Posty

„Gracze” pląsają w świecie Elżbiety Drzewińskiej

Obraz
    Biorąc pod uwagę to, że Gracze nie ukazali się (mówiąc delikatnie) specjalnie długo po Agnieszce , pewnie nie należało liczyć na to, że Drzewińska będzie miała lepszą formę. Mimo to liczyłem na to, że będzie to jednak coś innego, bo w końcu wydawanie podobnych do siebie powieści w tak krótkim odstępie czasowym wydawałoby się trochę bezsensowne. A skoro książka powinna być inna, to ma też szansę być lepsza. Albo gorsza, taka możliwość też się pojawiła. Co do samego tytułu, to nie mam o nim nic do powiedzenia. Jest i niech to wystarczy każdemu dociekliwemu czytelnikowi, który chciałby wiedzieć, jak też się zabawia pani Drzewińska. Jednak bez wątpienia jest ten tytuł ciekawszy niż nudna Agnieszka .       Główną bohaterką i jednocześnie narratorką jest Ewa, która prowadzi dość dzikie życie, jeśli wolno mi to w taki sposób określić. Po prostu nie ma w nim nic stabilnego - jej związek z ukochanym mężczyzną jest bardzo nieokreślony (ponadto on jest nadal ...

Jack Sawyer detektywem? - „Czarny Dom”

Obraz
    Przyznaję, że byłem trochę uprzedzony do Czarnego Domu . Kiedy zabierałem się za Talizman w głowie miałem te wszystkie negatywne opinie, ale ostatecznie książka okazała się dobra. Natomiast przy kontynuacji było dokładnie na odwrót. Spodziewałem się solidnej powieści, no ale niestety jej nie dostałem.     Mamy małe miasteczko i morderstwa na dzieciach w nim dokonywane. Dorosły już, emerytowany funkcjonariusz wydziału zabójstw policji w Los Angeles Jack Sawyer zostaje zmuszony do tego, by zaangażować się (jak to wychodzi to już inna sprawa) w sprawę. Kiedy zaczynałem książkę, miałem bardzo pozytywne skojarzenia z kultowym serialem Twin Peaks (mam na myśli dwa pierwsze sezony). Bo tak, jest działający niekonwencjonalnie detektyw, jego przyjaciel policjant-przydupas, szalony morderca, małe miasteczko, skupienie się bardziej na wielu bohaterach, niż na kilku konkretnych, dużo wątków paranormalnych oraz Czarny Dom (analogicznie do Czarnej Chaty w serialu L...

„Ostrze elfów”, a oprócz tego lubi krasnoludy

Obraz
    Chciałbym w tym momencie cofnąć się w czasie i powiedzieć młodemu Nikowi Pierumowowi, że naprawdę nie powinien przenosić swoich młodzieńczych fascynacji na papier. Już pomijam fakt pojawienia się tej nieoficjalnej kontynuacji legendarnego Władcy Pierścienia Johna Ronalda Reuela Tolkiena, co nie powinno mieć w takiej formie miejsca na poważnym rynku wydawniczym. Wybór właśnie takiego dzieła na debiut nie był dobrym pomysłem. To tak jakbym ja postanowił zadebiutować fanfikiem z Harrym Potterem albo umiejscowionym dawno, dawno temu w odległej galaktyce Star Wars albo opowiedział historię w świecie mojej ukochanej Serii Niefortunnych Zdarzeń . Tak więc moim zdaniem to się nie mogło udać, Pierumow nie mógł osiągnąć sukcesu artystycznego. I co się okazało?     Minęło trzysta lat od wydarzeń z Władcy Pierścieni i zło ponownie podnosi łeb w Śródziemiu. Naszymi głównymi bohaterami są hobbit Folko Brandybuck oraz krasnolud Torin. Nie wiem, dlaczego nie Thorin. ...

„Pan X” oznacza trzymać się z daleka!

Obraz
    Moja relacja z Peterem Straubem jest żadna, ponieważ nie znam typa. Ale czytałem parę jego książek i na tej podstawie wyrabiam sobie opinię o nim, czyż nie? No niekoniecznie. To jest nieistotne. Ważne jest natomiast co myślę o powieści Pan X . Moje przemyślenia można chyba byłoby zawrzeć jakoś w jednym, niezbyt skomplikowanym i niekoniecznie złożonym zdaniu, ale będę musiał trochę bardziej się rozpisać, jako że moje recenzje są raczej dłuższe niż krótsze. Tak mi się wydaje, może się mylę, co ja tam wiem na temat recenzowania powieści. Ale czas skończyć z tym bełkotem, bo zamieniam się powoli w piszącego Pana X Petera Strauba (subtelny spoiler do właściwej recenzji).     Ned Dunstan w każde swoje urodziny doświadcza napadów, będąc wówczas świadkiem niepokojących wizji, w których tajemniczy osobnik w czerni nazywany przez niego Panem X popełnia makabryczne morderstwa. Cóż, każdy ma jakieś problemy. Ned ma ich jednak trochę więcej, jako że do rodzinnego m...

