Posty

„Ostatnia misja Gwendy” w kosmosie

Obraz
    Żadna z przygód Gwendy Peterson nie była dobra, a teraz przechodzimy do Ostatniej misji Gwendy i bez żadnych niespodzianek nie jest ona dobra! Kto by się tego spodziewał! Moje nastawienie do książki było negatywne. Po pierwsze - poprzednie części były słabe. Po drugie - współautorem jest ten cały Richard Chizmar, który nie napisał ani jednej dobrej powieści.     Pudełko po raz trzeci trafia do naszej kochanej Gwendy. No i jest problem, bo pudełeczka trzeba się pozbyć, więc nasza bohaterka leci w kosmos, bo to jest dobry sposób, żeby zakończyć cykl. A co się dzieje na międzynarodowej stacji kosmicznej? No wiadomo, co się dzieje, bo fabuła Ostatniej misji Gwendy jest tak miałka, nudna i smętna, jak to tylko możliwe. Jest zły antagonista, który jest zły ponieważ to stary zboczeniec, ponadto słyszy głosy w głowie i jest zły, bo jest zły, proszę nie zadawać dalszych pytań. Generalnie od początku wiemy kto jest kim oraz jak się cała opowieść zakończy. Wszys...

„Nie oddam dzieci!”, ale zająć to się nimi nie zajmę!

Obraz
    Jeśli chodzi o te tak zwane poważne książki Katarzyny Michalak, to jest z nimi różnie. Była Nadzieja , która miała jakieś tam zalety, ale była również Bezdomna , która wpisałem na listę najgorszych książek mojego życia. Nie oddam dzieci! to pozycja specyficzna, którą wydawca poleca jako najmocniejszą powieść Katarzyny Michalak. No ciekawe. Pani Kasia poobrażała w niej jeszcze więcej ludzi niż w Bezdomnej ? A może jest tu więcej gwałcenia niż w Kronikach Ferrinu ? Książka robi dobre pierwsze wrażenie już samą dedykacją, z której wynika, iż Michalak żegna się z życiem za każdym razem, gdy ma wyruszyć w podróż po polskich drogach. Ja nie chcę nic sugerować, ale to jest paranoja.     Michał Sokołowski jest uznanym lekarzem, który bierze wszelkie możliwe dyżury i prawie w ogóle nie siedzi w domu. Żonka Marta opiekuje się domem oraz dziećmi - Mają, Zbysiem i Antosiem no i przy okazji jest w kolejnej ciąży. Generalnie wszystko fajnie, ale tak naprawdę małżeńst...

„Wszystkie odcienie czerni” stylu Ilony Felicjańskiej

Obraz
    Nie jestem kimś, kto eksytowałby się faktem, że była modelka Ilona Felicjańska napisała książkę. I nie chodzi o to, że jestem ponad jakieś takie kontrowersje, bo po prostu mnie to nie obchodzi. Jest pani Ilona, napisała thriller erotyczny, więc spójrzmy na jej dzieło. A to, że jest znana, nie ma tutaj żadnego znaczenia. No i muszę przyznać, że Wszystkie odcienie czerni to dzieło naprawdę wyjątkowe. Chyba nie czytałem jeszcze TAKIEJ książki. A co do oczywistego nawiązania w tytule, to książka Felicjańskiej nie ma o dziwo aż tak dużo wspólnego z Pięćdziesięcioma twarzami Greya .     Anna (ale nie Steele) prowadziła sobie w miarę spokojne życie. Pracuje w wydawnictwie, jej mąż Paweł jej wziętym prawnikiem, ma dwójkę dzieci, które kocha i w tym wypadku musimy jej uwierzyć na słowo, ponieważ ten fakt nigdy nie jest przedmiotem większych rozmów w książce i same dzieci generalnie nie są postaciami, a jeno figurami, które można przesuwać, jak autorka zechce. W...

Nie wierzyłem, że będzie to „Teoretycznie Możliwa Katastrofa”

Obraz
    Po swoich dwóch pierwszych powieściach Rafał Kosik miał jeszcze coś do udowodnienia, a przynajmniej mnie przekonać. No bo nie są to idealne dzieła, było co naprawiać. Wydaje mi się, że Teoretycznie Możliwa Katastrofa jest właśnie takim udowodnieniem, że ten pisarz jest faktycznie tak znakomity, jak się mogło wydawać po Gangu Niewidzialnych Ludzi . Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy, jeszcze jako dzieciaczek, czytałem drugą część przygód naszej ulubionej superpaczki, nie byłem zachwycony. Jednak kiedy po latach do niej wróciłem, ze zdumieniem odkryłem, że podoba mi się o wiele bardziej niż jedynka. Z przyjemnością stwierdzam, że nadal tak uważam.     Felix, Net i Nika mogą wreszcie spokojnie odpocząć po pokonaniu złej sztucznej inteligencji i odzyskaniu trzynastej księgi profesora Kuszmińskiego. Niestety życie ich nie oszczędza - z jednej strony przeżywają problemy nastolatków takie jak urodziny popularnej koleżanki z klasy, oskarżenie o palenie jointów...

Poezjowieść - z książki „Pomroki”

Obraz
    W recenzji Mroków stwierdziłem, że na takiej formie nie da się oprzeć swojej twórczości. No i chyba miałem rację, jako że Jarosław Borszewicz niestety nie dożył premiery kolejnej swojej powieści. Niestety nie tylko z takiego czysto ludzkiego powodu, ale również ponieważ Pomroki są już nie o śmierci a o życiu. Można wręcz powiedzieć, że to okrutny chichot losu. I chociaż de facto książka nie została dokończona, to jednak maszynopis dotarł do wydawnictwa jeszcze za życia autora, także nie wydaje mi się, żeby można było nazwać Pomroki książką niekompletną. To, co Borszewicz chciał przekazać, chyba tutaj jest. Chociaż co ja tam wiem.     Naszym głównym bohaterem ponownie jest Duet Zezowaty, który pozornie jest tym samym człowiekiem co w Mrokach , ale tylko pozornie. Wiktor (którego imię zawsze jest ujęte w ramce, jakby czytelnik miał sobie wyobrażać jego nagrobek, informację o pogrzebie, którą się wywiesza dla sąsiadów czy też jego czarno-białe zdjęcie) ...

