„Fazy grawitacji” mogą sprowadzić na Ziemię, ale mogą też przekonać do spojrzenia w górę
Biedny Dan Simmons, muszący się ciągle tłumaczyć, że jest po prostu pisarzem, a nie pisarzem fantastyki naukowej czy pisarzem grozy (Harlan Ellison pochwala). Dziwi mnie to, że ktokolwiek twierdził, iż Fazy grawitacji to science fiction, bo ewidentnie nimi nie są. Ale w końcu co ja tam wiem, ja tylko czytam książki, a przecież nie mam wykształcenia. Chociaż w sumie jednak coś wiem i tutaj kłóciłbym się ze specjalistami. Ostatecznie sam autor musiał się wypowiedzieć, że jest to po prostu powieść. Oczywiście chęć gatunkowej klasyfikacji nie mogła zostać taką wypowiedzią usatysfakcjonowana, ale w tym wypadku może warto ją odsunąć na bok. No bo jak ktoś usłyszy, że Fazy grawitacji to fantastyka naukowa, to lektura książki może go trochę zaskoczyć. Richard Baedecker był na Księżycu. Był świadkiem zwycięstwa USA nad Związkiem Radzieckim, współtworzył jedno z największych osiągnięć rodzaju ludzkiego. Ale tamto wydarzyło się dawno temu. Dzisiaj Richard już nie jest kosmonautą, nie pojaw...