Posty

„Księżniczka Marsa” Barsoom

Obraz
    Sięgając po klasykę science fantasy można było się poczuć niepewnie - a przynajmniej ja się tak czułem. Bo tak jak stare science fiction potrafi być aktualne zawsze i ciągle zaskakuje czy zachwyca nowych czytelników, tak science fantasy to jednak trochę inna para kaloszy, zawsze traktowana przeze mnie jakoś tak lekko i może nawet w pewnym stopniu niesprawiedliwie. Dlatego porzućmy uprzedzenia, jakieś nie wiadomo skąd wzięte zgrzyty i potraktujmy Księżniczkę Marsa tak, jak na to zasługuje, czyli indywidualnie.     John Carter to weteran wojny secesyjnej, który wyrusza razem z przyjacielem na poszukiwanie złota. No i w wyniku tajemniczych wydarzeń zostaje on przeniesiony na Marsa, gdzie dzięki innej grawitacji potrafi między innymi wysoko skakać i w ogóle zyskuje przewagę nad różnymi tubylcami. Tak rozpoczyna się jego wielka podróż, w której zdobędzie miłość, władzę, szacunek, ale również i kolejną wojnę. Natomiast jeśli kogoś interesują losy Johna, to s...

Założyli na naszej Ziemi „Bazarską ambasadę”

Obraz
    Podobnie jak przy okazji powieści Bazar , przy tworzeniu Bazarskiej ambasady udział brały Marzena Wierzbowska (w nieznanej roli) i autorka poezji Ewa Łukasińska, ale nie mam zamiaru (z wiadomych, jak myślę, powodów) wypowiadać się tutaj o ich pracy. Co ja tam wiem! W każdym razie oto przed nami kontynuacja książki Bazar Johna Biapola, tak hucznie zapowiadanej w części pierwszej. Podchodziłem do tej pozycji z ostrożnością i kompletnym brakiem zaufania, ale z drugiej strony myślałem, że przecież nie może być gorzej. No i faktycznie, jest po prostu słabo.     Mam nadzieję, że poprzednia część jest dobrze obcykana, bo tutaj nie będziemy się skupiać na tym, co się tam działo (niewiele). W każdym razie zaczynamy w przeszłości, ale to tylko taki niepotrzebny wstęp. Głównym bohaterem jest głupi pijak Franek Podolski, z pochodzenia warszawski prażanin, który całkowicie przypadkiem przesądza o wyniku bardzo ważnego, światowego referendum, dzięki czemu zyskuje s...

Powieściozja - z książki „Mroki”

Obraz
    W przypadku Mroków mamy kolejny doskonały przykład książki, która została po latach zmieniona, do czego zresztą przyznał się sam Jarosław Borszewicz - bo w tym 1983 roku nie mogła się ona ukazać w takiej formie, w jakiej powinna. Zaznaczam więc, że obcuję z tą nową wersją. W każdym razie czytam tę tak zwaną powieść z polecajki, także chciałem, żeby mi się spodobała. Szanse były dość wyrównane, bo z tego co się orientuję, Mroki wzbudzają mieszane uczucia - są wyraźne zachwyty ale i dosadna krytyka. No i bardzo dobrze, w końcu czyż sztuka nie powinna wzbudzać w odbiorcy emocji? Tutaj mamy do czynienia z poezją, także tym bardziej porządna dawka silnych emocji jest wskazana!     Opisywanie fabuły tej książki jest zadaniem zarówno trudnym jak i niemożliwym, ponieważ historia jest w niej znikoma. Naszym głównym bohaterem jest młody mężczyzna Duet Zezowaty, z zawodu dorożkarz, możliwe również że student może niekoniecznie z wolnego wyboru, ale przede wszystk...

„Pani Ferrinu” nie kończy cyklu

Obraz
    Z racji, że to ostatnia część cyklu, Pani Ferrinu musiała zmierzyć się z trudną sztuką zakończenia Kronik Ferrinu . Nie jest to łatwa sprawa, ale nie oznacza jednocześnie, iż powinno się dać Michalak taryfę ulgową. To wręcz podwyższa postawioną (nisko) poprzeczkę. W takim razie jak się udało? Nie udało.     Anaela dostaje wiadomość o porwaniu Gabrieli, ale nie tej, która była protagonistką części trzeciej, tylko innej. Nasza ukochana bohaterka przybywa do Ferrinu, gdzie okazuje się, że porwany zostaje również Sellinaris. Teraz Anaela będzie musiała zmierzyć się z lanorskim bogiem Luciferrinem, by ocalić swój świat. Fabuła jest potwornie nudna, kompletnie nieangażująca i tak naprawdę, znając zakończenie, okazuje się nie być potrzebną. Szczerze, właśnie tego się spodziewałem, ale jednak jestem bardzo rozczarowany. Dałoby się to zrobić lepiej, ale Michalak pędzi z kolejnymi ważnymi wydarzeniami, nie zostawiając czytelnikowi miejsca na oddech.   ...

Czy „Chasing the Boogeyman” stanowi nową jakość?

Obraz
    Chasing the Boogeyman to potencjalnie dość ciekawy twór, jako że Richard Chizmar postanowił napisać powieść, która będzie naśladować gatunek true crime. No i to generalnie jest hasło reklamowe. Czytałem nawet opinie, że na naszych oczach Chizmar stworzył nowy podgatunek literacki. Kiedy widzi się takie coś, nie sposób powstrzymać się przed sięgnięciem po taką pozycję, także na pewno to jej nie szkodzi. A czy faktycznie tak jest? No nie jestem przekonany, a mówiąc wprost - nie, Chizmar nie stworzył nic nowego, to tylko taka gra pozorów.     Generalnie chodzi o to, że narratorem jest fikcyjna wersja Richarda Chizmara, w którego rodzinnym miasteczku Edgewood w Maryland w 1988 roku były mordy młodych dziewczyn, no i poza tym, że samo zabijanie było problemem, to jeszcze nie schwytano sprawcy, a dokonano tego dopiero jakieś trzydzieści lat później. To nie jest spoiler, ponieważ dowiadujemy się tego już na samym początku. W ogóle to początkowo (no i później ...