„Amelia” cudowna (zapomniałem nazwiska)

Obraz
    Gdybym miał jakoś zakwalifikować Amelię w ramach serii Katarzyny Michalak, byłby to ciężki kawałek chleba, jako że nie miałbym pojęcia, gdzie ją właściwie umiejscowić. Na szczęście z pomocą przychodzi sama autorka, która dzieląc wszystkie cykle na swojej stronie, stwierdziła, iż Amelia to seria bajkowa, ale równocześnie część serii kwiatowej… z tym że jeśli chodzi o serię kwiatową, nasza Amelia stoi tam z boku, jakby niechciana. Ale ja się nawet temu nie dziwię, rozumiem dlaczego Michalak chciałaby, żeby o tej powieści nie było głośno.     Pisząc Amelię Michalak nie wymyślała koła na nowo, a sięgnęła po znane i sprawdzone motywy. Tak więc po raz kolejny naszą główną bohaterką jest młoda, urocza, niezależna i odważna dziewczyna, która jak zawsze wyjeżdża do małego miasteczka (wymiennie może to być zaciszna, wiejska okolica czy coś w tym guście), żeby jak zawsze objąć uroczy, własny kawałek podłogi, zapoznać się z przemiłymi sąsiadkami, poznać tajemnic...

„Z mgły zrodzony”, czyli dziwny tytuł, drobna kalka i fajne czytadełko

Obraz
    Na początek chciałbym odnotować, że bardzo dziwi mnie tłumaczenie tytułu tej książki. W oryginale mamy Mistborn, w samej książce mowa jest o Zrodzonych z Mgły, Zrodzonym z Mgły, natomiast tytuł to Z mgły zrodzony, z jakiegoś powodu napisane małymi literami, mimo iż w powieści jest to określone dużymi. Cholera wie, jak to do końca jest, bo sama książka nie sugeruje, żeby tytuł nie odnosił się bezpośrednio do Zrodzonych z Mgły, ale może ja się mylę i kiedyś zostanę wyprowadzony z błędu. Oby, bo jeśli nie… byłoby to wręcz komicznie żałosne niedopatrzenie polskiego wydawcy. W każdym razie oto druga powieść Brandona Sandersona i znowu dostajemy fantasy, które jest swoją drogą dość podobne do Elantris, chociaż na tyle różne, że ciężko jest się czepiać, iż znowu to samo.     Ostatni Imperator rządzi twardą ręką swoim Ostatnim Imperium, które oświetla czerwona gwiazda i które jest zasypywane przez popiół. Generalnie to, jak ten świat wygląda, nie jest jakoś prz...

„Biedni ludzie”, ale monety na listy mają (czyli są w lepszej sytuacji niż ja, urodzona kutwa)

Obraz
    Nie lubię mierzyć się z literackimi legendami, bo z jakiegoś powodu dużo tych starych książek klasyków to powieści ciężkie, tak jakby kiedyś ludzie nie lubili się bawić przy czytaniu, tylko zawsze traktowali to jako intelektualne wyzwanie. Oczywiście wiem, że tak nie jest, jednak czasami można odnieść takie wrażenie. Ten wstęp pewnie dał ci już do zrozumienia, mój kochany czytelniku, że nie jestem fanem Biednych ludzi , pierwszej powieści Fiodora Dostojewskiego. Przejdźmy więc do recenzji, której pewnie i tak nie potrzebujesz, bo jeśli ktoś chce sięgnąć po Biednych ludzi , to (a przynajmniej tak mi się wydaje) raczej nie szuka opinii innych. Zresztą zawsze warto samemu się przekonać, czy dana powieść jest dobra.     Jest to powieść epistolarna, wskutek czego jej przeważająca większość to listy, jakie wymieniają między sobą urzędnik Makary Dziewuszkin i dużo od niego młodsza Warwara Dobrosiełowa. No i w ramach tych listów obserwujemy ich losy. Kwitnie mi...

„Księżniczka Marsa” Barsoom

Obraz
    Sięgając po klasykę science fantasy można było się poczuć niepewnie - a przynajmniej ja się tak czułem. Bo tak jak stare science fiction potrafi być aktualne zawsze i ciągle zaskakuje czy zachwyca nowych czytelników, tak science fantasy to jednak trochę inna para kaloszy, zawsze traktowana przeze mnie jakoś tak lekko i może nawet w pewnym stopniu niesprawiedliwie. Dlatego porzućmy uprzedzenia, jakieś nie wiadomo skąd wzięte zgrzyty i potraktujmy Księżniczkę Marsa tak, jak na to zasługuje, czyli indywidualnie.     John Carter to weteran wojny secesyjnej, który wyrusza razem z przyjacielem na poszukiwanie złota. No i w wyniku tajemniczych wydarzeń zostaje on przeniesiony na Marsa, gdzie dzięki innej grawitacji potrafi między innymi wysoko skakać i w ogóle zyskuje przewagę nad różnymi tubylcami. Tak rozpoczyna się jego wielka podróż, w której zdobędzie miłość, władzę, szacunek, ale również i kolejną wojnę. Natomiast jeśli kogoś interesują losy Johna, to s...