Posty

Życie to „Gra Endera” i nic poza tym

Obraz
Oprócz powszechnych zachwytów nad Grą Endera , które jako że bezosobowe to mało wartościowe, niewiele wiedziałem o tej powieści. Przed czytaniem powiedziano mi jedynie, że jest tu jakiś strasznie krótki rozdział. Jak łatwo się domyślić, taka opinia raczej nie miała szans przygotować mnie do tego czym Gra jest, a to dlatego, iż ciężko w ogóle nazywać ją opinią. Porzućmy więc idiotyczne rozważania o niczym i przejdźmy do samej książki. Czytelnik śledzi losy Endera, małego chłopca, który dzięki dokładnej selekcji ma szansę stać się bohaterem ludzkości. Jako genialne dziecko ma stać się idealnym i bezwzględnym strategiem, który poprowadzi ludzkie armie przeciwko obcej rasie Robali. Książka nie jest zapisem epickich bitew, towarzyszymy bowiem Enderowi w czasie jego szkolenia. Autor zapewnia nam rozrywkę rzucając w nas wątkami typowymi dla takich historii, mamy więc rywalizację, mamy zdobywanie sojuszników, sojusze i pytanie kto jest naszemu bohaterowi przyjazny, a na kogo trzeba uważać. Dos...

Nie zasmakuje słodkiej „Zemsty”, jest na to zbyt szlachetny i męski

Obraz
Czy Mistrz potrzebował kontynuacji? Zdecydowanie nie i to po Zemście dość mocno widać - nie trzeba znać pierwszej części, żeby cieszyć się drugą. Cieszyć? Użyjmy tego słowa na potrzeby recenzji, chociaż za dużo radości podczas czytania nie miałem. W ogóle ta powieść jakoś przemknęła przez moje życie. Bardzo szybko ją przeczytałem i w sumie to gdyby nie to, że piszę te recenzje, pewnie nawet nie chciałoby mi się poświęcić jej jednej nadprogramowej myśli. A to przecież niedobrze - nie po to czytam, żeby się ogłupiać. Niestety Katarzyna Michalak albo uważa inaczej, albo ma wobec literatury zupełnie inne oczekiwania. Cóż, to zawsze jakieś podejście, a ja nie uważam, żeby moje było najlepsze. I to przecież widać, bo inaczej bym nie czytał powieści pani Kasi. Także można powiedzieć, że Zemsta jest skuteczną kontynuacją. Proces czytania Mistrza był w moim przypadku tak samo nijaki, bezbolesny i szybki. Raul de Luca jednak nie umarł - żyje sobie w ukryciu spokojnie, ma nawet syna, jednak j...

„Saints” a wśród nich „A Woman of Destiny”

Obraz
Książka będąca przedmiotem niniejszej recenzji pierwotnie została opublikowana pod lamerskim tytułem A Woman of Destiny , który biorąc pod uwagę okładkę oraz opis z tyłu nie do końca oddaje istotę dzieła. No i poza tym jest szpetny. My jednak będziemy używać tytułu Saints , który miał być planowany przez Orsona Scotta Carda od początku. No bo de facto jest to właśnie książka o Świętych, czy też, używając bardziej swojskiego określenia, mormonach. Owa Kobieta oczywiście jest główną bohaterką, jednak czuć akcent położony na zaprezentowaniu właśnie przede wszystkim ugrupowania pod pewnymi, wybranymi kątami. To widać praktycznie w każdym aspekcie. Rodzina Kirkham żyła sobie całkiem dobrze w Anglii, ale oczywiście wszystko kiedyś się kończy, szczególnie jak się ma tak świetnego żywiciela jak ojciec rodziny, który postanawia nagle opuścić dom, zostawiając żonę i dzieci wręcz w beznadziejnej sytuacji. No więc John wybywa, a jego żona Anna oraz dzieci Robert, Dinah i Charlie muszą jakoś przeży...