„Bitwa o Skandię” wojowników przynoszących nadzieję

Obraz
    Ziemia skuta lodem była ogromnym rozczarowaniem. Napisałem przy jej okazji, że to w ogóle nie jest zakończona historia. No i lektura Bitwy o Skandię tylko potwierdziła moje przypuszczenia. Napiszę to już na samym początku - Ziemia skuta lodem oraz Bitwa o Skandię powinny były być jednym, dłuższym tomem serii Zwiadowcy i wtedy może nawet bym powiedział, że jest świetnie, pięknie i w generalnie brak zastrzeżeń. A tak jest różnie. Również należy wspomnieć o polskim tłumaczeniu - książka w oryginale nazywa się Oakleaf Bearers , to ładniejszy i ciekawszy tytuł, niż to, co dostali polscy i amerykańscy czytelnicy (swoją drogą to jakaś paranoja, że w USA mają inny tytuł, niż w Australii).     Nadeszła wiosna, więc to już czas na odejście Willa i Evanlyn z chatki, w której przetrwali zimę. Will już w miarę doszedł do siebie, chociaż jego zwiadowcze umiejętności ucierpiały przez niewolę i działanie cieplaka. Niestety nie jest łatwo, jako iż Evanlyn znika, porwa...

Żyję w odosobnieniu, to „Tajemnica”

Obraz
    Tajemnica przyciąga uwagę, poniekąd zmusza do zainteresowania. I nie napisałem tego tylko dlatego, że można było w tej uwadze zawrzeć tytuł powieści Petera Strauba, a raczej przekonał mnie do tego odbiór tej książki w polskiej części internetu, który na chwilę pisania tej recenzji jest znikomy. Odkrywanie nieznanego, nieźle. Co do samego tytułu, to jest on bardzo dobry. Prosty, a przekazuje wszystko, czym ta powieść jest. Jednak spokojnie, próg wejścia nie jest wysoki, a małe zainteresowanie wynika pewnie z bardzo niskiej popularności tego pisarza w Polsce. Przecież mało kto kojarzy nawet Upiorną opowieść !     Tom Pasmore umiera w tragicznym wypadku (chociaż może wcale nie?), a kiedy jego duch wzlatuje, by potem jednak wrócić do ciała, coś się zmienia w życiu chłopaka. Do tej pory był zwykłym dzieckiem, wnukiem wpływowego na Mill Walk (niezależnej wyspie położonej gdzieś na Karaibach, zamieszkałej głównie przez bogatych Amerykanów i niemieckich emigran...

„Władca Pierścieni” 3/3 - „Powrót Króla”

Obraz
    Z Władcą Pierścieni jest ten problem, że w sumie jest to jedna książka, trzy książki oraz sześć książek jednocześnie i dałoby się ułożyć to w każdy wymieniony sposób. Jednak ostatecznie dostaliśmy nie jedną pozycję, a trzy, więc niech powstaną trzy moje recenzje! Zdarzyło mi się parę razy czytać Powrót Króla , wprawdzie nie za dużo, no tym razem (w porównaniu z Drużyną Pierścienia i Dwiema Wieżami ) stwierdzam, iż nie pamiętałem go zbyt dobrze. To już koniec tej wielkiej opowieści, dzięki czemu będę mógł stwierdzić, czy to faktycznie jest tak dobre, jak to sugerowały dwie wcześniejsze recenzje.     Rozpoczęła się Wojna o Pierścień! Gandalf i Pippin przybywają do stolicy królestwa Gondor, czyli Minas Tirith, by wspierać jego władcę, namiestnika Denethora, jako iż nadciągają siły Saurona, pod wodzą najpotężniejszego z jego wodzów, Wodza Upiorów Pierścienia. Aragorn, Legolas, Gimli i grupa Dúnedainów ruszają w góry, by przechodząc przez Ścieżki Umarłych ze...

„Koko” - wielki słoń

Obraz
Moja raczej chłodna relacja z Peterem Straubem wynika głównie z tego, że jego powieści są takie… takie, że po prostu są. Raczej nie wywołują we mnie jakichś większych, głębszych emocji. No i tutaj chyba główną zasługą takiego stanu rzeczy nie jest nawet, jakie by nie było, pióro Strauba, ale ogarniające mnie z każdej strony zachwyty nad jego Upiorną opowieścią , która chyba jednak nie jest jego najlepszą książką. Serio. I nie chodzi mi o to, że Koko (dla polskiego czytelnika ów tytuł jest cudownie absurdalny, uwielbiam go) jest pozbawiony wad, bo oczywiście nie jest, jeszcze o tym trochę powiem, ale z tych wszystkich powieści pana Petera czytało mi się go chyba najprzyjemniej i nigdy wcześniej nie byłem tak zaintrygowany. Naprawdę. I trochę mi smutno, że Straubowi umarło się, zanim tak naprawdę całkowicie polubiłem jedną z jego dłuższych książek. Weterani wojny w Wietnamie, połączeni traumatyzującą tajemnicą z tamtego czasu, spotykają się po latach nie po to, by powspominać złe wspóln...

Poszukujący „Buszujący w zbożu”?

Obraz
    Trochę tak nie wiem co z sobą teraz zrobić. Mam wrażenie, że kompletnie nie jestem potencjalnym odbiorcą Buszującego w zbożu . Jestem na niego stary, nie podejmuję podobnych zachowań do akcji głównego bohatera, a i geograficznie bardzo mi daleko do New York City. Także po tym wstępie można już założyć, że książka mnie nie zachwyciła i jest to prawda, jednak to przecież jeszcze nic konkretnego nie mówi. W każdym razie żałuję, że nie przeczytałem tej książki będąc jeszcze przed dwudziestką.     Holden Caulfield został po raz kolejny wyrzucony ze szkoły, jednak zamiast poczekać do rozpoczęcia przerwy świątecznej i wrócić grzecznie do domu, postanawia wziąć wszystkie swoje pieniądze i przed powrotem pobłądzić trochę po New York City. Buszujący w zbożu jest więc relacją Holdena z paru dni jego życia. No i wydaje się, że celem Salingera było… no ja nie wiem co, więc powiem, co mi się wydaje. Jest to powieść o dojrzewaniu, przechodzeniu w świat dorosłości z je...