Posty

„Colorado Kid” przyleciał, pojadł, przypłynął i taka afera!

Obraz
    Mam z Colorado Kidem taki problem, że nie jestem w stanie traktować go jako powieści i dziwi mnie to, że wszyscy właśnie w taki sposób go określają. I nie chodzi mi o długość (chociaż to też można podnieść, Stephen King przecież pisał już podobne objętościowo opowiadania i zamieszczał je w zbiorach, więc można potraktować tę książkę jako bezczelny skok na kasę), ale po prostu o konstrukcję. Tutaj mamy prowadzony jeden wątek i praktycznie nic ponadto, czyli właściwie można byłoby powiedzieć, że to nowela. Ale dobra, ja się przecież na tym nie znam, więc nie będę dyskutował z mądrzejszymi. No ale nie ukrywam, jest to denerwujące, bo w sumie to ciężko mi cokolwiek napisać o czymś tak krótkim jak Colorado Kid . Gdybym umiał wysmażyć recenzję o każdym tekście, pisałbym długie opinie nawet o najkrótszych opowiadaniach Schulza. Ale nie umiem, nie chcę tego robić i generalnie nie widzę w tym sensu.     Stephanie McCann to młoda, początkująca dziennikarka, prak...

„Podróż ludzi Księgi”, cierpienie ludzi książek

Obraz
    Kiedy przeczytałem zbiór opowiadań Szafa autorstwa Olgi Tokarczuk, byłem lekko rozczarowany, ale obiecałem sobie, że nie będę uprzedzony. W końcu krótka forma to krótka forma, a tutaj mamy powieść, czyli coś… większego? Napisałbym poważniejszego, ale w sumie opowiadanie Szafa jest lepsze niż to gówno, które miałem nieprzyjemność przeczytać.     Ym, fabuła? No są sobie ludzie i oni se wyruszają w epicką podróż w poszukiwaniu Księgi, której historię Olga Tokarczuk opowiada zaraz na początku więc spokojnie, trudno się tu pogubić (żartowałem, chodziło mi o ten konkretny aspekt). I teraz mógłbym coś tam powymyślać, ale to nie ma sensu, jako że nawet sama Tokarczuk chyba nie przejmowała się tą fabułą, jako iż w ostatnim rozdziale narrator informuje rozczarowanego i na tym etapie wkurzonego lub znudzonego lub nieobecnego czytelnika, że w sumie to historia nie jest ważna. No skoro nie jest ważna, to nie powinniśmy się nią przejmować, tak?  Z drugiej stron...

„Przyjaciele” rozwiązują swoje problemy, a potem zaczynają sprzątać

Obraz
    To chyba pierwszy raz, gdy Grzegorz Kasdepke zdecydował się napisać pełnoprawną powieść, a nie te krótkie historyjki. I teraz mógłbym zadać pytanie czy to dobrze, jednak pewnie wszyscy dobrze wiemy, że takie retoryczne zapytania są głupie i nikomu niepotrzebne. Jednak nie można skończyć na panu Grzegorzu, bo jest on w końcu jeno współautorem książki. Obok niego dumnie stoi Mira Stanisławska -Meysztowicz, dla której chyba jest to debiut. W każdym razie jak autorzy sami napisali, są przyjaciółmi i książkę napisali dla przyjaciół, czyli dla czytelników. Szczerze mówiąc, dziwnie się czuję, skoro obcy mi ludzie, którzy nigdy mnie nie spotkali, uważają mnie za przyjaciela. A teraz porzućmy ten męczący, nieśmieszny humor i przejdźmy do recenzji.     Do kamienicy przy Śródmiejskiej 15 w Warszawie wprowadza się rodzina Bujnowiczów, jako iż głowa rodziny dostała tutaj mieszkanie (ojciec jest naukowcem, biologiem). Dla małej Ani jest to niezbyt miłe przeżycie, bo ...

Roland z Gilead pod „Mroczną Wieżą” stanął

Obraz
    Ohoho, spoilery w tytule recenzji! Za coś takiego niektórzy pewnie wysłaliby mnie do Algul Siento, czy innego podłego miejsca, a przynajmniej na przymusowe roboty społeczne. Nieważne, to żaden spoiler, w końcu właśnie inspiracją dla tego cyklu był poemat Sir Roland pod Mroczną Wieżą stanął , więc chyba właśnie tego się wszyscy spodziewali, czyż nie? A jakiej powieści ja się spodziewałem? Oczekiwałem przede wszystkim ostrego pojechania po bandzie, nieprzejmowania się czymkolwiek, co King już zrobił w Ziemiach jałowych , Wilkach z Calla i Pieśni Susannah . A że część szósta była tak dziwna, to siódma musiała wziąć na barki zadanie zakończenia tego, co tam zostało przedstawione. No i muszę powiedzieć, że to jest jeden z powodów, przez które ta książka nie jest najlepsza. Długość od razu rzuca się w oczy. Szkoda, że King nie zakończył pewnych rzeczy właśnie w Pieśni Susannah . Wtedy tamta książka nie robiłaby takiego wrażenia, ale seria chyba wyszłaby na tym lepiej. ...

