Posty

Wyświetlam posty z etykietą 1926

„Cień Bafometa”, czyli co się dzieje, gdy wyobraźnia i emocje wychodzą spod kontroli

Obraz
Pierwsza powieść Stefana Grabińskiego postawiła poprzeczkę tak wysoko, że nie sposób było oczekiwać, czy kolejna była równie dobra. To skuteczne nastawienie, bo zawsze można się pozytywnie zaskoczyć. Problem polega na tym, że jeżeli ktoś (tak jak ja) już zna twórczość polskiego mistrza opowieści niesamowitej, to przez cały Cień Bafometa będzie miał wrażenie, że już gdzieś o tym czytał… a może to po prostu ja jestem już na tyle przesiąknięty takimi historiami, że dostrzegam rozwiązania od razu po ich wprowadzeniu. Książka jest bardzo, bardzo przewidywalna. Jednakże to nie zawsze musi być wada i w tym wypadku tak nie jest, ponieważ ponownie Grabiński skonstruował swoją historię niezwykle precyzyjnie. Książkę bardzo łatwo jest podzielić na cztery części i ja nie tyle byłem ciekawy, czy autorowi uda się wszystko elegancko spiąć, co z przyjemnością chłonąłem atmosferę. Natomiast nie można zaprzeczyć, że Cień Bafometa nie jest tak intensywny jak opowiadania Grabińskiego. Trochę szkoda. W k...

„Kubuś Puchatek” o bardzo małym rozumku, ale wielkim doświadczeniu

Obraz
W przypadku dzieła Alana Alexandra Milne’a jestem w stanie, wbrew pozorom, podejść do niego z czystą głową. W dzieciństwie nigdy nie miałem za dużo do czynienia z Kubusiem Puchatkiem w jakiejkolwiek formie, a jeśli już miałbym coś wspominać, to raczej lekturę kontynuacji, która była moją pierwszą stycznością z prozą Milne’a, jako iż nie wiedziałem, że to kontynuacja. Bywa. A z dzisiejszej perspektywy ciekawie jest czytać tę książkę, bo ja bym nigdy nie pomyślał, że takiego Tygrysa go tu nie będzie. Przy okazji dostajemy też całą historię rodzinnego konfliktu, ale może w to nie wchodźmy. Przygnębiające zakończenie pierwszego akapitu, także może przejdźmy do czegoś przyjemniejszego. Można powiedzieć, że książka jest poprowadzona w narracji drugoosobowej, a przynajmniej pierwszy i ostatni rozdział takie są. Autor i narrator ma syna Christophera Robina (Krzysia - jestem pod wrażeniem tego doskonałego, wybitnie oddającego sens oryginału tłumaczenia), który z kolei ma zabawkę Kubusia Puchat...