Recenzja „Cyfrowej Twierdzy” ukazała się w świecie cyfrowym, jednak czy ją zabezpieczono przed zmianami?

Obraz
    Ja się na łamaniu kodów nie znam, dlatego tego oceniał nie będę. To znaczy mógłbym to zrobić, ale po co? A więc - Dan Brown! Autor, który chyba jest dość popularny, a w każdym razie w 2013 roku wydawnictwo Sonia Draga stwierdziło, że jest to bez wątpienia najpopularniejszy autor naszych czasów. Cóż, nie mi to oceniać, a spojrzenie do suchych danych to za wiele, a zresztą nie ma to przecież żadnego znaczenia. Chciałem jedynie zapewnić, że podchodziłem do Cyfrowej Twierdzy z dużym szacunkiem i uwagą. Bo skoro Brown zdobył sobie taką popularność, to pewnie jego twórczość jest warta uwagi. Prawda?     Narodowa Agencja Bezpieczeństwa (w skrócie NSA, bo jak dobrze wiadomo, skróty są robione z nazw oryginalnych, a nie tłumaczeń (zawsze mnie to bawiło i irytowało, ale już trudno)) Stanów Zjednoczonych jest w posiadaniu TRANSLATORA, superkomputera, który metodą brutalnego ataku jest w stanie złamać każdy szyfr. No i życie toczy się spokojnie do momentu, w który...

„Anne z Avonlea”, w sumie nadal jest z Zielonych Szczytów

Obraz
    Lucy Maud Montgomery nie dała odetchnąć swoim czytelnikom i już w następnym roku po Anne z Zielonych Szczytów ukazała się kontynuacja Anne z Avonlea . Tytuł może być dość mylący, bo przecież w pierwszej części główna bohaterka również mieszkała w Avonlea i kiedy byłem mały, zawsze mnie to zastanawiało. No ale teraz jestem już starszy i widzę jakiś sens, także tytuł urósł w moich oczach, za to sama książka podoba mi się już zdecydowanie mniej.     Poprzednia książka zakończyła się w ten sposób, że Anne miała szansę wyjechać na studia do Redmontu, ale tego nie zrobila, bo Matthew umarł, a Marilla dostała ostrzeżenie od lekarza, że nie może wysilać wzroku, inaczej go straci. Anne przyjmuje więc pracę w lokalnej szkole, zostając w Avonlea. Przy okazji angażuje się w życie społeczne - staje się jedną z założycielek Koła Entuzjastów Avonlea, opiekuje się bliźniętami Dorą i Davym, które wzięła do siebie Marilla no i oczywiście uczy swoich podopiecznych. Gener...

Na horyzoncie kolejny, piękny dom, czyli „Przystań Julii”

Obraz
    W magicznym świecie Katarzyny Michalak wszystko się zdarzyć może! Bułki się niestety same nie smarują, a szkoda. W sumie chciałbym przeczytać książkę pani Kasi w stylu starych filmów animowanych o księżniczkach. I nie chodzi mi tu o zwierzęta, a o magiczne przedmioty. No bo zdarzyło się tej autorce machnąć cykl fantasy, ale… poza tym cały czas męczy ona ten sam gatunek. A przechodząc do sedna, zabierzmy się za Przystań Julii , ostatnią część trylogii kwiatowej. Już nie mogę się doczekać!     Julia wyjechała w Bieszczady, do domku na zadupiu, bo czemu nie. Także książka zaczyna się jak prawie każda inna powieść Katarzyny Michalak, a dalej nie jest lepiej. Julia poznaje pięknego sąsiada, wredną sucz (bo pewnie w każdej książce Michalak musi taka być), wysyła też wiadomość chłopakowi, którego lata temu rzuciła, odsyłając mu pocztą pierścionek zaręczynowy. Chłopak przyjeżdża i już są razem. Dokładnie. Jednak spokojnie, pani Kasia nie zapomniała o tych pozos...

„Anne z Zielonych Szczytów” to tak zwana prosta historia

Obraz
    Pamiętam, że kiedy byłem małym dzieciaczkiem i kazano mi w szkole przeczytać tę słynną powieść Lucy Maud Montgomery, byłem jedynym z chłopców w mojej klasie, któremu się ona spodobała. Ewentualnie po prostu tylko ja się przyznałem. Ta historia była więc ze mną od najmłodszych lat i niejednokrotnie do niej wracałem, a teraz wracam jeszcze raz i przyjemnością stwierdzam, że Anne z Zielonych Szczytów to historia nieśmiertelna, która zachwyca niezależnie od wieku. Naprawdę. Wyłożę kawę na ławę - jeśli jest jakaś książka, która zasługuje na to, żeby ją określić mianem pięknej, to na pewno jest nią właśnie ten przewspaniały debiut.     Na Wyspie Księcia Edwarda w Kanadzie, w małej miejscowości Avonlea, w Zielonych Szczytach żyje sobie rodzeństwo Cuthbertów - oschła Marilla i milczący, bojący się kobiet Matthew. Ponieważ brat się już starzeje, w gospodarstwie potrzebna jest pomoc i rodzeństwo postanawia przygarnąć chłopca. Jednak w wyniku nieporozumienia do Zi...