Posty

„Amelia” cudowna (zapomniałem nazwiska)

Obraz
    Gdybym miał jakoś zakwalifikować Amelię w ramach serii Katarzyny Michalak, byłby to ciężki kawałek chleba, jako że nie miałbym pojęcia, gdzie ją właściwie umiejscowić. Na szczęście z pomocą przychodzi sama autorka, która dzieląc wszystkie cykle na swojej stronie, stwierdziła, iż Amelia to seria bajkowa, ale równocześnie część serii kwiatowej… z tym że jeśli chodzi o serię kwiatową, nasza Amelia stoi tam z boku, jakby niechciana. Ale ja się nawet temu nie dziwię, rozumiem dlaczego Michalak chciałaby, żeby o tej powieści nie było głośno.     Pisząc Amelię Michalak nie wymyślała koła na nowo, a sięgnęła po znane i sprawdzone motywy. Tak więc po raz kolejny naszą główną bohaterką jest młoda, urocza, niezależna i odważna dziewczyna, która jak zawsze wyjeżdża do małego miasteczka (wymiennie może to być zaciszna, wiejska okolica czy coś w tym guście), żeby jak zawsze objąć uroczy, własny kawałek podłogi, zapoznać się z przemiłymi sąsiadkami, poznać tajemnic...

„Z mgły zrodzony”, czyli dziwny tytuł, drobna kalka i fajne czytadełko

Obraz
    Na początek chciałbym odnotować, że bardzo dziwi mnie tłumaczenie tytułu tej książki. W oryginale mamy Mistborn, w samej książce mowa jest o Zrodzonych z Mgły, Zrodzonym z Mgły, natomiast tytuł to Z mgły zrodzony, z jakiegoś powodu napisane małymi literami, mimo iż w powieści jest to określone dużymi. Cholera wie, jak to do końca jest, bo sama książka nie sugeruje, żeby tytuł nie odnosił się bezpośrednio do Zrodzonych z Mgły, ale może ja się mylę i kiedyś zostanę wyprowadzony z błędu. Oby, bo jeśli nie… byłoby to wręcz komicznie żałosne niedopatrzenie polskiego wydawcy. W każdym razie oto druga powieść Brandona Sandersona i znowu dostajemy fantasy, które jest swoją drogą dość podobne do Elantris, chociaż na tyle różne, że ciężko jest się czepiać, iż znowu to samo.     Ostatni Imperator rządzi twardą ręką swoim Ostatnim Imperium, które oświetla czerwona gwiazda i które jest zasypywane przez popiół. Generalnie to, jak ten świat wygląda, nie jest jakoś prz...

„Biedni ludzie”, ale monety na listy mają (czyli są w lepszej sytuacji niż ja, urodzona kutwa)

Obraz
    Nie lubię mierzyć się z literackimi legendami, bo z jakiegoś powodu dużo tych starych książek klasyków to powieści ciężkie, tak jakby kiedyś ludzie nie lubili się bawić przy czytaniu, tylko zawsze traktowali to jako intelektualne wyzwanie. Oczywiście wiem, że tak nie jest, jednak czasami można odnieść takie wrażenie. Ten wstęp pewnie dał ci już do zrozumienia, mój kochany czytelniku, że nie jestem fanem Biednych ludzi , pierwszej powieści Fiodora Dostojewskiego. Przejdźmy więc do recenzji, której pewnie i tak nie potrzebujesz, bo jeśli ktoś chce sięgnąć po Biednych ludzi , to (a przynajmniej tak mi się wydaje) raczej nie szuka opinii innych. Zresztą zawsze warto samemu się przekonać, czy dana powieść jest dobra.     Jest to powieść epistolarna, wskutek czego jej przeważająca większość to listy, jakie wymieniają między sobą urzędnik Makary Dziewuszkin i dużo od niego młodsza Warwara Dobrosiełowa. No i w ramach tych listów obserwujemy ich losy. Kwitnie mi...

„Księżniczka Marsa” Barsoom

Obraz
    Sięgając po klasykę science fantasy można było się poczuć niepewnie - a przynajmniej ja się tak czułem. Bo tak jak stare science fiction potrafi być aktualne zawsze i ciągle zaskakuje czy zachwyca nowych czytelników, tak science fantasy to jednak trochę inna para kaloszy, zawsze traktowana przeze mnie jakoś tak lekko i może nawet w pewnym stopniu niesprawiedliwie. Dlatego porzućmy uprzedzenia, jakieś nie wiadomo skąd wzięte zgrzyty i potraktujmy Księżniczkę Marsa tak, jak na to zasługuje, czyli indywidualnie.     John Carter to weteran wojny secesyjnej, który wyrusza razem z przyjacielem na poszukiwanie złota. No i w wyniku tajemniczych wydarzeń zostaje on przeniesiony na Marsa, gdzie dzięki innej grawitacji potrafi między innymi wysoko skakać i w ogóle zyskuje przewagę nad różnymi tubylcami. Tak rozpoczyna się jego wielka podróż, w której zdobędzie miłość, władzę, szacunek, ale również i kolejną wojnę. Natomiast jeśli kogoś interesują losy Johna, to s...

