Posty

„Północna Granica” nie jest pełna typowych przyrządów gimnastycznych, ale też wynagradza czas na nią poświęcony

Obraz
Czemu bardzo szybko zabrałem się za Północną Granicę ? Słyszałem, że jest ona całkowicie różna od Króla Bezmiarów . A że poprzednia powieść Feliksa W. Kresa Strażniczka istnień również była wyjątkowym dziełem, to Kres pomalował siebie w moich oczach na artystę różnorodnego. A to się bardzo ceni i jest warte podziwu. A zatem przed nami Północna Granica , druga część Księgi Całości , mimo iż została określona jako pierwsza. Cóż, wola autora, ja czytam zgodnie z kolejnością wydawania. Warto zaznaczyć, że ja nie oczekiwałem, by ta książka w moim osobistym rankingu przebiła poziomem Strażniczkę istnień . I dobrze, bo tak się też nie stało. Najwidoczniej w tym wypadku sprawdza się pewien pogląd, iż im mniej artystyczne i eksperymentalne dzieło, tym mniej zachwyca, nawet jeżeli jest rzemieślniczo mistrzowskie. W poprzedniej części pływaliśmy po morzach na południe od kontynentu Szereru i zwiedzaliśmy wyspy, doświadczając ludzkiego okrucieństwa. Tym razem kierujemy się na północ, w jedyne mie...

„Smoki Haldoru”, chociaż głównie ludzie i to w niezbyt ciekawym towarzystwie

Obraz
Z jakiegoś kompletnie niezrozumiałego dla mnie powodu Jacek Piekara połączył dwie swoje powieści (jeśli w ogóle chcemy je rozpatrywać jako powieści) w jeden twór - z użyciem prologu. Jednakże winny jestem rozpatrzyć oba teksty osobno. Problem jest z tym prologiem, dlatego postanowiłem, że początek obu recenzji będzie taki sam, coby ułatwić mi pracę i rozbawić/zirytować czytelnika. Także prolog jest w zasadzie kroniką wydarzeń fikcyjnego świata, w którym rozgrywa się akcja i to kroniką wysoce marną. Piekara pluje czytelnikowi w twarz kolejnymi wydarzeniami no i fajnie, że się postarał i to wszystko opracował, z tym że nic mnie to nie obchodziło. No a później dostajemy kontynuację tego, tak? W takim razie już można się spodziewać, co wyniosłem ze Smoków Haldoru - nic. Ale dobrze, zajmijmy się procesem zdobywania władzy. Książka zaczyna się odnalezieniem jaja smoka. Smoki są niezwykle rzadkie, a ten, kto zdobędzie jakiegoś, zdobędzie potęgę. Z czymś mi się to chyba kojarzy. Ktoś tu kopio...

„Strażniczka istnień”, czyli gdy przebicie „Króla Bezmiarów” dało jedną z najlepszych książek fantasy

Obraz
Druga powieść Feliksa W. Kresa to dzieło zupełnie różne od Króla Bezmiarów . Czy to dobrze? Cóż, to było pytanie retoryczne, oczywiście, że dobrze. Nie po to wykupiłem twórczość tego pisarza, by dostać dzieła tożsame. Jakość też się różni, bo Strażniczka istnień bezapelacyjnie przebija opowieść o szaleństwie Bezmiarów, czyniąc w moich oczach pierwszą powieść Kresa jedynie standardową historyjką fantasy. A to o czymś świadczy. Na Starą Ziemię Heastseg przybył człowiek, dokonując kolonizacji. Możliwe, że powtórnej, a możliwe, że to miejsce zamieszkiwała kiedyś tajemnicza cywilizacja, po której pozostały jedynie ruiny. Motywy są oczywiście różne - chęć rozpoczęcia nowego życia, pożądanie złota, szerzenie religii wśród niewiernych ale przede wszystkim żądza władzy. Jednakże przerażające, gęste, duszne lasy kryją zagrożenia dla osadników i ich zwierzyny - nie tylko wielkie sewerhy, nie tylko straszne i żałosne gryfy, ale przede wszystkim sfory senea, tym, którym najbliżej jest do stworzeni...

