Posty

Wyświetlam posty z etykietą Wyspa Skarbów

Na „Wyspie Skarbów” pozory mogą mylić, a nawet jeszcze wcześniej nietrudno się zaskoczyć

Obraz
Z przyjemnością zabrałem się do nadrabiana kolejnej legendarnej klasyki literatury, tym razem w postaci złożenia hołdu autorowi, wobec którego nie miałem żadnych oczekiwań. Robert Louis Stevenson zapisał się w końcu w świadomości masowego odbiorcy, przynajmniej moim zdaniem, głównie z uwagi na Doktora Jekylla i pana Hyde’a , a Wyspę Skarbów kojarzy się raczej jako zjawisko kulturowe. No dobrze, ale nieważne. „Jo ho ho! I butelka rumu” i do przodu! Jim Hawkins jest zwykłym chłopcem pomagającym rodzicom, którzy prowadzą karczmę „Pod Admirałem Benwow” (nie powinno być to inaczej napisane? nie wiem). No i wszystko fajnie do momentu, gdy do karczmy przybywa stary pirat, który zaczyna… no właśnie niczego nie zaczyna, tylko sobie siedzi, gada i jest zmierzły. Jednakże w końcu przychodzi kryska na matyska, kiedy znajduje go inny złoczyńca i awantura kończy się tak, że w sprawę angażują się dziedzic Trelawney oraz doktor Livesey, mapa skarbów zostaje odnaleziona i decyzja zapada - trzeba wyrus...