wątku za wiele. Są dramaty, jest nowa postać, która otrzymuje finał swojej historii (tak myślę), a pod koniec mamy zakończenie zadania i rozpoczęcie kolejnego w sposób jakby żywcem wyrwany z gry video. I jest to po prostu śmieszne. No niech ktoś spróbuje mi wytłumaczyć, w jaki sposób posuwa się do przo...

W „Porzuconym królestwie” nadzieja i ufność mogą stać się twoimi największymi wrogami

Obraz
Feliks W. Kres był wybitnym pisarzem, pewnie jednym z największych, jakiego zrodziła polska ziemia. Ale przez to ciężko pisze się recenzje jego książek. Ciężko, bo zagnieżdżają się one głęboko w warstwie emocjonalnej czytelnika. Łatwo mi było się rozpływać nad perfekcyjnością Pani Dobrego Znaku , ale już precyzyjnie wypowiedzieć się o pozostałych częściach Księgi Całości , albo o takiej Strażniczce istnień ? Wielki to trud, kiedy dzieło zachęca do pogłębionej, rozbudowanej analizy, na którą nie ma miejsca w recenzji. No ale dość już tego narzekania. Oto kolejny tom najznakomitszego polskiego cyklu fantasy - Porzucone królestwo ! Złoty Dartan de facto odłączył się od Imperium, stwarzając Agarom bardzo dobry moment ku zmierzaniu do zwiększania swojej, przecież niezależnej pozycji na mapie Szereru. Na wyspach dzieje się dużo i przebywają tam postacie znane nam już z poprzednich części cyklu, w tym Glorm, Basergor-Kragdob, król Ciężkich Gór. Wprawdzie Grombelard został zdewastowany, ale gó...