IV tom „Pana Lodowego Ogrodu” kończy szaleństwo
Ze wszystkim stron słyszałem, że ostatni tom Pana Lodowego Ogrodu jest najsłabszy. Drżałem z przerażenia. Słabszy od drugiego? Nie może być! No i faktycznie, nie jest tak. I muszę przyznać, że jestem dość zaskoczony. Zakończenie opowieści miało być słabe, tymczasem dla mnie jest naturalną konsekwencją wszystkiego, czym Pan Lodowego Ogrodu był do tej pory. I nie chodzi o to, że miałem zaniżone oczekiwania, bo moja relacja z opus magnum Jarosława Grzędowicza jest dość skomplikowana. Nie jestem fanem, ale nie jestem też przeciwnikiem. Lubię i nie lubię. Nie polecam, ale i nie odradzam. Po masywnym cliffhangerze na końcu poprzedniej części, autor od razu podejmuje wątek. Vuko Drakkainen odbija Filara z rąk Węży oraz ponownie obejmuje w posiadanie trumnę z uśpioną Passionarą Callo. Grupa bohaterów wraca do Lodowego Ogrodu i przygotowuje się do ostatecznej walki zarówno z chcącym podbić całe Wybrzeże Żagli (przynajmniej póki co) van Dykenem jak i z Freihoff, która de facto obaliła władzę r...