„Tatuś Muminka i morze”, czyli dokąd zmierzasz, trollu?
Osiem lat minęło od czasu premiery ostatniej powieści o Muminkach, ale mimo iż zima minęła, zimno z nami zostało. Nie ma śniegu, jednak dalej jest morze. A morze kusi, co już wiemy, jeśli czytaliśmy opowiadanie Tajemnica Hatifnatów. Tove Jansson poszła jednak dalej i dała nam Tatusia Muminka i morze, powieść, która nie tylko jest jedną z najznakomitszych, najkunsztowniejszych książek, jakie miałem przyjemność przeczytać, ale również stanowi najlepszą powieść o Muminkach.
Sierpień zbliża się ku końcowi, a Tatuś nie wie, co ma ze sobą zrobić. To nie jest nic dziwnego, w końcu dobrze już znamy tego starego romantyka, zawsze pogrążonego w swoich myślach, zawsze pozostającego trochę na uboczu. Tatuś bardzo chciałby zostać latarnikiem, wyruszyć na odległą wyspę, osiąść w latarni razem z rodziną i tak przeżyć życie. Postanawia w końcu urzeczywistnić ten pomysł, zabiera Mamę, Muminka oraz Mi i wyrusza. Wyspa oczywiście się jakoś znalazła i tak rozpoczyna się walka rodziny z żywiołem. Na tym etapie trzeba poczynić zasadniczą uwagę. Tak jak poprzednie książki o Muminkach były bardzo uniwersalne (jedne trochę bardziej, a jedne trochę mniej) i sprawdzały się zarówno jako książki dla najmłodszych jak i dorosłych, tak Tatuś Muminka i morze jest już czystą literaturą dla dorosłych. Jeśli pamiętasz, mój drogi czytelniku, wiele uroczych, zabawnych momentów z poprzednich książek (chociażby Lato Muminków było ich pełne, trochę mi to przeszkadzało), to w niniejszej nie odnajdziesz ich wcale. Ale nawet pomijając to, ta książka będzie po dla dzieci po prostu nudna, bo jedyne co się w niej dzieje, to codzienne życie na skalistej, niegościnnej wyspie, która co chwila jest zalewana, na której nie ma żyznej ziemi, którą nawiedza podążająca za bohaterami Buka. Jest to absolutnie wspaniałe. A zakończenie jest jeszcze doskonalsze.
No dobrze, a zatem o czym jest ta książka? Zaskakująco dzieli ona, przynajmniej moim zdaniem, motyw przewodni z Zimą Muminków, ale podchodzi do niego w inny sposób. Bo tak jak Zima Muminków stawiała tezę, że samotność można zaakceptować, tak Tatuś Muminka i morze pokazuje nam bohaterów, którzy świadomie lub nie dążą do tej samotności, na różne sposoby i w jaki sposób to na nich wpływa. Temu poświęcony jest wątek każdej postaci (może tylko przy Mi tego aż tak bardzo nie widać, ale nie narzekam, bo Jansson obdarowała ją dużą dawką życiowej mądrości) i w każdym przypadku jest on zrealizowany perfekcyjnie.
Wbrew tytułowi, który może sugerować coś innego, mamy tutaj trzech głównych bohaterów i morze nie jest jednym z nich. Po pierwsze - oczywiście sam Tatuś, który wymusza na swoich bliskich swoje decyzje i pragnienia, który jednocześnie chce brać odpowiedzialność i opiekować się tymi, których kocha, ale też kroczyć własną drogą. A jednocześnie nic mu z tego nie wychodzi. Jednakże dzięki wrażliwości Jansson ani przez chwilę ta postać nie popada w śmieszność. Po drugie - Muminek, który w tej książce przeżywa jakiś bunt, chce kroczyć własną ścieżką, dąży ku nieuchwytnym, niewartym poświęcania się celom i ma piękną relację z Buką, której finał bardzo mnie wzruszył. Po trzecie - z przyjemnością stwierdzam, że Mama Muminka wreszcie dostała swój własny wątek. Autorka nadal przedstawia ją przede wszystkim jako matkę, ale Mama ma przy tym swoje własne pragnienia i cele. Podtrzymuję też to, co napisałem przy okazji ZImy Muminków, nigdy nie widziałem lepiej przedstawionej relacji matki z synem. Po Tatusiu Muminka i morzu Mama stała się jedną z moich ulubionych postaci.
A przy tym wszystkim Tatuś Muminka i morze jest wybitnie napisaną powieścią, przypomina mi późniejsze dokonania Ursuli K. Le Guin przy okazji jej Ziemiomorza. Jest to książka zimna, pełna kamieni, podnoszącej się wody, zmieniającego świata nocy oraz wyjącego w murach latarni wiatru. Wszystkie opisy Jansson bardzo działały mi na wyobraźnię i tylko wspomagały tworzenie atmosfery melancholii i tej dziwnej wyspy, zamieszkanej przez stwory, które poszukują siebie w sobie, jednocześnie nadal przy sobie trwając. I nie, nie następuje żadne nieszczęście, chociaż może się wydawać, że powinno. Przecież my już wiemy, że Muminki potrafią poradzić sobie z katastrofami.
Reasumując dochodzę do fundamentalnej konkluzji - Tatuś Muminka i morze jest najprecyzyjniejszą powieścią o Muminkach, oczarowuje od samego początku i trzyma czytelnika w miłości i zachwycie do samego końca. To piękna książka. I nie, nie chodzi o to, że przez jej ton jest dziwnie niemuminkowa. To wszystko było już wcześniej. A czy samotność jest czymś strasznym? Jeśli czytałeś Zimę Muminków, powinieneś już znać odpowiedź na to pytanie.
Pozdrawiam serdecznie, Wilston Qoraqkos.

Komentarze
Prześlij komentarz