„Księżniczka z lodu”, który wreszcie pękł

Obraz
W ramach pewnego powolnego przekonywania się do danego gatunku pewnie nie warto sięgać po dzieła uważane w środowisku jego entuzjastów za nieszczególnie dobre. O twórczości Camilli Läckberg słyszałem dużo dobrego i tylko to przekonało mnie do sięgnięcia po jej książkę, bo w każdym innym przypadku Księżniczka z lodu trafiłaby pewnie na słynną kupkę książek, które kiedyś przeczytam, może za dwadzieścia lat przy dobrych wiatrach. Do kryminałów podchodzę jak typowy literacki snob do literatury gatunkowej - zastanawiam się zawsze, co może być ciekawego w tego typu czytadłach. No cóż, może być bardzo dużo! Miasteczko Fjällbacka na zachodnim wybrzeżu Szwecji to miejsce spokojne. Ale to nie do końca prawda, ponieważ w lato pełno tu wczasowiczów, którzy dodatkowo stopniowo przejmują tą niegdyś rybacką mieścinę, zamieniając piękne werandy starych domów w obrzydliwe okna panoramiczne. I chociaż pisarkę biografii (która marzy o napisaniu w końcu jakiejś fikcji) Erikę Falck bardzo to drażni, to ak...

Czy „Kameleon” działa z premedytacją?

Obraz
Poprzednie powieści dla dorosłych Rafała Kosika były… no cóż, Mars mi się jeszcze podobał, ale Vertical zawiódł. Książki te łączył problem słabego kreowania postaci, szczególnie w tej drugiej. No bo co nam z fantastycznego świata, skoro opowieść i bohaterowie są nieinteresujący, prawda? No właśnie. Kameleon powstawał długo, bo od 2002 do 2008 roku. To niewątpliwie dużo czasu do namysłu oraz też dużo doświadczenia dla Kosika w tak zwanym międzyczasie. Z tymi książkami dla dorosłych to wiadomo, że bywało niespecjalnie dobrze, ale przecież pan Rafał odnosił sukcesy z serią Felix, Net i Nika . Zawsze dziwił mnie kontrast między smęceniem dla dużych, a czystą, traktującą jednak czytelnika z szacunkiem zabawą dla młodszych. No i okazuje się, że do trzech razy dla dorosłych sztuka! Nad planetę Ruthar Larcke przybywa USS Ronald Reagan z misją ratunkową. Ponad czterysta lat wcześniej zaginął tutaj statek poszukujący planet do terraformowania. Załoga misji złożona z ludzi prostych, bo nie ma w...

„Ghostbusters” zaczynają się konkretnie - ostro

Obraz
Zwykle staram się nie porównywać książki do filmu… jednak w przypadku Ghostbusters książka ukazała się później niż film. Niestety z takimi starociami (z mojej perspektywy) czasami ciężko jest ustalić dokładną datę wydania, a tak się składa, że nie mam fizycznego egzemplarza powieści. No jest napisane, że książka została wydrukowana w sierpniu 1985 roku, ale przecież na rynek mogła wejść później. Mimo wszystko to nieważne, bo bądźmy szczerzy - każdy zdaje sobie sprawę, które dzieło ma tu pierwszeństwo. Można się zastanawiać, czy film potrzebował kolejnej adaptacji, bo przecież mamy już książkę Larry’ego Milne’a, ale skoro już książka powstała, to czemu do niej nie zerknąć. Bo ja przecież nie mam absolutnie nic ciekawszego do roboty. W każdym razie napisał to pan Richard Mueller. Nie wiem, kim jest, bo niestety pisarz o tożsamym imieniu i nazwisku w swoim opisie w internecie nie wspomina nic o tej książce. Naszymi bohaterami są doktorzy Peter Venkman, Raymond Stantz oraz Egon Spengler, ...

„Rozdroże kruków” nie będzie niestety ostatnim wyborem w życiu wiedźmina Geralta

Obraz
Jako że to recenzja książki Andrzeja Sapkowskiego, który nie lubi gryźć się w język, ja również nie omieszkam odmówić sobie pewnej złośliwości - ciekaw jestem, ilu ludzi ma zamiar mówić na temat tej bardzo gorącej premiery roku pańskiego 2024, mając jedynie w mglistej pamięci książki pana Andrzeja i czynić śmiałe tezy o Rozdrożu kruków tylko na podstawie tych niejasnych wspominek. Byłem jednym z tych, którzy wierzyli w zapewnienia Sapkowskiego, że pisze kolejną książkę o wiedźminie. Miałem w sobie dużo dobrej woli i nadziei, które jednak zostały utemperowane, gdy się okazało, że Rozdroże kruków jest prequelem. Z jednej strony można się było tego spodziewać, z drugiej jednak tliła się we mnie nadzieja, że może pójdziemy dalej i dostaniemy spin-off, a może nawet historię o Ciri. Ale nie. Czy to oznacza, że dostaliśmy kiepską książkę? Och absolutnie nie! Dobrze wiemy, jak doskonale rozpoczęła się kariera wiedźmina Geralta na szlaku i właśnie tym rozpoczyna się ta powieść - nasz białowło...

