Posty

„Mord założycielski” - wybacz, przez jakiś czas mnie nie było, nie wiem nic o żadnej próbie zabójstwa

Obraz
    Kiedy popatrzy się na bibliografię Edmunda Wnuka-Lipińskiego (oczywiście tylko w zakresie twórczości nienaukowej) można zauważyć, że oprócz trylogii o Apostezjonie i opowiadań to jakoś ciężko coś znaleźć. Hm hm, ciekawe dlaczego? Cóż, może po prostu Wnuk-Lipiński nie miał ochoty pisać więcej powieści, przecież wolno mu było. Ale możliwe jest również, że wiedział, iż mu to tak średnio wychodzi. Nieważne, nie ma co gdybać. W każdym razie ja się cieszę, bo dzięki temu nie będę musiał po raz kolejny sięgać po jego książki. Czy zakończenie przygody (jeśli to w ogóle można w ten sposób określić, w końcu słowo katorga byłoby może nawet trafniejsze) z historiami spod pióra pana Edmunda było satysfakcjonujące?     Także na Apostezjonie narasta napięcie. Burzą się ludzie z marginesu, podnoszą głowę temporyści, a szef służb specjalnych przygotowuje zamach stanu. I to jest tyle co sam egzemplarz Mordu założycielskiego miał mi do powiedzenia za pośrednictwem tylnej...

Niby „Kolejne 365 dni”, ale nie do końca

Obraz
    Niespecjalnie miałem ochotę czytać kolejną część serii o relacji Laury i Massima, ale przecież wypadało skończyć czytać cykl Blanki Lipińskiej. Nie dlatego, żeby być częścią dyskusji, ale ponieważ zacząłem, to już skończę. Okej, więc mam tutaj książkę. Co ja mogę o niej napisać?     Uważny czytelnik pamięta, że w finale Tego dnia ciężarna Laura została postrzelona. No i teraz mamy dramat! Lekarze walczą o jej życie i życie dziecka, a przed mężem naszej heroiny staje przerażający wybór - kogo uratować? Ukochaną, piękną wybrankę serca, czy może potomka sycylijskiej mafii? Czy Massimo będzie w stanie podjąć decyzję, czy jego życie będzie miało sens… No i coś w tym stylu przeczytamy na tylnej okładce książki. Otóż informuję, że Wydawnictwo Agora zrobiło sobie ze wszystkich jaja, bo Kolejne 365 dni są zupełnie o czym innym. Prawie od razu dowiadujemy się, że Laura straciła dziecko, ale sama czuje się fizycznie całkiem dobrze. Jednak tragedia w rodzinie zmi...

„Ziarno prawdy” kryje się w ptysiulkach

Obraz
    Miałem parę zastrzeżeń co do Uwikłania Zygmunta Miłoszewskiego i z lekką rezerwą podchodziłem do kontynuacji. No bo wychodziłem z założenia, że co więcej ciekawego można opowiedzieć w ramach historii o prokuratorze Teodorze Szackim? No i to jest dowód tego, jak głupi jestem i jak moje głupie nastawienia, że nie przepadam za kryminałami i to w ogóle gatunek literacki nie dla mnie są szkodliwe, bo nie prowadzą absolutnie do niczego innego. Zanim przejdę do recenzji odpowiem na pewne, z perspektywy niektórych ważne pytanie - czy można Ziarno prawdy przeczytać bez znajomości Uwikłania ? Jak najbardziej!     Wiosna roku 2009, Wielkanoc, zimno wszędzie. Prokurator Teodor Szacki obecnie mieszka i pracuje w Sandomierzu. Przeniósł się do tego malowniczego miasteczka, ponieważ miał tutaj nadzieję na nowe wspaniałe życie. Zamiast wspaniałości jest nuda, ponure poranki, podła lura, zapychająca ciastami przełożona i nieufność wobec obcego w lokalnej społeczności Sz...

„Obcy” zdecydowanie się wyróżnia

Obraz
    No, Albert Camus! Wielki pisarz, prawda? Tak mi przynajmniej zawsze mówiono, chociaż sam nie umiałem się do tego przekonać. Jednak nie należy narzekać, a po prostu zacząć czytać, może faktycznie dam się temu autorowi porwać. A czyż nie jest doskonałym wyborem sięgnąć właśnie po pierwszą, bardzo krótką powieść Camusa? W internecie napisano, iż Obcy jest jedną z najsłynniejszych powieści tego człowieka, więc chyba trafiłem idealnie. A nawet gdyby jednak tak idealnie nie było, no stosunkowo nieduża objętość historii mnie nie zmęczy.     Meursault to taki najbardziej nijaki człowiek, jakiego można sobie wyobrazić. Ktoś mniej krytyczny mógłby powiedzieć, że zwykły urzędnik. Poza tym jest również obojętny na swoją partnerkę, co już jest świństwem. Ale to nieważne. Umiera mu matka, ten więc przyjeżdża do przytułku, gdzie przeżywała ona swoje ostatnie dni. A potem morduje i zostaje osądzony. Oczywiście opisanie fabuły w taki sposób jest dość niesprawiedliwe, b...

