Posty

„Zielona Mila”, czyli przerost formy nad treścią

Obraz
    Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy przeczytałem Zieloną Milę Stephena Kinga byłem naprawdę zachwycony i przez długi czas to właśnie tę powieść uważałem za najlepsze co kiedykolwiek napisał King, lepsze niż nawet Cmętarz zwieżąt czy Dolores Claiborne . Ale lata mijają i wracając do historii o naczelnym klawiszu Bloku E nie jestem w stanie przejść obok jej największej wady, która psuje kompletnie całą książkę. I nie mam zamiaru przekonywać nikogo, że Zielona Mila jest kiepska, zazdroszczę każdemu kto ją uwielbia i sam chciałbym nadal kochać tę książkę.     Paul Edgecombe, przebywający obecnie w domu spokojnej starości wraca pamięcią do lat 30., kiedy to zawiadywał blokiem śmierci więzienia Cold Mountain, żeby wspomnieć ostatnią egzekucję, w której brał udział. Mowa o śmierci Johna Coffeya, olbrzymiego, najwyraźniej upośledzonego czarnoskórego mężczyzny, który został skazany za gwałt i zamordowanie dwóch dziewczynek. Gość wydaje się jednak być najłagodn...

Nie trać czasu na moją recenzję „Frankensteina”

Obraz
    Konfrontowanie się z klasyką jest zawsze ryzykowne. No bo nie można pewnym książkom odmówić ich wielkości i tak dalej, więc robi się dziwnie, kiedy trzeba je z jakiegoś powodu skrytykować, bo na przykład bije z nich potężny, nawet jak na czasy ukazania się danej pozycji seksizm. Właśnie z tego powodu podchodziłem do legendarnego przecież Frankensteina z lekką obawą. No i jak bardzo pozytywnie się zaskoczyłem! Czasami jak czytam starsze książki zastanawiam się, czy to ma sens, bo ten język i sposób opowiadania jakoś mi nie leży, ale co jakiś czas trafia się powieść, która udowadnia, że jak najbardziej jestem w stanie czerpać czystą przyjemność z takiej narracji.     Angielski żeglarz Robert Walton utknął wśród arktycznych lodów, a ponieważ nie ma co robić na pustkowiu, spędza czas na pisaniu listów. Pewnego dnia podróży załoga okrętu dostrzega dziwną postać, podróżującą w samotności. Później napotykają wycieńczonego rozbitka, szwajcarskiego przyrodnika ...

Kobieta i Minotaur w „Rose Madder”

Obraz
    Trudno jest mi obiektywnie oceniać książki Stephena Kinga. Od czasu, gdy przeczytałem Cmętarz zwieżąt , nie ma dla mnie lepszego pisarza niż on. Dlatego podchodząc do recenzji Rose Madder , nie wiem za bardzo, co mogę tu powiedzieć. Oczywiste jest to, że King znowu wywiązał się ze swojego pisarskiego zadania, oddając w ręce czytelników genialną powieść. Zachowajmy jednak pewien obiektywizm w ocenie.     Życie Rose McClendon to piekło od czasu, gdy wyszła za mąż za Normana Danielsa. Ten policjant to nie stróż prawa, a morderca, który nie waha się podnieść ręki na swoją żonę. Chociaż to może za mało powiedziane, bowiem słowo “bicie” w przypadku tego potwora nabiera zupełnie nowego znaczenia. Po czternastu latach małżeństwa Rose udaje się przełamać swój strach i uciec od męża. Ten jednak nie ma zamiaru pozwolić małżonce odejść i rusza za nią w pościg. Powieść rozpoczyna się od bardzo interesującego opisu poronienia naszej bohaterki, dzięki któremu możemy p...

„Bezsenność” pomaga z bezsennością

Obraz
    Bezsenność ukazała się po Dolores Claiborne i Grze Geralda , czyli w moim mniemaniu tych książek Stephena Kinga, które ugruntowały jego pozycję wielkiego pisarza. I nawet nie żartuję. Można więc się spodziewać, że oczekiwania po dwóch tak pięknych powieściach będą naprawdę wysokie. Moje nie były i to wcale nie dlatego, że nasłuchałem się jaka to Bezsenność jest okropna. Po prostu w jakiś sposób spodziewałem się złej książki. Przeczucie? Może i tak.     Ralph Roberts jest już stary i zmęczony. Dosłownie i w przenośni, bo z jednej strony umarła mu żona, więc mu przykro, ale z drugiej cierpi na bezsenność. Budzi się coraz wcześniej i zaczyna go to niepokoić. Ale to nic, bo w pewnym momencie odkrywa, że potrafi widzieć ludzkie aury, a także odkryć co jest nad widzialnym. To, co tam spotka, zleci mu misję powstrzymania znęcającego się nad żoną szaleńca, który w ramach walki z aborcją planuje zniszczyć centrum opieki dla kobiet. Jednak ostatecznie starcie ...

Czy „Mister” to popłuczyny po Greyu?

