Posty

„Zmyślona” pląsa w intensywnym tańcu szaleństwa

Obraz
    Po Zachcianku nie mogłem mieć mniejszych oczekiwań. No i nie wiem, czy to właśnie z tego powodu, czy może zwyczajnie Zmyślona jest lepszą powieścią. Te tytuły Michalak wybiera chyba losowo. I właśnie - o co właściwie chodzi z tym fetyszem do nadawania domom takich okropnych imion? I czemu one wszystkie są na jedno kopyto? Ale to i tak lepiej, niż to, co dostajemy później, ponieważ jest tu taka budowla, która nazywa się Dom Śmierci i to tak całkowicie na poważnie. Od momentu, w którym o tym przeczytałem, przestałem brać Zmyśloną na poważnie. Zabierzmy się więc do zadania hejtera, czyli ciśnięcia (nie)uroczej i (nie)ciepłej powieści Katarzyny Michalak.     Tym razem całą historię obserwujemy z perspektywy nowych postaci - Patryka, który jest bratem Hanki oraz czarciąt, czyli dzieci Haneczki. To był generalnie świetny pomysł, żeby pokazać fabułę inaczej, przy okazji wprowadzając nowe, soczyste postaci. Tylko, że nie, ponieważ autorka po raz kolejny tworz...

„Więzień Azkabanu”, czyli jak zepsuć sobie książkę

Obraz
    Poprzednia część cyklu o młodym czarodzieju Harrym Potterze pozostawiła bardzo dobre wrażenie i z optymizmem podszedłem do następnego tomu cyklu. No i trzeba przyznać, że Rowling póki co zalicza tendencję zwyżkową, przynajmniej jeśli chodzi o główny wątek. Jednak co do reszty mam parę zastrzeżeń i to takich, które (przynajmniej dla mnie) rujnują Więźnia Azkabanu .     Z pilnie strzeżonego więzienia ucieka morderca Syriusz Black, który, jak się okazuje, zmierza do Hogwartu, żeby dopaść samego Harry’ego. Dzieje się tak, ponieważ to właśnie Black zdradził rodziców Pottera, wskazując Lordowi Voldemortowi ich kryjówkę. Naturalnie Harry zyskuje przez to motywację, żeby zbira dopaść. Ktoś może mi teraz zarzucić, że strzelam spoilerami, ale kiedy przychodzi już do zakończenia, to dostajemy wielki zwrot, który jak zwykle u Rowling zmusza czytelnika do zadania sobie dziwnych, niezręcznych pytań, ale jednocześnie jest bardzo satysfakcjonujący. Ogólnie książka jest...

„Komnata Tajemnic” jest na szczęście lepsza

Obraz
    Po tym jak Rowling splunęła mi w twarz książką Harry Potter i Kamień filozoficzny , moje oczekiwania wobec cyklu książek o młodocianym czarodzieju zostały mocno utemperowane, dlatego do kontynuacji, Komnaty Tajemnic , podchodziłem już ostrożniej. Należy jednak sobie na początku powiedzieć, że choć druga część jest o wiele lepsza niż pierwsza, to jednak nadal została zbudowana na kruchych fundamentach Kamienia .     Harry Potter ma rozpocząć drugi rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart, jednak w jego domu odwiedza go domowy skrzat Zgredek, który ostrzega chłopaka, żeby nie wracał do szkoły, ponieważ będą się tam działy straszne rzeczy. Ma rację, gdyż okazuje się, że w Hogwarcie po latach znowu otworzono mityczną Komnatę Tajemnic, uwalniając śpiącego w niej potwora, który łazić będzie teraz po szkole i zamieniać uczniów w kamień. Intryga jest o wiele bardziej tajemnicza i mroczniejsza niż w Kamieniu filozoficznym i tutaj naprawdę ma się wrażen...

„Sprawa Colliniego”, proces Niemiec

Obraz
    Gdyby mnie o tym nie zapewniano, to nie powiedziałbym, że Sprawa Colliniego to powieść. Nie tylko dlatego, że jest krótka, ale także z tego powodu, iż nie oferuje za dużo wątków i wygląda mi raczej na opowiadanie. No ale skoro to miała być w zamierzeniu powieść, to niech będzie, w końcu to nie pierwsza książka Schiracha. To tak samo jak z ekspertem od prawa spadkowego, który w testamencie wydaje się zamieszczać zapis, mimo iż twierdzi, że to nie jest zapis. Kim ja jestem, żeby narzucać komuś formę?     Fabrizio Collini zabija Hansa Meyera, następnie siada i oczekuje na przybycie policji. Kiedy rozpoczyna się postępowanie karne, przyznaje się do popełnienia zarzucanego mu czynu zabronionego, ale nie zdradza żadnych motywów. Na obrońcę zostaje mu wyznaczony początkujący adwokat, Caspar Leinen. Sprawa wydaje się z jego perspektywy przegrana, jednak Leinen nie ma zamiaru rozpocząć kariery od sromotnej klęski. No właśnie, więc nasz bohater podejmuje działan...