„Zamek z piasku, który runął” nie tylko po to, by dać nam jedną z najlepszych książek swojego gatunku

Obraz
Już sam tytuł tej książki jest masywnym spoilerem, z tym że to raczej nie problem, bo sądzę, że celem Larssona nie było trzymać czytelnika w niepewności co do tego, jak się ostatecznie zakończy ta cała afera wokół Aleksandra Zachalenki. Nie, to cały proces jest najważniejszy - dosłownie i metaforycznie. Poprzednia część trylogii była w pewnych aspektach bardzo nieudana i ostudziła mój zapał na czytanie dalej, dlatego minęło dość dużo czasu, zanim zabrałem się za Zamek z piasku, który runął . Po dramatycznym finale Dziewczyny, która igrała z ogniem , Lisbeth Salander i jej ojciec Aleksander Zachalenko zostają przewiezieni do szpitala. Oczywiście w wyniku kolejnych niekompetencji głupich mężczyzn przyrodni brat ucieka, a Lisbeth zostaje postawiona w stan oskarżenia. Skupieni wokół Zachalenki funkcjonariusze RPS/Säk rozpoczynają desperacką walkę, by tylko ich mroczne tajemnice nie wyszły na jaw - dla dobra Szwecji, chociaż tak naprawdę oczywiście tylko na ich własnego komfortu. Powstrzyma...

„Kolor magii” dzisiaj nie miałby prawa się wydarzyć - mamy przecież internet

Obraz
Z pewnych powodów bardzo chcę polubić twórczość Terry’ego Pratchetta, także robię sprawne czytu, czytu! Jednak nie oznacza to, że jestem jakoś mniej krytyczny, bo nigdy nikt nie wykształ we mnie żadnego przekonania, że ten pisarz wielkim pisarzem był. Jednak tym razem faktycznie mamy do czynienia z czymś innym, bowiem oto pierwsza książka osadzona w Świecie Dysku, a to oznacza wejście do ogromnego świata, z którego nieprędko wyjdę, o ile kiedykolwiek - bo jednak poza czytaniem Pratchetta trzeba jeszcze żyć i czytać też inne książki, gorsze czy też lepsze. Oto Świat Dysku! Położony na barkach czterech gigantycznych słoni, które z kolei stoją na wielkim, sunącym przez przestrzeń żółwiu A’Tuinie, który zmierza do Celu. Może żeby parzyć się z innym wielkim żółwiem i doprowadzić pośrednio do zderzenia się dwóch światów? Któż to może wiedzieć, w końcu nawet płeć A’Tuina nie jest znana - nikt nie był w stanie spuścić się wystarczająco nisko poza krawędź dysku, by zweryfikować odpowiednie częś...

Skonfrontowani z przerażającą pustką, „Pułapką Nieśmiertelności”

Obraz
Czwarta część przygód Felixa, Neta i Niki jest dla mnie wyjątkowa w ten sposób, że gdy pierwszy raz zapoznałem się z superpaczką, to był ostatni tom, który przeczytałem w całości. I nigdy nie byłem w stanie wyartykułować, na czym polega historia, a gdy po latach wróciłem do cyklu, to później również już nie pamiętałem, co się tu właściwie działo. I w ten sposób już od razu możemy przejść do największej wady, ale równocześnie pośrednio zalety Pułapki Nieśmiertelności - jej fabuła jest bardzo niekonkretna i tak, jak w poprzednich dwóch częściach łatwo jest opisać, co się tam dzieje, tak czwórce bliżej do jedynki. Z tym że jedynce było blisko do zbioru opowiadań, a część czwarta jest po prostu poprowadzona w taki sposób, że żeby ją porządnie opisać, trzeba byłoby zdradzić prawie wszystko. A czemu to również zaleta? Otóż jest bardzo dobrze przemyślana i zaskakująco smutna. Podczas imprezy halloweenowej Felix, po nieudanym podrywie, spotyka Ponurego Żniwiarza, który zleca przyjaciołom taje...