„Zielona Mila”, czyli przerost formy nad treścią
Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy przeczytałem Zieloną Milę Stephena Kinga byłem naprawdę zachwycony i przez długi czas to właśnie tę powieść uważałem za najlepsze co kiedykolwiek napisał King, lepsze niż nawet Cmętarz zwieżąt czy Dolores Claiborne . Ale lata mijają i wracając do historii o naczelnym klawiszu Bloku E nie jestem w stanie przejść obok jej największej wady, która psuje kompletnie całą książkę. I nie mam zamiaru przekonywać nikogo, że Zielona Mila jest kiepska, zazdroszczę każdemu kto ją uwielbia i sam chciałbym nadal kochać tę książkę. Paul Edgecombe, przebywający obecnie w domu spokojnej starości wraca pamięcią do lat 30., kiedy to zawiadywał blokiem śmierci więzienia Cold Mountain, żeby wspomnieć ostatnią egzekucję, w której brał udział. Mowa o śmierci Johna Coffeya, olbrzymiego, najwyraźniej upośledzonego czarnoskórego mężczyzny, który został skazany za gwałt i zamordowanie dwóch dziewczynek. Gość wydaje się jednak być najłagodn...