„Leśna Polana” to kolejny dom, który trzeba zdobyć - on rozwiąże problemy

Obraz
Czy to sztuczna inteligencja? Nie! To tylko Katarzyna Michalak, mistrzyni dokonywania subtelnych nawiązań do swoich książek, co w tym wypadku oznacza - autoplagiatów. O bezczelnych odtwórstwie, jakiego ta kobieta się dopuszcza, mówiłem już nieraz, ale uważam, że tego nigdy za dużo. Niepojęte jest, czemu ona cały czas to robi i czemu ludzie nadal kupują jej książki. No ale moje oczekiwania odnośnie zdrowego, konkurencyjnego rynku to jedno, a stan faktyczny to już zupełnie inna sprawa. Książka jest? Jest. A więc należy się nią zająć. Trzech braci, trzy przyjaciółki. Wiele historii, ale oto na horyzoncie pojawia się wątek, wprowadzony delikatną dłonią Katarzyny Michalak, który połączy tych różnych ludzi w jedną całość, tworząc broń rasowego marzenia, jeśli mogę to tak określić. A przechodząc do konkretów - Gabriela bardzo chciałaby mieć ładny dom w lesie, no kto by się spodziewał, wcale nigdy jeszcze nie było takiego wątku u Katarzyny Michalak. W każdym razie Gabriela jest wrażliwa, marzy...

Na całe szczęście Jacek Piekara nie zgubił się w „Labiryncie” nieświeżego mięsa kłamstw!

Obraz
Nie wiem, dlaczego Labirynt Jacka Piekary jest określany mianem powieści, nawet minipowieści, bo spokojnie przeszedłby jako duże opowiadanie, szczególnie że tematycznie i strukturalnie by pasowało. No ale tak to dostaliśmy to, co dostaliśmy. Książka ukazała się w drugiej połowie lat 80. i gdybym był złośliwy, to napisałbym, że to widać. Doskonale wiedziałem, czego się spodziewać, jako że jestem niezmordowanym czytelnikiem antologii Spotkanie w przestworzach , także oczekiwałem kolejnych popłuczyn po Zajdlu i bez niespodzianek, właśnie to dostałem. Jednakże nawet taka książka nie musi być zła. A jak poradził sobie Jacek Piekara jako piękny dwudziestoletni pisarz? Labirynt jest pozostałością obcej cywilizacji, czy czymś takim. Jednakże badanie go nie kończy się zbyt dobrze dla badających. Mimo wszystko trzeba w końcu się za to zabrać, a kiedy w końcu autor otwiera przed nami wrota, rozlewa się przed naszymi oczami świat o wielu kolorach. Książka dzieli się na dwie części. Pierwsza to ta...

Rubin wyjaśni, czego brak „Królowi Bezmiarów”

Obraz
Na początku chciałbym poczynić uwagi natury ogólnej, żeby nie musieć się na te tematy wypowiadać później. Przede wszystkim mam zamiar czytać książki Feliksa W. Kresa w takiej kolejności, w jakiej były publikowane - dlatego zacząłem od Króla Bezmiarów , mimo iż został oznaczony jako drugi tom Księgi Całości . Cóż, wola mistrza, że tak sobie to oznaczył. Natomiast co do określania, ile w końcu tych książek jest, to zdecydowałem przyjąć systematykę ustaloną w edycji wydawnictwa Fabryka Słów - to znaczy, że za życia ukazało się jedenaście ukończonych przez Kresa części Księgi Całości . To mi też ułatwi życie, bo właśnie z tym wydaniem cyklu mam do czynienia. Zdaję sobie sprawę, że gdybym miał posługiwać się pierwotnymi wydaniami, moja “robota opiniotwórcza” zrodziłaby inne owoce, ale skoro ostatecznie mistrz podzielił swoje książki, to cóż - jego wola. Z tego też powodu nie czytałem dwóch pierwszych zbiorów opowiadań. Jeśli Kres w późniejszych powieściach przerabiał tamte opowiadania, doko...

Tom I „Pomnika cesarzowej Achai” zabiera nas do zupełnie nowej rzeczywistości

Obraz
Na początku chciałem zaznaczyć, że ja zdaję sobie sprawę z tego, że według Andrzeja Ziemiańskiego cały Pomnik cesarzowej Achai to jest jedna powieść, która ze względów wydawniczych została podzielona na pięć tomów. No to jest jakieś tam wytłumaczenie, to są dość grube książki, ale dla mnie nie ma to znaczenia. Po pierwsze tomy mają własną numerację rozdziałów i to oczywiście jeszcze nic nie znaczy, ale po drugie odstęp czasu między premierą pierwszego i ostatniego tomu (szczególnie z uwagi na odstęp między czwóreczką a piąteczką) sprawia, że no po prostu nie mogę tego traktować jako jedną książkę. To cykl powieści. Już nawet nie będę wspominał o tym, że przecież nie mogą istnieć prologi w środku książki. Jaka jest cena przetrwania tysiącletniego cesarstwa? Cóż, ja nie wiem. Co wiem, to że imperium ustanowione przez Achaję przetrwało i dalej walczy w lasach ze strasznymi potworami, a cywilizacja tak niespecjalnie się zmieniła. No dobra, to nie do końca prawda. Zmieniła się w tym sensie...

