Posty

Czy „Hobbit” powinien był zostać w swoim domku pod Pagórkiem?

Obraz
    Napisałem w tytule recenzji tylko pierwszą część nazwy pierwszej powieści Tolkiena, ponieważ nie mam ochoty bawić się w kłótnie odnośnie albo czy czyli. Więc pomińmy tę dyskusję i przejdźmy do mięska. A więc Tolkien przy okazji chyba drugiej edycji Hobbita zmienił pojedynek na zagadki między Bilbem a Gollumem, bo mu nie pasował do dalszej rozwijania swojego fantastycznego świata. Ja mam pewne słowo, które stosuję w takich sytuacjach, gdy to autor po publikacji zmienia treść swojego dzieła, ale może sobie tym razem daruję. No dobra, a więc Hobbit . Wiadomo, klasyka fantasy. Każdy lubi. No dobra, może nie każdy.     Hobbit (czyli taki niziołek z owłosionymi stópkami, lubiący jeść i żyć spokojnie, byle wieś spokojna, byle wieś zaciszna) Bilbo Baggins żyje sobie spokojnie i dostatnio w domu pod Pagórkiem. Ceni sobie ciszę, jednak kryje się w nim duch przygody, nawet jeśli sam nie zdaje sobie z tego sprawy. Odkryć ją pomoże mu czarodziej Gandalf, który wbre...

„Elantris” kryje w sobie piękną obietnicę

Obraz
    Brandon Sanderson jest pisarzem uznanym, ale jak to z tymi wielkimi nazwiskami, często nie wiadomo od czego zacząć. Ja wychodzę z założenia, że jak nie wiadomo od czego, to należy sięgnąć po pierwsze pozycje. Chociaż skłamałbym twierdząc, że to moja pierwsza książka Sandersona. Nieważne. Ważny jest natomiast jego debiut, dość spory jak na debiut. Powiedzielibyśmy - cegła. A oczekiwania mogły być duże, w końcu z okładki mojego egzemplarza straszy polecajka Orsona Scotta Carda, a jemu to chyba warto uwierzyć.     Elantris to wspaniałe miasto zamieszkane przez jeszcze wspanialszych mieszkańców, których włosy lśnią, skóra się srebrzy, mieszkańców ponoć nieśmiertelnych, władających piękną i tajemniczą magią. Elantris jest miejscem otwartym - można tutaj uzyskać pomoc, można się uzdrowić, można celebrować piękno świata. Zostać Elantraninem można bardzo łatwo, chociaż zależy to raczej od głupiego szczęścia, bowiem przemiana dotyka losowe osoby. No i fajnie, ni...

„Metro 2033” stoi otwarte, tylko przygotuj paszport...

Obraz
    Debiut Dmitriego Glukhovsky’ego zdobył sobie jakieś tam uznanie i absolutnie nie mam zamiaru nikomu odbierać satysfakcji, jaką można mieć z lektury Metra 2033 , zresztą nie mam ku temu powodów. Chciałbym zaznaczyć, że sam byłem zachwycony tą książką, chociaż druga lektura była już trochę gorsza (zawyrokowałem wtedy, że w sumie jest średnia). Uznałem jednak, że należałoby zrobić jej pełnoprawną recenzję, bo czemu nie. Kto tego nie lubi. No może ktoś nie lubi, ja w każdym razie lubię. Warto coś zaznaczyć - Glukhovsky niby umożliwił czytelnikom na jakiś tam wpływ na ostateczny kształt tej książki, ale oświadczam, że nic mnie to nie obchodzi, jako autor jest wpisany tylko on i książka nie informuje mnie które fragmenty czy rozwiązania fabularne zostały umieszczone decyzją nie-autora.     Postapokaliptyczna przyszłość, rok 2033 (kto by się spodziewał). Świat został zniszczony przez wielką wojnę, a ostatki ludzkości kryją się w moskiewskim metrze… a przynajmn...

