Podróż „Czarnoksiężnika z Archipelagu” przez chłód morza w poszukiwaniu istoty życia
Kiedy miałem lat kilkanaście, a w każdym razie byłem w liceum, przeczytałem Czarnoksiężnika z Archipelagu , pierwszą powieść Ursuli K. Le Guin osadzoną w Ziemiomorzu. Wiedziałem wtedy tylko tyle, że to klasyka fantasy i że warto znać. Jednak, nawet biorąc pod uwagę, że Czarnoksiężnik jest skierowany do młodszego odbiorcy (nie do dorosłego, a przynajmniej tak chyba był pisany), nie zachwycił mnie i de facto dalej już nie czytałem, bo późniejsza próba była zbyt szczątkowa, żeby brać ją pod uwagę. Ale lata mijają, człowiek robi się coraz starszy i mam nadzieję, że mądrzejszy i słyszy coraz więcej dobrego o Le Guin. Dlatego, po latach przygotowywania się, stwierdziłem, że w końcu nadszedł czas i wróciłem do Ziemiomorza. Nie mogę jednak powiedzieć, bym odkrył je na nowo. Naszym głównym bohaterem jest Ged - takie jest jego prawdziwe imię, ale że w świecie Ziemiomorza imiona mają wielką moc (kolejny motyw zerżnięty przez George’a Lucasa, jak tworzył Star Wars ), to, jak zresztą każdy, przeds...