„Sezon burz” i na nagrody

Obraz
    Ach, powrót do fantastycznego świata Andrzeja Sapkowskiego, w którym wiedźmin Geralt z Rivii przeżywa swoje mniej lub bardziej niesamowite przygody! Z trudem przyszło mi go opuścić przy okazji Pani Jeziora , a powrócić do niego to czysta przyjemność. Lekkim rozczarowaniem może być to, że Sezon burz jest prequelem, opowiada wydarzenia sprzed opowiadania Wiedźmin i w tym kontekście nie tyle że nie wnosi nic nowego, a że nie ma nawet na to żadnych szans. Jednak prequel też może być dobry, więc pochylmy się nad kolejnym rozdziałem z życia białowłosego wiedźmina. W końcu jeśli już komuś dawać kredyt zaufania, to właśnie Andrzejowi Sapkowskiemu. Szczególnie że przecież jego poprzednia powieść Żmija była moim zdaniem nawet udana, jednak czuło się przy niej jakieś braki. Może więc autor potrzebował wrócić do korzeni?     Geralt przybywa do miasta Kerack i generalnie był to zły pomysł. Zostaje oskarżony, uwięziony, w areszcie spędza kilka dni, a kiedy wychodz...

Arcydzieło literatury (nie mów, że nie) - „Lalka”

Obraz
    Zdarzyło mi się kiedyś wygłosić długą przemowę na temat tego, że obowiązek przeczytania w szkole Ferdydurke niszczy piękno tego dzieła w oczach przeciętnego licealisty. Przecież nikt nie lubi, gdy się go do czegoś zmusza. Dokładnie ten sam problem dotyczy Lalki . Jeśli nie słyszałeś nigdy o tej książce, a masz więcej niż te piętnaście czy szesnaście lat, to naprawdę nie ma czym się szczycić. I nie chcę tu brzmieć jak zaślepiony klasykami oszołom, który modli się do Żeromskiego, ale w przeciwieństwie do innych dzieł literatury, do których lektury zmusza się młodych ludzi, Lalka dostarcza prawdziwych emocji i jest świetną książką. Mimo tego przyznaję, że kiedy po raz pierwszy po nią sięgałem (w szkole), trochę się znudziłem.     Główny wątek dziejącej się w XIX wieku (głównie w Warszawie) powieści Bolesława Prusa dotyczy miłości kupca Stanisława Wokulskiego do arystokratki Izabeli Łęckiej. Poza tym mamy jeszcze całą masę innych wątków, związanych z inny...

Marsowe miny z „Drogą Cienia”

Obraz
    Wiadomo jak to jest z debiutami, może być różnie. I z jednej strony rozumiem ludzi, którzy dają jakiemuś tam autorowi kredyt zaufania po pierwszej, może nie najlepszej książce, bo to przecież pierwszy raz i pewnie następnym razem będzie lepiej… jednak z drugiej strony przecież jest to trochę nieuczciwe podejście. Przyznaję, sam jestem w stanie czasami przymknąć oko na wady jakiejś powieści bo to debiut, jednak czy tak samo mam z Drogą Cienia Brenta Weeksa?     Durzo Blint jest mistrzem w swojej sztuce, a tak się składa, że jest siepaczem, czyli trudni się zabijaniem. Niezbyt szlachetna profesja, niewątpliwie, ale jeśli ktoś żyje w paskudnych warunkach, to zrobi wszystko, byle tylko polepszyć swój stan. I kimś takim jest właśnie nasz główny bohater, młody Merkuriusz… to znaczy Azoth. Cóż, w oryginale nazywa się Azoth, a w polskim tłumaczeniu inaczej. Brawo, winszuję. Przepraszam bardzo, ale kto wpadł na ten genialny pomysł, żeby komuś zmienić imię? Mam w...

„Placówka” bastionem polskiej wsi

Obraz
    Z Placówką jest taki problem, że trzeba się do niej czepiać trochę na siłę. A to oznacza tylko tyle, że jest to po prostu wybitna powieść, praktycznie pozbawiona wad. Jednak czego innego mielibyśmy się spodziewać po jednym z najwybitniejszych światowych pisarzy, Bolesławie Prusie? No właśnie. Nie będę się czepiał.     Obserwujemy los zwykłego polskiego chłopa na zwykłej, polskiej wsi. Józef Ślimak ma żonę, dwójkę dzieci, pomocników, zwierzęta, gospodarstwo i choć jego życie nie jest jakoś szczęśliwe, bo chłop często narzeka na zmęczenie i brak możliwości, to jednak nie można powiedzieć, by cierpiał jakąś ogromną biedę. Jednak do czasu, bo to przecież pozytywizm, a wtedy pisarze byli zaangażowani społecznie i uwielbiali doprowadzać swoich bohaterów do ruiny. I podobnie jak w Anielce , głowa rodziny sprowadza na Ślimaków zagładę, ale chociaż po tej poprzedniej książce spodziewałem się jaką drogą pójdzie Placówka , to jednak zakończenie jest zupełnie inne...

Tom II „Achai” trzyma poziom, trzyma również mocz

Obraz
    Po tym jak Andrzej Ziemiański rozbudził moje zainteresowanie swoją poprzednią książką, czyli Achają , przyszedł czas na następną jego powieść, czyli Achaję . No nieważne, w końcu jest na okładce napisane, że to drugi tom, ale trochę mnie drażni brak osobnego tytułu. Tylko taka moja drobna uwaga, to nie jest przecież problem. Ja rozumiem, że to niby nie jest żadna seria, a po prostu jedna książka, której rozdzielenie na osobne pozycje było wymagane długością… ale po pierwsze to żadne wytłumaczenie, a po drugie niezbyt mnie ten argument przekonuje.     Achaja, Zaan i Sirius wyszli zwycięsko z potyczki i przez jakiś czas podróżują razem. Brzmi całkiem nieźle, prawda? Wreszcie prowadzone w poprzedniej części wątki się łączą. No ale nie, ponieważ Achaja chce spokoju, więc zatrzymuje się w państwie Arkach, osiedla się w górskiej wiosce, tam sobie pracuje. Wszystko wydaje się iść ku lepszemu, jednak oczywiście nic nie wychodzi i Achaja po raz kolejny popada w ...