Posty

„Pan Mercedes”, czyli nudy i strata czasu

Obraz
    Z entuzjazmem podchodziłem do debiutu Stephena Kinga w gatunku powieści detektywistycznej. Wprawdzie inne książki tego autora, które miały elementy kryminału - jak Joyland (którą kocham) i Czarny Dom (której nienawidzę) - nie sprawdzały się za dobrze w tej materii, ale pomyślałem, że skoro tym razem King rezygnuje z fantastyki i skupi się na jak najlepszej realizacji nowego dla siebie gatunku, to może być ciekawie. Nie, nie jest.     Mamy ludzi, czekających na otwarcie Targów Pracy. Pech jednak chciał, że zjawił się psychol, konkretnie Brady Hartsfield i wjechał w tłum mercedesem. Można się domyśleć, jak to się skończyło - ludzie zabici, wszczęto śledztwo, ale nie udało się wyśledzić, kto dokonał masakry. Przenosimy się do przodu w czasie i poznajemy emerytowanego detektywa Billy’ego Hodgesa, z którym kontaktuje się ów niesławny Pan Mercedes. Tak zaczyna się wyścig o to, który z dwóch panów przechytrzy drugiego. A czasu jest niewiele, bo Brady zamierz...

Tytuł „Oblężenie Macindaw” jest efektem braku znajomości znaczenia słów

Obraz
    Czarnoksiężnik z Północy zakończył się tak jak, jak się zakończył, chociaż to trochę śmieszne, bo przecież przy okazji Ziemi skutej lodem i Bitwy o Skandię podzielenie historii na dwie książki nie było dobrym pomysłem. Jednak przy Oblężeniu Macindaw sytuacja wygląda trochę inaczej, ponieważ części piąta i szósta faktycznie są różne i widzę sens tego podzielenia.     Po dramatycznym finale poprzedniej książki, Will, słuszny władca Macindaw i jego sekretarz Xander trafili do mieszkającego w głębi lasu uzdrowiciela Malcolma. Tymczasem w zamku panoszy się zdrajca Keren, który uwięził kurierkę Alyss w wieży, a teraz chce oddać zamek złym najeźdźcom z zagranicy - Scottom. Tutaj oczywiście pojawia się ważne pytanie, dlaczego Keren podejmuje takie odważne i głupie działania, niestety John Flanagan nie udziela odpowiedzi. Szkoda. tak czy inaczej Scottowie się zbliżają, więc z pomocą załogi dzielnych Skandian (tych samych, których atak został powstrzymany prze...

„Doktor Sen” w pewnym sensie zrobił na mnie większe wrażenie niż „Lśnienie”

Obraz
    Na początku chciałbym zauważyć, że sądzę, iż nie należy patrzeć na Doktora Sen jako na kontynuację Lśnienia . Można, ale to bez sensu. Stephen King z 2013 roku nie jest w końcu tym samym człowiekiem, którym był w latach 70. XX wieku i to nie tylko dlatego, że minęło grubo ponad trzydzieści lat, ale też przez jego słynny wypadek oraz zdanie sobie sprawy z alkoholizmu. Poza tym King jest już pisarzem dojrzalszym i tak dalej. Dobra, przejdźmy do właściwej recenzji.     Nie tylko fani zastanawiali się co się stało z Dannym Torrancem, Stephen King również. No i mamy odpowiedź! Już w wieku szesnastu lat zaczęła się jego przygoda z alkoholem i bardzo szybko skończył chyba nawet gorzej niż jego ojciec - samotnie podróżujący przez USA, imając się różnych prac, z których wyrzucano go za picie i lądujący okazjonalnie na posterunkach policji za awantury. Jednak kiedy Dan sięga dna zaczyna podejmować nieporadne próby wyjścia z nałogu i tak ląduje w małym miasteczku ...

Pytanie o poziom „Życia, wszechświata i całej reszty”

Obraz
    Autostopem przez Galaktykę (w sensie że pierwsza część) oraz Restauracja na końcu wszechświata to jedne z moich ulubionych książek wszech czasów tego wszechświata. Jednak już w drugiej części cyklu Douglasa Adamsa dostrzegałem pewne oznaki tego, iż prędzej czy później poziom zacznie drastycznie spadać, jeśli autor nie zakończy pisania odpowiednio szybko. W końcu są to książki oparte na absurdzie i żartach, a na takich fundamentach nie da się zbyt długo budować dobrej rozrywki. Można jechać na jednym pomyśle, ale wtedy musi to być horror, a książki Adamsa nie wpisują się w ten gatunek. No i niestety, to właśnie trzecia część trylogii w pięciu częściach jest pierwszą (chociaż mam nadzieję, że ostatnią) słabą.     Po wydarzeniach z Restauracji na końcu wszechświata Arthur Dent i Ford Prefect przebywają na prehistorycznej Ziemi, jednak po pięciu latach wracają do galaktycznej gry dzięki anomaliom czasowym, uosobionym przez kanapę i angażują się w akcję ra...

„Joyland”, czyli żaden horror

Obraz
    Nie spodziewałem się, że to będzie aż tak dobra książka! To chyba wystarczy za wszystkie zachwyty, które mógłbym wyśpiewać. Kiedy sięgałem po Joyland , w głowie miałem wizję raczej jakiejś zagadki w wesołym miasteczku, którą trzeba będzie rozwiązać. Jakbym brał się za kolejny odcinek z udziałem psa Scooby Doo i jego przyjaciół.     Devin Jones zatrudnia się na lato w tytułowym lunaparku. W tym czasie traci dziewczynę i zaczyna być smutny. Dowiaduje się też o morderstwie popełnionym w Domu Strachów i z czasem angażuje się w rozwiązanie tajemnicy tożsamości zabitej tam dziewczyny - szczególnie że pogłoski o jej straszącym w parku duchu okazują się prawdziwe. Czytając taki opis można by się spodziewać, co dostaniemy. Jednak King nas zaskakuje, bo ta książka nie jest horrorem. Owszem, są tu jego elementy, ale także czuć kryminałem. Jestem niezwykle zadowolony z zakończenia. Jest bardzo budujące, chociaż też przykre. I sytuacja nie wyjaśniła się tak, jak się...

