Posty

„Mars” powstał przez zwykły przypadek

Obraz
    Na samym początku muszę się przyznać, że nie czytałem opowiadania, które Rafał Kosik przedłużył w powieść Mars , ponieważ po prostu o nim zapomniałem. No trudno, ale zaznaczam, że moja opinia o tej książce siłą rzeczy nie uwzględnia kontekstu tego pierwotnego tekstu. W każdym razie sięgnąłem po tę książkę wbrew pozorom nie przez pamięć o innych dziełach pana Kosika, ale ze względu na pochlebne opinie dotyczące jakości Marsa . A jak jest w rzeczywistości? Otóż na tyle ciekawie, że warto się nad tematem pochylić.     Mars został zasiedlony i poddany powolnemu, wieloletniemu procesowi terraformowania, który przebiega z delikatnymi problemami (mówiąc delikatnie). Z jednej strony mamy bowiem wielkie ambicje uczynienia z czerwonej planety miejsca zdatnego do życia, a z drugiej społeczeństwo, które po prostu chce sobie spokojnie żyć, zabijając przy tym wysiłki, jakie ludzkość uczyniła dla nich te wieki temu, kiedy cały proces się rozpoczynał. No i fabuła nie s...

„Billy Summers” - opowieść o zagubionym człowieku

Obraz
    Poprzednia książka Stephena Kinga okazała się słaba, ale nie była to jedyna przyczyna mojej obawy o poziom Billy’ego Summersa (swoją drogą - bardzo kreatywny tytuł, panie King), ponieważ pandemia COVID-19 i tak dalej. No i te wszystkie doniesienia o rejsie znalazły się w jakiś sposób w tej powieści (w postaci chyba jednej wspominki, także za dużo z tamtego pomysłu nie zostało), ale nie o tym ma być recenzja. Natomiast skoro już o tym wspomniałem, chciałbym poświęcić miejsce na wyśmianie wątku pandemicznego. Otóż w paru miejscach książki, może dwóch czy trzech, narrator nagle z dupska stwierdza, że bohaterowie nie wiedzieli, że za pół roku (czy ile tam, nieważne) będzie pusto, ludzie będą siedzieć w domu i będą się bać i tak dalej. I tyle. Nie ma to nic wspólnego z treścią książki. Nie wiem no, czy Stephen King planuje jakiś sequel? Może, ale nie sądzę.     Billy Summers jest byłym wojskowym. Był snajperem w Iraku, tam odsłużył co jego, a potem został z...

Sojusz, rozejm czy tam traktat wymusza wyłożenie „Okupu za Eraka”

Obraz
    Chyba Johnowi Flanaganowi przypomniało się, że jego cykl nazywa się Rangers Apprentice , więc przydałby mu się jakiś uczeń. Niestety przy okazji Czarnoksiężnika z północy Will już zakończył szkolenie… to może zrobimy prequel? W końcu to jest taki świetny pomysł! Żeby było jasne - nie był! No ale dobra, sam fakt bycia prequelem nie sprawia przecież, że książka musi być słaba. Z drugiej strony ciężko przecież oczekiwać, żeby czytelnik się w takiej sytuacji czymkolwiek przejmował.     Halt i lady Pauline biorą ślub, jest wszystko fajnie, Will musi tańczyć, ale uroczystość zostaje zakłócona niespodziewanym pojawieniem się Skandianina Svengala. Okazuje się, że oberjarl Erak stwierdził, że siedzenie na dupie w stolicy jego kraju mu się nudzi, więc bierze topór, okręt i wyrusza na ostatnią wyprawę łupieżczą do dalekiej Arydii. Niestety ktoś ich wrobił, napad się nie udaje, a Erak trafia do niewoli. Podejrzewając, że w jego kraju może być zdrajca, Erak wysłał S...

W „Instytucie” nie ma nadziei

Obraz
    Od czasu świetnego Przebudzenia nie mieliśmy żadnego czystego horroru ze stajni Stephena Kinga. Czy to dobrze? Oczywiście, że nie, ale to nie jest w tym wypadku istotne. W każdym razie Instytut też horrorem nie jest (ale mi wyszło baitowe rozpoczęcie recenzji!), to powieść science fiction, którą można też dać do poczytania młodszemu czytelnikowi. Na wstępie warto powiedzieć, że opis tej książki brzmi okropnie i przywodzi skojarzenia z pewną inną pozycją w dorobku Kinga, napisaną lata temu. Zresztą polski wydawca nawet się z tym nie kryje - na tylnej okładce deklaruje, że Instytut jest mocny jak To i przerażający jak Podpalaczka . Cóż, ja jakimś turbofanem To nie jestem, a Podpalaczka przede wszystkim jest powieścią sci-fi, a nie horrorem. Tyle że trochę mnie tam straszyła i trzymała w napięciu, a Instytut nie straszy ani przez moment. Drogi wydawco - nie ma pan racji!     Luke Ellis jest dzieckiem genialnym. No i fajnie mu się toczy życie aż do momen...