Dla ciebie „Dla Ciebie wszystko”

Obraz
    Tytuł tej książki jest dość podobny do polskiego tytułu powieści Nicholasa Sparksa - Dla Ciebie wszystko . W tym wypadku podobny oznacza identyczny. Czy skojarzenie było celowe? Można tak podejrzewać szczególnie, że kiedy na ostatniej stronie książki Michalak pada to magiczne zdanie, to brzmi ono: dla ciebie wszystko. Czyli małą literą. Niekonsekwencja, przeoczenie czy może bezczelne i odrażające podpinanie się do popularności prozy Sparksa? Kto to może wiedzieć. W każdym razie porzućmy już te brzydkie podejrzenia i zanurzmy się na powrót w świecie pani Kasi.     Dla Ciebie wszystko jest kontynuacją Wiśniowego Dworku oraz W imię miłości , więc bohaterowie znani z tamtych książek będą się mieli okazję spotkać i zakochać w sobie od pierwszego wejrzenia. No serio. A więc Ania z Jabłoniowego Wzgórza właśnie skończyła studia medyczne jako najlepsza na roku i dostała ofertę pracy w najlepszej klinice neurochirurgii na świecie. Niezła kariera, powinszować. M...

Tom III „Achai” nie zawiera już opisów sikania, ale to nie znaczy, że jest dobry

Obraz
    Po tym jak Andrzej Ziemiański rozbudził moje zainteresowanie Achają oraz jego poprzednią książką, czyli Achają, przyszedł czas na następną jego powieść, czyli Achaję. No nieważne, w końcu jest na okładce napisane, że to trzeci tom, ale trochę mnie drażni brak osobnego tytułu. Tylko taka moja drobna uwaga, to nie jest przecież problem. Ja rozumiem, że to niby nie jest żadna seria, a po prostu jedna książka, której rozdzielenie na osobne pozycje było wymagane długością… ale po pierwsze to żadne wytłumaczenie, a po drugie niezbyt mnie ten argument przekonuje. Chociaż w tym wypadku faktycznie trochę się czuje, że ten trzeci tom powinien być w tomie drugim, bo przede wszystkim jest o wiele krótszy od poprzedniczek. Ale są też inne powody.     Teraz powinienem opisać fabułę… ale nie da się. Jest wojna totalna, która zmieni oblicze świata. I spokojnie, mój drogi czytelniku, nie będziesz miał żadnych wątpliwości, że tak jest, bo wszyscy bohaterowie będą ci to m...

„Ruiny Gorlanu” rozpoczynają się... skutecznie

Obraz
    Na początku muszę zaznaczyć, że z serią Zwiadowcy (chociaż zgodnie z oryginałem powinno być jak już Uczeń zwiadowcy ) mam bardzo ciepłe wspomnienia z czasów dzieciństwa i mam do tych książek duży sentyment. Nie oznacza to, że moje recenzje będą tylko pochwalne, bo jestem zaślepiony, jednak jest możliwość, że moje wrażenia mogą być trochę bardziej pozytywne niż byłyby, gdybym tych książek nie znał. A tak w ogóle to te porównania do Władcy Pierścieni i Gry o Tron są co najmniej nie na miejscu. Bo tak, Ruiny Gorlanu to jest książka dla dzieci, co za zaskoczenie! Nie byłbym tak złośliwy, gdyby nie to, że naprawdę trafiłem na negatywną opinię tej powieści, w której recenzent narzekał, że to jest napisane, jakby było dla dzieci. Uwaga - bo właśnie jest!     Młody Will ma już piętnaście lat, a ponieważ jest sierotą-wychowankiem na zamku Redmont, to już wkrótce czeka go Dzień Wyboru. Chłopak ma problem, ponieważ wszyscy inni piętnastoletni wychowankowie przy...

„Wielki Mistrz” niby ma mieć dużo mocy, ale okazał się pusty w środku

Obraz
    Trudi Canavan zrobiła kiepskie pierwsze wrażenie Gildią Magów i całkiem dobre drugie wrażenie Nowicjuszką . A teraz nadszedł czas na zamknięcie trylogii. Miałem całkiem pozytywne nastawienie, bo możliwości na dobrą książkę były. A ostatecznie wyszło coś, co stoi trochę pomiędzy poprzednimi częściami cyklu.     Po tym jak Wielki Mistrz Gildii Magów odkrył, że Sonea odkryła jego sekret, iż ten jest czarnym magiem, wziął on naszą protagonistkę jako zakładniczkę a i przy okazji jego protegowaną. Sonea jakoś sobie z tym radzi, jednak w miarę upływu czasu mistrz Akkarin odkrywa przed nią kolejne karty i dziewczyna zaczyna rozumieć, że prawda jest zgoła inna, niż dotychczas sądziła. Kyralia jest w niebezpieczeństwie i tylko Akkarin może ją uratować, a ponieważ Sonea jest dobra, prawa i chce pomagać biednym, to również pragnie odegrać swoją rolę w tej batalii. Książka wyraźnie dzieli się na dwie części  i to nie tylko dlatego, że dosłownie została podzielo...

