Lapidarna proza i „Neuromancer”
Postarałem się i przeczytałem zbiór opowiadań Wypalić Chrom Williama Gibsona, by nie móc zarzucić sobie, że nie odrobiłem lekcji. No i mam pewne uwagi. We wstępie było napisane, że proza Gibsona jest dość lapidarna, ja bym to określił w inny sposób - pan William jest po prostu o wiele lepszym twórcą science fiction (wizjonerem?) niż pisarzem. Jestem w stanie wyobrazić sobie entuzjastów podejścia, które wymaga od czytelnika przynajmniej dwukrotnego podejścia do danego tekstu, ale ja uważam je za nieeleganckie. NIe warto tak pisać, jeżeli ma się umiejętności. A teraz możemy przejść do Neuromancera. Sięgnąłem po Gibsona głównie z uwagi na wartość historyczną i przez to nie sposób mi chwalić tej powieści za wprowadzanie pewnych pojęć, które okazały się konstytutywne dla gatunku, jakim jest cyberpunk. Są tutaj, działają i na tym poprzestańmy. Swoją drogą, ja nie jestem człowiekiem, który uważałby się za specjalistę w zakresie sci-fi, dlatego też nie chcę się na ten temat szerzej wypowiadać.
Case jest jednym z najlepszych kowbojów cyberprzestrzeni, niestety okradł swoich pracodawców, w związku z czym ci wstrzyknęli mu radziecką toksynę, która uniemożliwiła Case’owi dostęp do cyberprzestrzeni. Zrobiło się głupio, ale na szczęście nasz bohater dostaje nową ofertę pracy, która wplącze go w szereg niesamowitych, gwałtownych wydarzeń. A co z tego wyniknie? Tego można się dowiedzieć z Neuromancera, oczywiście przeczytanego dwukrotnie, bo, jak już wspomniałem, autorem tej książki jest William Gibson. I teraz możesz pomyśleć, mój drogi czytelniku, że poświęciłem się i faktycznie przeczytałem przedmiotową książkę dwa razy, ale nie było tak. Po prostu starałem się być uważnym. Natomiast można z tych wszystkich złośliwości wysnuć inny wniosek - że Neuromancer niespecjalnie mi się podoba. Cóż, nie jest to do końca prawda.
Prawdą jest, że styl Gibsona jest zdecydowanie zbyt oszczędny i tak jak w opowiadaniach Johnny Mnemonic czy Wypalić Chrom naprawdę mi to przeszkadzało, tak w Neuromancerze nie, bo można to wytłumaczyć fabułą i światem przedstawionym. Nie napiszę, o co mi chodzi, bo musiałbym opisać samo zakończenie, a nie chcę, bo jest świetne i warto było przebrnąć przez całość, żeby go doświadczyć. Natomiast nie mogę uciec od stwierdzenia, że postacie są bardzo nudne. Może to nie mieć dla ciebie znaczenia, jeżeli doceniasz sobie sprawne światotwórstwo. Bo chociaż lapidarna narracja Gibsona potrafi zirytować, to jest przy tym bardzo immersyjna. W przeważającej części, bo czasami trzeba coś wytłumaczyć.
Jakiś czas temu zapoznałem się z opinią, że o wiele prościej jest pisać fikcję, która traktuje o niepokojącej przyszłości. A trudno jest przecież wieszczyć pozytywnie. Już dawno zapomnieliśmy, że pierwotnie utopie nie miały nas przestrzegać przed zakusami władzy czy ukazywać słabości danych rozwiązań, ale właśnie prezentować je w swoim szczytowym punkcie, w którym działają. I zgadzam się, że powinniśmy dostawać więcej dobrej sztuki, patrzącej z nienaiwnym optymizmem w przyszłość, ale nie oznacza to, że nie potrzebujemy przestróg. No i taką przestrogą, takim ponurym wieszczeniem jest Neuromancer. Jako dzieło fantastyki naukowej jest znakomity. Jako powieść do przyjemnego przeczytania - o wiele mniej. Także jak pomyślę o tym, ile jeszcze książek Gibsona przede mną, robię się trochę zniechęcony. Ale nie ma co ponuro wieszczyć, czyż nie?
Pozdrawiam serdecznie, Wilston Qoraqkos.

Komentarze
Prześlij komentarz