Założyli na naszej Ziemi „Bazarską ambasadę”

Obraz
    Podobnie jak przy okazji powieści Bazar , przy tworzeniu Bazarskiej ambasady udział brały Marzena Wierzbowska (w nieznanej roli) i autorka poezji Ewa Łukasińska, ale nie mam zamiaru (z wiadomych, jak myślę, powodów) wypowiadać się tutaj o ich pracy. Co ja tam wiem! W każdym razie oto przed nami kontynuacja książki Bazar Johna Biapola, tak hucznie zapowiadanej w części pierwszej. Podchodziłem do tej pozycji z ostrożnością i kompletnym brakiem zaufania, ale z drugiej strony myślałem, że przecież nie może być gorzej. No i faktycznie, jest po prostu słabo.     Mam nadzieję, że poprzednia część jest dobrze obcykana, bo tutaj nie będziemy się skupiać na tym, co się tam działo (niewiele). W każdym razie zaczynamy w przeszłości, ale to tylko taki niepotrzebny wstęp. Głównym bohaterem jest głupi pijak Franek Podolski, z pochodzenia warszawski prażanin, który całkowicie przypadkiem przesądza o wyniku bardzo ważnego, światowego referendum, dzięki czemu zyskuje s...

Powieściozja - z książki „Mroki”

Obraz
    W przypadku Mroków mamy kolejny doskonały przykład książki, która została po latach zmieniona, do czego zresztą przyznał się sam Jarosław Borszewicz - bo w tym 1983 roku nie mogła się ona ukazać w takiej formie, w jakiej powinna. Zaznaczam więc, że obcuję z tą nową wersją. W każdym razie czytam tę tak zwaną powieść z polecajki, także chciałem, żeby mi się spodobała. Szanse były dość wyrównane, bo z tego co się orientuję, Mroki wzbudzają mieszane uczucia - są wyraźne zachwyty ale i dosadna krytyka. No i bardzo dobrze, w końcu czyż sztuka nie powinna wzbudzać w odbiorcy emocji? Tutaj mamy do czynienia z poezją, także tym bardziej porządna dawka silnych emocji jest wskazana!     Opisywanie fabuły tej książki jest zadaniem zarówno trudnym jak i niemożliwym, ponieważ historia jest w niej znikoma. Naszym głównym bohaterem jest młody mężczyzna Duet Zezowaty, z zawodu dorożkarz, możliwe również że student może niekoniecznie z wolnego wyboru, ale przede wszystk...

„Pani Ferrinu” nie kończy cyklu

Obraz
    Z racji, że to ostatnia część cyklu, Pani Ferrinu musiała zmierzyć się z trudną sztuką zakończenia Kronik Ferrinu . Nie jest to łatwa sprawa, ale nie oznacza jednocześnie, iż powinno się dać Michalak taryfę ulgową. To wręcz podwyższa postawioną (nisko) poprzeczkę. W takim razie jak się udało? Nie udało.     Anaela dostaje wiadomość o porwaniu Gabrieli, ale nie tej, która była protagonistką części trzeciej, tylko innej. Nasza ukochana bohaterka przybywa do Ferrinu, gdzie okazuje się, że porwany zostaje również Sellinaris. Teraz Anaela będzie musiała zmierzyć się z lanorskim bogiem Luciferrinem, by ocalić swój świat. Fabuła jest potwornie nudna, kompletnie nieangażująca i tak naprawdę, znając zakończenie, okazuje się nie być potrzebną. Szczerze, właśnie tego się spodziewałem, ale jednak jestem bardzo rozczarowany. Dałoby się to zrobić lepiej, ale Michalak pędzi z kolejnymi ważnymi wydarzeniami, nie zostawiając czytelnikowi miejsca na oddech.   ...

Czy „Chasing the Boogeyman” stanowi nową jakość?

Obraz
    Chasing the Boogeyman to potencjalnie dość ciekawy twór, jako że Richard Chizmar postanowił napisać powieść, która będzie naśladować gatunek true crime. No i to generalnie jest hasło reklamowe. Czytałem nawet opinie, że na naszych oczach Chizmar stworzył nowy podgatunek literacki. Kiedy widzi się takie coś, nie sposób powstrzymać się przed sięgnięciem po taką pozycję, także na pewno to jej nie szkodzi. A czy faktycznie tak jest? No nie jestem przekonany, a mówiąc wprost - nie, Chizmar nie stworzył nic nowego, to tylko taka gra pozorów.     Generalnie chodzi o to, że narratorem jest fikcyjna wersja Richarda Chizmara, w którego rodzinnym miasteczku Edgewood w Maryland w 1988 roku były mordy młodych dziewczyn, no i poza tym, że samo zabijanie było problemem, to jeszcze nie schwytano sprawcy, a dokonano tego dopiero jakieś trzydzieści lat później. To nie jest spoiler, ponieważ dowiadujemy się tego już na samym początku. W ogóle to początkowo (no i później ...

Recenzja „Cyfrowej Twierdzy” ukazała się w świecie cyfrowym, jednak czy ją zabezpieczono przed zmianami?

Obraz
    Ja się na łamaniu kodów nie znam, dlatego tego oceniał nie będę. To znaczy mógłbym to zrobić, ale po co? A więc - Dan Brown! Autor, który chyba jest dość popularny, a w każdym razie w 2013 roku wydawnictwo Sonia Draga stwierdziło, że jest to bez wątpienia najpopularniejszy autor naszych czasów. Cóż, nie mi to oceniać, a spojrzenie do suchych danych to za wiele, a zresztą nie ma to przecież żadnego znaczenia. Chciałem jedynie zapewnić, że podchodziłem do Cyfrowej Twierdzy z dużym szacunkiem i uwagą. Bo skoro Brown zdobył sobie taką popularność, to pewnie jego twórczość jest warta uwagi. Prawda?     Narodowa Agencja Bezpieczeństwa (w skrócie NSA, bo jak dobrze wiadomo, skróty są robione z nazw oryginalnych, a nie tłumaczeń (zawsze mnie to bawiło i irytowało, ale już trudno)) Stanów Zjednoczonych jest w posiadaniu TRANSLATORA, superkomputera, który metodą brutalnego ataku jest w stanie złamać każdy szyfr. No i życie toczy się spokojnie do momentu, w który...