„Colorado Kid” przyleciał, pojadł, przypłynął i taka afera!
Mam z Colorado Kidem taki problem, że nie jestem w stanie traktować go jako powieści i dziwi mnie to, że wszyscy właśnie w taki sposób go określają. I nie chodzi mi o długość (chociaż to też można podnieść, Stephen King przecież pisał już podobne objętościowo opowiadania i zamieszczał je w zbiorach, więc można potraktować tę książkę jako bezczelny skok na kasę), ale po prostu o konstrukcję. Tutaj mamy prowadzony jeden wątek i praktycznie nic ponadto, czyli właściwie można byłoby powiedzieć, że to nowela. Ale dobra, ja się przecież na tym nie znam, więc nie będę dyskutował z mądrzejszymi. No ale nie ukrywam, jest to denerwujące, bo w sumie to ciężko mi cokolwiek napisać o czymś tak krótkim jak Colorado Kid . Gdybym umiał wysmażyć recenzję o każdym tekście, pisałbym długie opinie nawet o najkrótszych opowiadaniach Schulza. Ale nie umiem, nie chcę tego robić i generalnie nie widzę w tym sensu. Stephanie McCann to młoda, początkująca dziennikarka, prak...