„Kamień filozoficzny” nie nadaje się do niczego

Obraz
    Nie mogę ukrywać tego, że seria Harry Potter to ogromna część mojego dzieciństwa i przez to obawiałem się, czy będę w stanie podejść z chociaż minimalnie obiektywnym nastawieniem do lektury. W końcu obrażanie Pottera to świętokradztwo. O dziwo, chłodne podejście do Kamienia filozoficznego nie sprawiło mi żadnych trudności. Oto więc moje przemyślenia z (mimo wszystko) przyjemnego czytania tej powieści.     Harry Potter wychowuje się u wujostwa, ponieważ jego rodzice zginęli przed laty. Niestety chłopak nie ma lekko - wuj i ciotka traktują go jak jakiś podgatunek człowieka, kuzyn się nad nim znęca, chłopak nie ma przyjaciół a dodatkowo co jakiś czas dzieją się wokół niego dziwne, niewyjaśnione rzeczy. A jest dlatego, że Harry jest czarodziejem (to nie spoiler, autorka sama zadbała o brak tajemnicy w tej materii), a jego życie zmieni się diametralnie, gdy w dniu jedenastych urodzin dostanie list o tym, że został przyjęty do szkoły magii i czarodziejstwa ...

„Zachcianek”, czyli koszmar marzyciela

Obraz
    Nie lubię Poczekajki i w ogóle się tego nie wstydzę. Dlatego z niedużym (żeby nie powiedzieć żadnym) entuzjazmem podszedłem do kontynuacji, Zachcianka . Już na wstępie chciałbym zauważyć, że tytuł jest całkowicie idiotyczny. W sumie, jeśli już miałbym go jakkolwiek poprawiać, to zaproponowałbym autorce Chcicanek , albo Chędożek . Moje propozycje nie oddają w prawdzie do końca charakteru powieści, ale przynajmniej są umiarkowanie zabawne.     Znajoma czytelnikowi z pierwszego tomu serii Patrycja, młoda pani weterynarz spędziła już rok ze swoim ukochanym, wybranym magią Gabrielem. Jednak związek się nie klei, bo on znika na całe dnie, a do tego kobieta zmusza naszego hrabiego do zmieniania ubrań i mycia się! Skandal! Relacja między bohaterami zaczyna się psuć jednak dopiero wtedy, gdy Gabriel sprowadza do domu swoją byłą, chorą psychicznie Janeczkę. Potem następuje jeden z głupszych momentów w książce, w wyniku którego protagonistka opuszcza wybranego. W...

„Poczekajka”, czyli Michalak w formie

Obraz
    Długo przymierzałem się do przeczytania legendarnej Poczekajki . Legendarnej, bo napisała ją moja ukochana powieściopisarka Katarzyna Michalak. Co by nie mówić o tej autorce, to zawsze zapewnia ona swoim piórem solidną dawkę cierpienia, przetykaną masochistyczną ekstazą z czytania bredni wywołujących zarówno śmiech, jak i łzy. To jest naprawdę piękne i gdyby jeszcze te książki były równie piękne, to nie miałbym żadnych pretensji. Niestety, Poczekajka traktuje się całkiem na serio, więc zawodzi na każdym froncie.     Patrycja jest młodą dziewczyną, weterynarzem, marzącą o prawdziwej (albo raczej wyśnionej, prosto z jakiejś głupiej książki) miłości do swojego urojonego księcia, który ma ją odnaleźć i już na tym etapie każdy powinien darować sobie czytanie Poczekajki . Ale nie bądźmy zbyt sceptyczni, w końcu wielu czytelników pokochało tę powieść. Nasza Patrycja czyta jakieś czasopismo okultystyczne (a w każdym razie nazywa się ono Wiedźma Polska , więc c...

„Gra o Ferrin” pułapką na fanów fantasy

Obraz
    Zmęczyłem się. Więcej chyba nie potrzeba, żeby ująć w słowa moje odczucia po przeczytaniu Gry o Ferrin . Zaznaczyć trzeba, że wiedziałem czego oczekiwać od kolejnej książki Katarzyny Michalak. Choć lubię tę autorkę (oczywiście ironicznie), nie robiłem sobie żadnych nadziei na dobrą powieść, a wręcz przeciwnie. Dostałem to czego się spodziewałem, ale i tak zawartość mnie rozczarowała.     Karolina ma smutne, szare życie i bardzo chciałaby coś z nim zrobić, ale wie jak się za to zabrać. Jest lekarką i nie był to najlepszy wybór zawodu, bo gdy nie udaje jej się uratować jakieś dziewczyny po próbie samobójczej, cała zalewa się łzami. W domu organizuje sobie rytuał okultystyczny, dzięki któremu przenosi się do świata fantasy, gdzie jako Anaela będzie musiała uratować tytułowy Ferrin, w wielkiej, okrutnej walce, pełnej zdrad i namiętności. Spoglądając na fabułę, odnoszę wrażenie, że jest wręcz trywialna, gdyż Michalak skupiła się przede wszystkim na ukazaniu ...

„Dziki kąt” Piotra Śliwińskiego

Obraz
    Jedną z prominentnych zalet Dzikiego kąta jest stosunkowo nieduża objętość, dzięki czemu czytelnik przede wszystkim nie ma szans znudzić się tą książką. No i trzeba też pamiętać, że to mimo wszystko zachęca do lektury, nikt w końcu nie ma na nic czasu i jak już czytać, to powieści krótkie. Z jeszcze innej strony, to należy zaznaczyć, że Dziki kąt jest debiutem Piotra Śliwińskiego, co jest istotne, ponieważ ja osobiście boję się zabierać do grubych książek debiutanckich. No dobra, ale gadanie gadaniem, a jak się to przekłada na produkt finalny?     Ciężko powiedzieć tu o jakiejś ogólnej fabule, ponieważ autor raczej prezentuje nam pewien stan, pewną rzeczywistość, w którą wskakujemy i którą odkrywamy razem z całymi jej pozornymi prostotą i złożonością jednocześnie. Narratorem jest tutaj tak zwany Święty, który przeżywa różne przygody razem z przyjaciółmi, pojawiają się także oczywiście jego rodzice i kobiety. Autor prezentuje nam jakby zawieszony w cza...