Obraz
    Sięgnięcie po Mistera wiązało się z dużym ryzykiem. Nie no, żartuję, to przecież książka autorki zmysłowej opowieści o Anastasii Steele i Christianie Greyu. Mogło być zabawnie albo dobrze, ale nie tragicznie, bo nie sądzę, żeby James potrafiła napisać jeszcze gorszą opowieść. No i z przyjemnością oświadczam, że chyba miałem z tymi przewidywaniami rację, bo co jak co, ale Mister gorszy od finału cyklu Pięćdziesięciu odcieni na pewno nie jest.     Londyn, 2019 rok. Maxim Trevelyan wiedzie życie dość sympatyczne - jest przystojny, bogaty, ma arystokratyczne koneksje i powodzenie wśród kobiet. Jednak szybkie życie się kończy, ponieważ umiera mu brat, hrabia Trevethick i Maxim jest zmuszony przejąć jego obowiązki. Jest to jakiś straszny problem, ale nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego, książka tego za bardzo nie tłumaczy. W każdym razie Maxim jest w żałobie, ale niespodziewanie w jego życiu pojawia się albańska imigrantka Alessia Demachi, która przeżył...

Król z najlepszej strony - „Dolores Claiborne”

Obraz
    Dolores Claiborne to jedna z tych powieści, w których najpełniej widać geniusz pisarski Stephena Kinga. Kiedy podchodziłem do lektury, nie wiedziałem o tej pozycji kompletnie nic. Nigdy o niej nie słyszałem, a do tego mało imponująca długość nie nastawiała mnie na wybitnie dobrą książkę. Spodziewałem się raczej poprawnej historii, która nie powala na kolana - taką, jaką był na przykład Chudszy . Z przyjemnością mogę przyznać, że mocno się przeliczyłem!       Po śmierci bogatej wdowy -  Very Donovan - jej wieloletnia opiekunka, tytułowa Dolores, zostaje podejrzana o zabójstwo chlebodawczyni. Claiborne zapewnia, że nie zabiła starej kobiety, natomiast przyznaje się, że przed laty zamordowała swego męża i zaczyna opowiadać – o sobie , pracodawczyni, mężu, dzieciach. Cała powieść utrzymana jest w konwencji monologu tytułowej bohaterki, która, przesłuchiwana na policji, snuje swoją historię. To zarówno największa zaleta dzieła, jak i najdotkliws...

Nawet połowa „Rozpadu połowicznego” nie jest dobra

Obraz
    A jednak moja wiara w to, że Edmund Wnuk-Lipiński uczyni kolejną powieść osadzoną w świecie państwa Apostezjon dobrą, albo chociaż lepszą od Wiru pamięci była naiwna. Cóż, człowiek zawsze chce, żeby książka, po którą sięga była dobra. Jak sięgałem po Ludzi bezdomnych chciałem, żeby moje wrażenia nie były takie nieprzyjemne jak przy okazji Syzyfowych prac , ale oczywiście życie zweryfikowało moje oczekiwania. Ale nie, spokojnie, Rozpad połowiczny nie ma nic wspólnego z książkami Stefana Żeromskiego i stawianie obok niego Wnuk-Lipińskiego jest trochę krzywdzące dla pana Edmunda. Chociaż może nie do końca? Przekonajmy się! I przepraszam za to głupie pisanie o Żeromskim, już przechodzę do właściwej recenzji.     Tak jak w poprzedniej części cyklu o Apostezjonie wypadało przedstawić szkielet fabularny, tak przy Rozpadzie połowicznym już nie mam zamiaru tego zrobić, ponieważ to absolutnie nie ma sensu. Doszukiwanie się tutaj jakiejś historii jest bezcelowe,...

„Gra Geralda”, czyli zgromadzenie fetyszy

Obraz
    Zważywszy na tematykę książki zwyczajnie można było oczekiwać czegoś dobrego. No bo sam pomysł nie brzmi jak coś, z czego można ugrać dobrą powieść, więc skoro nie słyszę powszechnych krzyków rozpaczy, no to chyba musiało się udać. A King już udowodnił, że jest w stanie napisać dobrą historię dziejącą się praktycznie tylko w jednej, małej lokacji ( Misery ). No i moje przewidywania okazały się prawdziwe, bo Gra Geralda to zdecydowanie udana pozycja.     Gerald i Jessie jadą do domku na odludziu i tam facet przykuwa kobietę kajdankami do łóżka. Robi to bo najwyraźniej ma takie fetysze, ja nie oceniam, niech robi co lubi, jeśli nikomu nie dzieje się krzywda. Niestety w tym przypadku komuś dzieje się krzywda. Gerald nagle sobie umiera i Jessie zostaje uwięziona. No i teraz zaczyna się dramat kobiety, która będzie musiała jakoś sobie poradzić w tej nieprzyjemnej sytuacji. Można na pierwszy rzut oka uznać, że Gra Geralda bazuje na tym samym pomyśle co Miser...