Stefan Żeromski pokazuje „Urodę życia”

Obraz
    Moja relacja ze Stefanem Żeromskim jest skomplikowana. Z jednej strony nie przepadam zbytnio za jego twórczością, ale po Dziejach grzechu dałem mu szansę i myślę, że póki poziom nie spadnie do tego, czego mieliśmy okazję doświadczyć przy Ludziach bezdomnych i Popiołach , nie ma co podchodzić do książek tego pana negatywnie. A Uroda życia najwyraźniej komuś dużo dała. Na tylnej okładce mojego egzemplarza pozytywnie o powieści wypowiadają się Maria Dąbrowska i Stanisław Brzozowski. To znaczy ten drugi mówi o książkach, więc może ma na myśli cały dorobek literacki Żeromskiego. No cóż, jeśli tak, to może nawet bym się zgodził, że czytanie pana Stefana przeobraża, ale chyba moja opinia miałaby trochę inny ton. Bardziej sceptyczny.     Książka jest kontynuacją noweli Echa leśne , o której mogę powiedzieć tylko tyle, że nawet mi się podobała, ale nie żebym miał potrzebę się nad nią zachwycać. W każdym razie, w Urodzie życia obserwujemy losy Piotra Rozłuckieg...

„Outsider” - kolejna próba Kinga z kryminałem

Obraz
    Outsider z jednej strony przypomina mi trochę Miasteczko Salem , ale z drugiej także jest w nim coś z Desperacji , więc ciężko mi jednoznacznie określić jakie żywię wobec niego emocje. Ostatecznie chyba są one jednak pozytywne. W przypadku tej powieści dobrze też nie mieć żadnych oczekiwań, ponieważ King raczej chciał połączyć różne motywy niż skupiać się na jakimkolwiek i dostarczyć tym samym soczysty, pełnokrwisty horror. Albo kryminał, co kto woli.     W miasteczku Flint City zostaje znaleziony zgwałcony, zamordowany chłopiec. Ślady oraz wypowiedzi świadków jednoznacznie wskazują na Terry’ego Maitlanda, szanowanego członka lokalnej społeczności, trenera drużyn młodzieżowych. Dodatkowo badania DNA tylko potwierdzają jego winę. Ale po przesłuchaniu samego oskarżonego okazuje się, że ten ma zadziwiająco wiarygodne alibi, wręcz niepodważalne. Dręczony związanymi z tym wyrzutami sumienia detektyw Ralph Anderson zaczyna mieć wątpliwości i postanawia pogrz...

„Bazar” złych jajec

Obraz
    Z sięganiem po takie książki zawsze wiąże się ten przyjemny dreszcz niepewności - z czym tak naprawdę będę mieć do czynienia? O samym autorze nie wiem nic i wydaje się, że John Biapol to jedynie pseudonim, za którym kryje się jakaś tajemnicza osoba, która nie chce się ujawnić wiernemu czytelnikowi. Tak czy inaczej przy pracy nad książką brały też udział Marzena Wierzbowska w nieznanej roli oraz Ewa Łukasińska, autorka poezji. To generalnie jest o tyle smutna wiadomość, że wiersze w Bazarze nie są jakieś tragiczne i fajnie wpisują się w opowieść. Jednak skoro Biapol nie jest najwidoczniej ich autorem, nie będę chwalił. Przyczyna jest prosta - Ewa Łukasińska nie jest wpisana na okładce jako współautorka.     W roku 3245 ludzkość wiedzie spokojne życie bez wojen i jakichkolwiek granic, jednak kiedy zostaje nawiązany kontakt z mieszkańcami planety Bazar (których z jakiegoś powodu nazywa się Bazarkami, co jest trochę dziwne, Ziemianie powinni używać innego ...

Nie zaśniesz przy „Śpiących królewnach”

Obraz
    Sięgając po Śpiące królewny , naprawdę się bałem. Ostatnie powieści, w których palce maczał Stephen King zawiodły mnie, a i ostatnie dzieło tego autora, czyli współtworzone z Richardem Chizmarem Pudełko z guzikami Gwendy okazało się ładnie napisaną historyjką o najoczywistszych sprawach ludzkiego życia. Ale już po kilkudziesięciu stronach Śpiących królewien moje obawy zostały rozwiane.     Kiedy kobiety zasypiają, wokół nich tworzy się kokon. Nie budzą się, a jakakolwiek próba rozerwania okrywających ich powłok kończy się tragicznie - wstają i mordują tych, którzy je obudzili. Jeszcze nieśpiące kobiety desperacko próbują zachować przytomność, natomiast mężczyźni, pozbawieni matek, żon i córek, zaczynają podejmować irracjonalne decyzje. Prawo przestaje obowiązywać. W miasteczku w Appalachach pojawia się tajemnicza Evie, wydająca się posiadać nadprzyrodzone moce. Co więcej, zasypia i normalnie się budzi. To właśnie ona stanie się przyczyną konfliktu w mi...