Poszukiwania „Trzynastej komnaty”

Obraz
    Dariusz Rekosz nie zwalnia - po raz kolejny po jakichś dwóch miesiącach (czy coś) ukazuje się jego kolejna powieść o losach Morsa (Leszka ale niestety nie Morawskiego) i Pinky (Alicji Pankiewicz, co akurat w tej książce jest ważne). Widzieliśmy jak dobrze to wypadło przy okazji Zaginionego sztandaru , więc można było mieć obawy o Trzynastą komnatę . No i moje zachowanie może dać pewną wskazówkę - otóż chciałem napisać tę recenzję na następny dzień po zakończeniu lektury, jednak uznałem, że po przyjemnym śnie, miłym poranku i smacznym śniadaniu już nic nie będę pamiętał. Już zapominam, więc szybko do recenzji, póki jeszcze coś w mojej głowie zostało!     Minęło kilka miesięcy od wydarzeń z Tajemnicy dyrektora Fiszera i szykują się wspaniałe wakacje. W wyniku zawirowań i okropnych dialogów, jakie tradycyjnie wymieniają między sobą dorośli w książkach Rekosza, Mors wyjeżdża razem z Pinky do dziadka dziewczyny, który ma leśniczówkę gdzieś blisko litewskiej...

Kiedy wieje, czas na „Wiatr przez dziurkę od klucza”

Obraz
    Oto Stephen King powrócił do świata Mrocznej Wieży w pełnym wydaniu! Jako wielki entuzjasta tego cyklu… podchodziłem do powieści z dużą dozą ostrożności. No bo opis fabuły brzmi jak Czarnoksiężnik i kryształ wersja 2.0, czyli nie liczyłem na nic specjalnie emocjonującego. Znam też Kinga na tyle, żeby wiedzieć, że on nie potrzebuje obiecującego pomysłu, żeby napisać książkę. Dlatego zakończenia wychodzą mu różnie. No ale to jest nieważne, przecież cała Mroczna Wieża jest opowieścią o sile samej opowieści, więc może i można się było spodziewać jakiś dodatków do głównej serii.     Nowa Mroczna Wieża dzieje się po Czarnoksiężniku i krysztale , ale przed Wilkami z Calla . Roland, Eddie, Susannah, Jake i Ej zatrzymują się w opuszczonej świetlicy, żeby przeczekać lodomuch - przerażającą nawałnicę, która zamraża wszystko na swojej drodze. A ponieważ muszą siedzieć jakieś dwa dni, kompania zachęca rewolwerowca, by opowiedział im jakąś historię. Najwidoczniej ...

Rozpędzeni prosto w „Ciemną stronę Słońca”!

Obraz
    Właściwie to jest moja pierwsza powieść Terry’ego Pratchetta, bo poprzedni Dywan był przez pisarza przerabiany, a przy okazji Ciemnej strony Słońca żadnych takich informacji nie znalazłem, także… teraz można krytykować z przekonaniem, że mam do czynienia z pełnoprawnym, jednolitym i spójnym dziełem. A byłem nastawiony raczej pozytywnie, bo… nie wiem dlaczego, ale chciałem, żeby mi się spodobało i żebym w przyszłości połykał książki Pratchetta niczym młody pelikan.     Dom Sabalos wkrótce będzie obchodził pół roku czy coś w tym stylu i w związku z tym czeka go objęcie władztwa nad całą planetą. Niestety nie jest za różowo, ponieważ dzięki mocy obliczania prawdopodobieństwa (coś mi to mówi, ale chyba nie mogę sobie przypomnieć, co dokładnie…) prawie pewne jest, że zostanie on zamordowany w zamachu. To się dzieje, ale Dom nie ginie. I tak zaczyna się jedna z najnudniejszych, najbardziej bełkotliwych historii, jakie miałem nieprzyjemność czytać. Serio, nie ...

„Dallas '63” prostszym czasom

Obraz
    Naprawdę podziwiam ludzi, którzy nazywają Dallas ‘63 najlepszą książką Stephena Kinga. Albo może raczej im się dziwię. Oczywiście żaden ze mnie ekspert, ale jakoś mnie ta książka nie złapała. Może jestem jeszcze za młody, żeby docenić nostalgiczną podróż w przeszłość w „hołdzie lepszym czasom”. Nie oznacza to jednak, że powieść jest kiepska, czy nawet średnia. Ależ skąd. Na początku chciałbym zaznaczyć, że chociaż zwykle nie pochwalam zmiany oryginalnego tytułu, to tutaj rozumiem, że mogło mieć to sens. Domyślam się, że mieszkaniec USA szybciej skojarzy sobie o czym może być książka 11/22/63 , niż przeciętny Polak. No, ja nie wiedziałem co się zdarzyło w Dallas w 1963 roku, więc tym bardziej nie poznałbym po dacie. Zresztą (tak całkiem szczerze) pierwotny tytuł nie zachęca do lektury. Ale nadal wolałbym go w polskim przekładzie.     Nauczyciel angielskiego Jake Epping dowiaduje się, że w spiżarni właściciela lokalnego baru znajduje się portal do roku 1...