Czarodziejska „Dolina Muminków w listopadzie”

Można być niegotowym na czytanie określonej książki. Dolina Muminków w listopadzie jest chyba takim dziełem. Na szczęście ja nie miałem żadnych oczekiwań, bo jeśli już miałbym mieć, to musiałbym spodziewać się najlepszej książki o Muminkach. Czy to w ogóle byłoby możliwe?

Z poprzedniej części pamiętamy, że Muminek, jego rodzice i Mi wyruszyli na wyspę z latarnią, żeby tam mierzyć się z samotnością. Dolina Muminków w listopadzie dzieje się w tym samym czasie, a w każdym razie pojawiają się takie sugestie, bo potwierdzenia ostatecznie nie otrzymujemy i ja osobiście wolę myśleć inaczej, ale zostawmy ten temat. Nadszedł listopad, już blisko zimy. Sześć osób niezależnie od siebie postanawia odwiedzić Muminki. Są to Włóczykij, który zawraca z drogi, poszukując swojej melodii, Filifionka, która po otarciu się o dramatyczną śmierć postanawia zmienić swoje nudne życie, idealizujący Tatę Muminka Paszczak, który nigdy nie był w stanie zebrać się na wyprawę swoją łódką, Mimbla, która chciała odwiedzić siostrę, idealizujący Mamę Muminka Homek Toft oraz uciekający od rodziny, stary Wuj Truj. Niektórzy z nich byli już w dolinie, inni tylko o niej słyszeli. Jednak kiedy przybywają do domu Muminków, ten jest pusty. Gospodarzy nie ma, w pokojach można znaleźć tylko kurz i pustkę. A kiedy dookoła tylko pustka, w końcu trzeba spojrzeć na siebie samego. I właśnie to będą musieli zrobić goście, organizując sobie życie i, chcąc nie chcąc, wchodząc ze sobą w interakcje - wymuszone lub niekoniecznie. Ciężko tu mówić o jakiejś fabule, są tylko postacie, ich wątki, ich traumy i problemy oraz rozwiązania tych problemów.

To co się od razu rzuca w oczy, to ciągłe poczucie straty, które towarzyszy absolutnie wszystkim bohaterom, nawet jeżeli oni sami się do tego nie przyznają. W tej książce może są jakieś elementy humorystyczne, ale mnie nie bawiły, bo każdy z nim jest osadzony w kontekście charakteru postaci i każdy buduje obraz skrzywionej jednostki. Wyjątkiem jest Włóczykij, jego jest najmniej. Nie jest to wada, poznaliśmy już tego bohatera wystarczająco w opowiadaniu Wiosenna piosenka, także tutaj jak najbardziej może pełnić rolę terapeuty dla pozostałych bohaterów. No i muszę szczerze napisać, że nie podobał mi się wątek Mimbli. Ale za to Wuj Truj jest jedną z ciekawszych postaci w całym cyklu, a jego historia jest najsmutniejsza.

Rozumiem, co miała na myśli Tove Jansson, twierdząc że po śmierci matki już nie umiała już znowu znaleźć dawnej, szczęśliwej Doliny Muminków. Poprzednie części były różne, ale żadna nie była tak spokojna, tak cicha i tak delikatnie przejmująca jak Dolina Muminków w listopadzie.

Zakończenie jest doskonałe. Rzucę spoilerem, więc jeśli zależy, skończ czytać już w tym momencie. Jeśli to nie było jasne, to oczywiście, że Dolina Muminków w listopadzie to książka znakomita, może najlepsza w cyklu, chociaż na pewno nie moja ulubiona.

Trzeba żyć dalej i odejść. Może się czegoś nauczyliśmy, może nie. A Homek Toft? On jako jedyny pozostaje w dolinie i wyczekuje na powrót Muminków. To bardzo przykre, czuję, że nie tak się to powinno było zakończyć. I nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jego przybycie na brzeg to jedynie przedśmiertne majaki. A same Muminki? Czy faktycznie były na wyspie latarnika, czy wróciły do swojej doliny? Nie ma to żadnego znaczenia. Jansson już udowodniła nam, że lekko usuwa bohaterów, którzy nie są jej potrzebni. Prawdziwe Muminki nie mają w tej książce żadnego znaczenia, liczą się jedynie jako figury, jako idee.

Ale najpiękniejsza myśl, jaką wyciągnąłem z tej książki, jest następująca - Dolina Muminków nie jest miejscem, do którego chciałbym się udać. A czy kiedyś będę potrzebował się tam udać? Może.

Pozdrawiam serdecznie, Wilston Qoraqkos.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

„Dziewczę z sadu” w końcu z niego wyjdzie, zostawiając za sobą dziecięcą niewinność

Czy faktycznie może ich łączyć „Wyłącznie interes”, skoro on jest jak drzewo?

„Lodowy kliper” wbił się we mnie, ale czy pozostawi jakiś ślad?