„Zacisze Gosi” jest wszystkim, tylko nie zaciszem

Obraz
    Poprzednia część tej serii, czyli Ogród Kamili jest… no, na pewno jest, to bez wątpienia można o niej powiedzieć. Można było oczekiwać, że Zacisze Gosi będzie tak samo miałkie i żadne, ale nie. Okazało się być gorsze! A to już lepiej, bo przynajmniej książka wywołuje jakieś emocje. Chociaż muszę zaznaczyć, że w trakcie czytania za dużo przemyśleń nie miałem, dopiero po zakończeniu lektury i pomyśleniu nad nią przez jakiś czas, nadeszły mnie odpowiednie wnioski.     Podobnie jak Ogród Kamili , Zacisze Gosi rozpoczyna się cytatem tajemniczego K.M. Tak tajemnicze, jak głęboka jest owa cytowana myśl, ale nie wnikajmy. Niech sobie pani Katarzyna Michalak robi co jej się podoba.     W tym momencie należałoby opisać fabułę, niestety z przykrością muszę stwierdzić, że chyba bym nie podołał. Książka jest po prostu kontynuacją wątków rozpoczętych w Ogrodzie Kamili i nic więcej o niej powiedzieć nie można. Zaczynamy mocną informacją, a potem dzie...

„Zaginiony sztandar” w pięknej Wielkiej Brytanii

Obraz
    Po tym jak Tajemnica dyrektora Fiszera okazała się satysfakcjonującą rozrywką, a co najważniejsze krótką rozrywką, nie mogłem nie sięgnąć po dalszy ciąg cyklu Szkolny detektyw … a nie, zaraz. Po dalszą część cyklu o Morsie i Pinky. No nieważne, co tam autor i wydawca, którzy zmieniają tytuły książek, może jeszcze ktoś kupi, bo będzie się spodziewał jakichś dodatków. Dla mnie najważniejsze jest to, że sam żadnych pieniędzy nie wydałem na próżno. Zacznijmy więc tę niesamowitą przygodę i zobaczmy jak nasi bohaterowie odnajdą zaginiony sztandar. To żaden spoiler, a tytuł powieści, więc pretensje proszę mieć do Dariusza Rekosza.     Mamy do czynienia z bezpośrednią kontynuacją Tajemnicy dyrektora Fiszera . Po tym Mors i Pinky udaremnili nikczemny plan dyrektora ich szkoły, ktoś tam postanawia im to wynagrodzić. Od zaprzyjaźnionego policjanta dowiadują się, że zorganizowano im, ich rodzicom oraz owemu policjantowi (proszę nie pytać dlaczego, tak sobie wymyśl...

„Tajemnica dyrektora Fiszera” musi zostać odkryta!

Obraz
    Warto zauważyć, że nie ma żadnej tajemnicy. Jedno z wydań tej książki (wprawdzie w formie audiobooka, no ale jednak) miało na okładce nikczemnych przestępców, którzy biegną z komputerami pod pachami. Także to tyle, jeśli chodzi o tytułową tajemnicę i tego kto stoi za nikczemnym spiskiem. Ale nieważne. A ponieważ moja recenzja jest pisana w 2022 roku, to nie mogę nie zaznaczyć pewnego aspektu, jako iż jest to książka Dariusza Rekosza - nie, nie jestem uprzedzony w żaden sposób do jego książek. Oczywiście ty, drogi czytelniku możesz, jednak jeśli jesteś osobą, która angażowałaby się w masowe ocenianie jego książek negatywnie, bez ich przeczytania i wypisywania o tych książkach negatywnych opinii bez ich przeczytania… no to najlepiej odpuść sobie tę recenzję. A teraz wróćmy do czasów, gdy poglądy polityczne autora jeszcze nie dyskredytowały Rekosza.     Leszek Morszol to inteligentny, dziesięcioletni uczeń 4B. Akurat zwalniają go z ostatniej lekcji i choci...