Każda, „Anna In w grobowcach świata”, na dachach świata, w sercach, władna
Z tymi książkami Olgi Tokarczuk jest tak, że stanowią literaturę piękną, a taką ciężko się czyta. Nie jest to nieodłączna cecha tego typu utworów, ale na tyle często się przy nich pojawia, że nie sposób jest uciec od pewnych obaw. Jednakże tym razem mamy do czynienia z czymś innym, bowiem Anna In w grobowcach świata to przetworzenie mitu, a mit, jak wszyscy dobrze wiemy, nigdy się nie wydarzył, ale dzieje się zawsze, nadto stanowi w swojej istocie opowieść superbohaterską, a zatem literaturę popularną, gatunkową.
Anna In, Inanna wkracza do podziemnego królestwa, by zmierzyć się ze swoją śmiercią. Wkroczenie do krainy zmarłych oznacza śmierć, jednakże Inanna przeżyła. Początkowo zastanawiałem się, czy nieznajomość mitu o sumeryjskiej bogini Inannie będzie mi w jakikolwiek przeszkadzał w odbiorze powieści, ale nie, bo Tokarczuk bardzo elegancko prowadzi czytelnika przez opowieść, a posłowie, w którym referuje sam mit w żadnym razie nie jest żadnym wytłumaczeniem czy interpretacją, jedynie ciekawym kontekstem dla pracy, jaką wykonała pisząc swoją wersję tej historii. No i z przyjemnością przyznaję, że jest to historia bardzo udana. Autorka niby przenosi mitologiczną opowieść w czasy sobie współczesne, ale nadal zachowuje istotę mitu - jej historia nadal jest uniwersalna. Nie jest jednak idealnie. We wspomnianym posłowiu Tokarczuk przyznała, że nie zawsze wiedziała, jak rozumieć wybory poszczególnych bohaterów i że musiała znaleźć dla nich własne, które będzie w stanie uzasadnić. Ta sieczka pod koniec daje się trochę we znaki, historia nie jest już tak zwarta, przez co doświadczenie trochę na tym traci. Wydaje się, że Tokarczuk próbowała to ratować przez wprowadzenie kilku narratorów, ale nie sądzę, żeby to pomogło, czy jakkolwiek pogłębiło całość książki.
Nie zmienia to faktu, że Anna In w grobowcach świata to świetna powieść. Przede wszystkim jest pięknie napisana. Autorka wprowadza czytelnika w świat strzelistego miasta i brudnego podziemia, świata bogów rządzących ludźmi i od razu po rozpoczęciu lektury przepadłem w narracji i dałem się porwać tej przecież prostej historii. Prostej, ale jednocześnie iście ludzkiej, potrafiącej dogłębnie poruszyć człowieka - tak jak to potrafią najlepsze mity.
Ktoś mógłby powiedzieć, że skoro najlepszą powieścią Olgi Tokarczuk jest przeróbka (remake, przetworzenie) jakiegoś kilkutysięcznego mitu, to nie świadczy to dobrze o takiej pisarce. Ale ja wiem, że ta kobieta potrafi stworzyć własną historię, a zresztą Anna In w grobowcach świata to nie jakaś głupia bajeczka, a opowieść feministyczna. Te nuty są tu bardzo silnie i bardzo dobrze zrealizowane. Co jednak najważniejsze, z całej książki bije ogromna miłość Tokarczuk do historii bogini Inanny, a kiedy ja widzę jaką miłość i taką wrażliwość, to nie jestem w stanie nie pochylić się z szacunkiem nad takim uczuciem. Jednakże w tym wypadku nie ma takiej potrzeby, bo nie muszę sobie tłumaczyć, czemu lubię Annę In w grobowcach świata. Podoba mi się na każdym poziomie, a że to książka niedługa, to właściwie nie ma żadnego powodu, drogi czytelniku, żebyś miał po nią nie sięgnąć.
Mógłbym w tym momencie zarzucić czymś oczywistym - gdy przeczytasz Annę In…, domyślisz się, o co mi chodzi - ale tego nie zrobię. A co do samej Anny In, Inanny, to jej historia zasługuje na kolejne opowiedzenie - przed tobą i dla ciebie, mój drogi czytelniku.
Pozdrawiam serdecznie, Wilston Qoraqkos.

Komentarze
Prześlij komentarz