„Szpital Przemienienia” ze smakiem wypina się na czytelnika

Obraz
Żeby zorientować się, która książka Stanisława Lema ukazała się w jakiej kolejności, to trzeba uczynić pewien wysiłek. Nikt normalny się tym oczywiście nie przejmuje poza nielicznymi w tym mną, z tym że nawet ja z jakiegoś powodu poległem. Tak czy inaczej, z góry ostrzegam - nie, nie czytałem całej trylogii Czas nieutracony . Nie chodzi o to, że szanuję stanowisko Stanisława Lema, po prostu do czasu sięgnięcia po Szpital Przemienienia nie udało mi się dostać w ręce Wśród umarłych i Powrotu . Może kiedyś przyjdzie czas, że je przeczytam, a może nie. Muszę się z tym liczyć. Niniejszy tekst powstaje więc w wyniku przeczytania Szpitalu Przemienienia w wersji akceptowalnej przez autora. Młody lekarz Stefan Trzyniecki przybywa na rodzinny pogrzeb. Nastroje są takie średnie, szczególnie że towarzystwo jest dosyć nieciekawe. To akurat pewnie nie jest dla nikogo jakimkolwiek zaskoczeniem - wiadomo przecież, że rodzina to nic więcej niż grupa osób, które się wzajemnie nienawidzą. W każdym raz...

„Uczeń Alvin” kolejnym etapem (znowu)

Obraz
To jest bardzo dziwne, że póki co Opowieść o Alvinie Stwórcy jest właściwie zbiorem historii o jakichś pierdołach. Samo w sobie nie musi to być problemem, ale Card cały czas nadaje tym książkom ton wielkiej historii o zmienianiu świata i tak dalej. Nie mogę powiedzieć, żeby Uczeń Alvin był takim samym przerywnikiem jak Czerwony prorok , ale i tak nie jest tak dobrze, żebym nie narzekał. Alvin przybywa do miasta Hatrack River, w którym przyszedł na świat. Zostaje terminatorem u lokalnego kowala no i nadal walczy z Niszczycielem. Mamy także wątki mieszańca Arthura Stuarta, zrodzonego przez grzech zgwałcenia syna białego właściciela i czarnej niewolnicy oraz żagwi Peggy, która tym razem pełni wreszcie jakąś rolę w historii. Generalnie w książce nie dzieje się nic ciekawego. Może inaczej - wszystko co tutaj jest interesujące i posuwa fabułę do przodu (na przykład kwestia odszukiwaczy) jest nudne, a przerywniki są interesujące. Nie rozumiem, dlaczego części Opowieści o Alvinie Stwórcy ni...

„Świat Rocannona”, ale gdzie w tym wszystkim lokalny głos?

Obraz
Zasiadając do lektury Świata Rocannona miałem duże obawy. Nie z tego powodu, że obawiałem się, że mogę nie ocenić rzetelnie pierwszej książki pisarki, z którą miałem już dość dobre doświadczenia, ale raczej dlatego, że to przecież był jej powieściowy debiut i miał prawo być niedoskonały. No i po przeczytaniu tej dość krótkiej książki mogę stwierdzić, że widać tutaj talent pisarski, jeszcze nieoszlifowany. Tytułowy Rocannon to kosmoetnograf, którego statek kosmiczny zostaje zniszczony na nieznającej technologii lotu kosmicznego planecie przez wrogów czegoś, co jest Ligą Światów. W celu pewnie powrotu w gwiazdy ale przede wszystkim ostrzeżeniu Ligi, Rocannon zbiera ekipę lokalsów i wyrusza w awanturniczą przygodę po świecie, spotykając różne rozumne gatunki i tak dalej - mamy okazję sobie popatrzeć, jak to wszystko działa, ale generalnie powieść niczym nie zaskakuje, w każdym razie nie dzisiaj, bo może kiedyś tak było, nie wykluczam. No ale ja czytam Świat Rocannona długo po premierze ...