Czy wystarczy tylko „Trupia otucha”?

Jeśli otworzy się zbiór opowiadań Modlitwy do rozbitych kamieni Dana Simmonsa na spisie treści, na końcu można znaleźć enigmatyczny tytuł Trupia otucha. We wstępie do opowiadania autor tłumaczy, że zdaje sobie sprawę, że opowiadanie zostało rozbudowane do rozmiarów powieści, ale sądzi, że opowiadanie samo w sobie zasługuje na własną uwagę. Po przeczytaniu powieści Trupia otucha mogę stwierdzić, że Simmons nie miał racji. Opowiadanie zostało prawie w całości tutaj przeklejone, tylko że podzielone na części. Nie twierdzę, że oryginalna historia nie została w żaden sposób rozwinięta, bo jest wręcz przeciwnie, ale taki zabieg wywołuje we mnie bezwarunkowy sprzeciw.

Dwudziestoletni Saul Laski, żyd polskiego pochodzenia, w trakcie II wojny światowej przeżył pobyt w obozach zagłady w Chełmie i Sobiborze, potem dołączył do żydowskiej partyzantki, przetrwał wojnę, wyjechał do Izraela, wspomagając to państwo, a ostatecznie został psychiatrą. Jednakże całe jego życie zostało zdeterminowane w dniu, w którym został wytypowany przez nazistów do wzięcia udziału w strasznej grze, w której miał stracić życie. Saul przysiągł sobie, że nie pójdzie z esesmanami w mrok, prędzej zmusi ich do zastrzelenia go, jednakże nic takiego się nie stało - poszedł posłusznie. Czy raczej został zmuszony do uległości, bo kontrolę nad jego ciałem przejął jeden z nazistów, Oberst. Psychiczny, nadnaturalny gwałt pozostawił swój ślad. I kiedy czterdzieści lat później grupa tych wampirów, jak są w tej książce nazywani ci, którzy potrafią Używać i Warunkować zwykłych ludzi, rozpada się, co kończy się śmiercią wielu niewinnych ludzi. Saul zdobywa sojuszników w postaci szeryfa Gentry’ego oraz młodej Natalie, która przez Używanie straciła ojca. Trupia otucha to długa książka, ponieważ Simmons stara się być dokładny. Wstęp jest długi, konfrontacja jeszcze dłuższa, a potem z jakiegoś powodu książka się nie kończy, tylko trwa dalej, znowu mamy przygotowania, konfrontację i w końcu ostateczne starcie. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, czemu autor w taki sposób skonstruował swoją książkę, chciał dać jasno do zrozumienia, że bohaterowie wyruszyli na z góry przegraną wojnę. Dlatego ich zwycięstwa są tak satysfakcjonujące! Fabuła jest ciekawa, bo wyjątkowo absurdalna. Nie sposób nie kwestionować niektórych rozwiązań, ale w szerszej skali nie jest to problemem. Pewnie gdyby powieść mi się nie podobała, to byłoby problemem. Jest też przekaz proizraelski.

Bohaterowie są wiarygodni. Omówienie charakterów byłoby strzelaniem spoilerami, dlatego postaram się wypowiedzieć bardzo ogólnie. Wampiry są dość różnorodne. Simmons odkrywa szczegóły ich mocy w miarę rozwoju historii, ale osobowości i cele poszczególnych potworów są zróżnicowane. Ostatecznie ani przywódca Klubu, czyli główny wampir ani też Oberst, którego ściga Saul nie okazują się najbardziej przerażającymi wampirami w książce. Dostajemy też narratora niewiarygodnego, a to zawsze się ceni!

Gatunkowo Trupia otucha jest klasyfikowana jako horror i nie jest to błąd, należy jednak poczynić stosowne zastrzeżenie. Nie jest to groza w stylu Stephena Kinga czy Grahama Mastertona. Już Pieśń bogini Kali była specyficznym horrorem, ale tym razem Dan Simmons poszedł jeszcze dalej. Przedmiotowa książka to raczej powieść sensacyjna z silnymi elementami horroru. Poszczególnych, konkretnych scen, które mają przerazić, jest jak na lekarstwo. Nie oznacza to, że Trupia otucha nie przeraża, bo przeraża dogłębnie i bardzo skutecznie, jednakże na poziomie konceptu. Dopiero, gdy się zatrzymamy i zastanowimy nad implikacjami tego, o czym czytamy, jak to wszystko wyglądałoby z boku, dopiero wtedy poczujemy prawdziwy strach. Świat przedstawiony jest miejscem, w którym nikt nie chciałby żyć.

Reasumując kwintesencję tematu, dochodzę do fundamentalnej konkluzji - Trupia otucha to świetna powieść, idź, czytaj, mój drogi czytelniku. To zupełnie inna książka niż Pieśń bogini Kali i jej jedyną znaczącą wadą jest nieudolna implementacja opowiadania o tym samym tytule.

Pozdrawiam serdecznie, Wilston Qoraqkos.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy faktycznie może ich łączyć „Wyłącznie interes”, skoro on jest jak drzewo?

Na „Planecie wygnania” łatwo być złym

„Lodowy kliper” wbił się we mnie, ale czy pozostawi jakiś ślad?