„Czarnoksiężnik z Północy”, czyli bajda o miejscu, gdzie gdy zwiadowca nie może, tam zwiadowcę i kurierkę pośle

Obraz
    Cykl Zwiadowcy Johna Flanagana to ciężki kawałek chleba. Z jednej strony te książki czyta się szybko i z niemałą przyjemnością, z drugiej autor naprawdę nie chce, żeby czytelnicy zatrzymali się dłużej na fabule tych jego pisanin. Mimo wszystko Bitwa o Skandię była nienajgorsza, a poza tym przy okazji Czarnoksiężnika z Północy (albo na północy jednak, ale co ja tam wiem, pewnie z północy brzmi mroczniej i generalnie lepiej) mamy nową, niezwiązaną z tymi morgarathowymi ekscesami historię, więc jeśli kiedykolwiek miałbym dać Flanaganowi szansę za zachwycenie mnie, to właśnie przy okazji piątego tomu Zwiadowców .     Minęło pięć lat od czasu legendarnej Bitwy o Skandię , czyli też od bitwy o Skandię. Will Treaty (bo takie nadano mu nazwisko) osiągnął swój wymarzony cel i został pełnoprawnym zwiadowcą. Oczywiście nie rzucają go na głęboką wodę, otrzymuje zatem przydział w sennym lennie Seacliff, gdzie życie toczy się wolnym tempem i generalnie panuje niedb...

Odłóż lekturę na tak zwane „Później”

Obraz
    Na początku recenzji chciałem wspomnieć o podejściu wydawnictwa Albatros, którym jestem dość mocno zniesmaczony. Ale może ja się nie znam. W każdym razie w trakcie lektury obcowałem w wydaniu w twardej oprawie i była to męka. Grube kartki (ponadto częste zmiany rozdziałów, a każdy rozdział zaczyna się na nowej stronie), ogromna czcionka, jakby to była jakaś bajeczka dla dzieciaczków sprawiają wrażenie, jakby wydawca chciał sztucznie zwiększyć objętość całości. No bo Później nie jest typową kingową cegłą i pewnie ktoś chciał zrobić na potencjalnych czytelnikach odpowiednie wrażenie. Ale dobra, bo przecież chciałbym opowiedzieć o samej książce. Czy można było się spodziewać dobrego produktu? Myślę, że tak. Temat ciekawy, a poprzednie powieści Stephena Kinga były nawet fajne, spodziewałem się prawdziwych pyszności. A co dostałem?     Jamie Conklin miałby całkiem normalne dzieciństwo, gdyby nie to, że widzi martwych ludzi. Widzi ich w takiej formie, w jakie...

Usłyszałem „Pieśń Susannah”, pieśń sztuki, miłości i szaleństwa...

Obraz
    Biorąc pod uwagę w jakich odstępach czasowych do tej pory ukazywały się książki z cyklu Mroczna Wieża , można założyć, że Stephen King zabrał się za dokończenie wreszcie tej historii i snuta latami opowieść o podróży znajdzie w końcu swój cel. No bo nawet rok nie minął od premiery Wilków z Calla ! Co skłoniło pisarza do szybszego opowiadania o ka-tet Rolanda, które zmierza w stronę tajemniczej Mrocznej Wieży? Ja nie wiem, chociaż się domyślam. W każdym razie oto mamy Pieśń Susannah powieść tak wyjątkową (i to nie tylko w dorobku Kinga, ale w ogóle), że możliwe, iż moja recenzja będzie kompletnie bezużyteczna, ponieważ jestem zagubiony i nie wiem w jaki sposób mam się zmierzyć z tą książką.     Skończyła się bitwa z Wilkami, a Calla Bryn Sturgis zostało obronione przed najazdem. Radość i świętowanie nie trwają niestety długo, ponieważ zniknęła Susannah. Porwana przez demona o imieniu Mia, która zawładnęła jej ciałem, trafia do New York City w roku 1999...

„Gwiazdy jak pył” w sercu galaktyki

Obraz
    Ponownie przede mną wielkie nazwisko i wizja wielkiego dorobku, albo przynajmniej obszernego. Natomiast muszę przyznać, że czuję się zachęcony do dalszego czytania Asimova ze względu na jego dobre książki. Czyli jestem jeszcze bardziej podekscytowany, niż byłem na początku. Nic dziwnego, w końcu wtedy opierałem się tylko na zapewnieniach jakiegoś grona, które stwierdziło, że Isaac Asimov wielkim pisarzem jest. Chyba mieli rację. Na początku chciałem powiedzieć, że tytuł Gwiazdy jak pył (w oryginale przepiękne - The Stars, Like Dust ) nie tylko jest po prostu piękny, ale również pasuje do tej książki i można go rozumieć w niejeden sposób. Wszystkie książki Asimova do tej pory mają cudowne nazwy. Podoba mi się to.     Studiujący w Uniwersytecie Ziemskim Biron Farrill, wpada w kłopoty. To znaczy jeśli chodzi o egzaminy wszystko w porządku, zresztą to jego ostatnie dni na tej okropnej planecie. Jego ojciec, rządca Widemos z planety Nefelos zostaje uwięzion...