„Nostalgia za Sluat Side” - bo kiedyś to było
Ach, to piękne rozczarowanie. Po tę książkę sięgnąłem z zainteresowaniem, ponieważ zaobserwowałem na okładce samochód i wielkie ptaki. To musi być niesamowity świat! Niestety, kiedy przyjrzałem się bliżej, okazało się, iż to nie żadne ptaszyska, a helikoptery. Moja wina, ale w końcu z jakiegoś powodu noszę te okulary na twarzy, a to, że zdarza mi się z nich nie korzystać, to już wyłącznie moja wina i głupota. Mimo tego całego jęczenia, nie mogę powiedzieć, żeby lektura Nostalgii za Sluat Side była czasem straconym czy niemiłym doświadczeniem. O tak! Po trzech książkach narzekania na Andrzeja Ziemiańskiego i jednej książce narzekania na Andrzeja Drzewińskiego, wreszcie dostałem powieść dostarczającą przyjemnej rozrywki. Jeśli chodzi o fabułę, to jest to, mówiąc eufemistycznie, niezbyt skomplikowana zagadka kryminalna w amerykańskiej scenerii, która im bliżej końca, tym bardziej zbliża się to thrillera i to takiego skręcającego w bardzo dziwne rejony...