Posty

Wyświetlam posty z etykietą 1967

„Miasta złudzeń” nie można uchować, chociażby rozjaśniło sytuację

Obraz
Wydaje mi się, że czytanie książek z pewną perspektywą może być zarówno cenne jak i szkodliwe. Cenne, bo pozwala docenić rozwój autora i być może odnaleźć motywy, które były lepiej realizowane w późniejszych, być może lepszych utworach. Szkodliwe, bo jeżeli już się jakiegoś pisarza lubi, można oceniać jego twórczość lepiej, bo przecież jak to tak, że z jednej strony się zachwycam, a z drugiej mocno krytykuję? Oczywiście takie podejście byłoby świadectwem intelektualnego upośledzenia, którego nie praktykuję. Nie jestem jednak na tyle zarozumiały, by twierdzić, że zawsze udaje mi się uniknąć takiej pułapki, mam natomiast nadzieję, że przynajmniej w co do Miasta złudzeń mi się uda. Poprzednia powieść Ursuli K. Le Guin, czyli Planeta wygnania była wybitna. Czy Miasto złudzeń też takie jest? Wprawdzie przedmiotowa powieść jest trzecią częścią Ekumeny/Hain, ale nie przejmowałbym się tym specjalnie, każda książka cyklu stanowi swoją własną całość, nie musisz znać poprzednich, jeżeli z jaki...