Wyplątałem się z sieci „Poławiaczy sunu”

O różnej jakości debiutów (powieściowych) powiedziano już wystarczająco dużo, ja nie będę tutaj rozwijał tego tematu, ale za to mogę wspomnieć o czymś innym, mianowicie o promocji Poławiaczu sunu. W jakimś materiale autor Michał Organiściak zadawał niby retoryczne pytanie, czy fantastyka w ogóle powinna opowiadać o narkotykach. Moim zdaniem zadawanie takiego pytanie samo w sobie urąga inteligencji potencjalnych czytelników, ale może ja czegoś nie zrozumiałem. Dlatego nie nastawiałem się negatywnie.

Marten i Cobar to weseli braciszkowie, którzy kiedyś stracili rodziców, w związku z czym starszy Marten musiał się zaopiekować młodszym Cobarem. Losy popchnęły braci w różne strony. Marten jest obiecującym, wyglądającym własnego okrętu oficerem na marynarki Koralowego Lorda. Niestety jest uzależniony od sunu, czyli umożliwiającego niemożliwe (posługiwanie się magią) narkotyku. Cobar to w sumie już były student prawa, babiarz i człowiek nieprzystosowany do życia na morzu. Jednakże trzeba się będzie przystosować, bo uciekając przed ojcem uwiedzionej dziewoi, Cobar trafia na okręt, na którym służy jego brat. A potem się dzieją przeróżne rzeczy, Marten zdobywa własny okręt i wyrusza na przygodę, której ostatecznym celem jest wyzwolenie się spod wpływu sunu. Lubię opowieści marynistyczne i trzeba przyznać, że Organiściak ma bardzo rozrywkowe pióro, przez jego książkę płynie się szybko i z przyjemnością. A to oczywiście ułatwia przeoczenie oczywistych niedoskonałości. Jedną z największych jest tempo. Książka nie jest specjalnie długa, a dzieje się w niej bardzo dużo, autor często skacze między różnymi postaciami i czasami nie sposób nie pytać, czemu pewne rzeczy nie są rozwinięte. I nawet jeżeli Organiściak nie poległ na zaznaczaniu upływu czasu, to już kompletnie nie potrafi prezentować przestrzeni. Do książki została dołączona mapa, która jednak na nic mi się nie przydała. W ogóle nie umiałem sobie wyobrazić archipelagów, tego jak te wszystkie podróże przebiegają i czemu w tym świecie tak łatwo przychodzi spotykać ciągle tych samych ludzi, nie spotykając jednocześnie praktycznie nikogo innego.

Jednak największą wadą Poławiaczu sunu jest zakończenie. Jest tak gówniane, jakby zostało napisane przez kogoś innego, komu tylko wytłumaczono, jak mniej więcej książka się ma zakończyć. Może to ja przegapiłem z trzy kluczowe zdania, ale gdzieś pod koniec zgubiłem się, a że tempo jeszcze bardziej przyspieszyło, to nie wiedziałem, co ze sobą zrobić i co właściwie robią ci bohaterowie. Nadto zakończenie jest otwarte i to w sposób zapowiadający kontynuację. Szkoda.

Czy warto przeczytać Poławiaczy sunu? Cóż, ja nie mam nic przeciwko prostej, lekkiej literaturze fantastycznej, także jeżeli szukasz tylko czytadła do poduszki, to możesz przeczytać. Jednakże nie ma tutaj nic więcej. Nie widzę, żeby Organiściak chciał mi coś ciekawego powiedzieć. Zaprezentowany system magiczny nie jest specjalnie ciekawy, poza tym sposób jego opisywania jest niespójny, bo najpierw się go tłumaczy, a potem bohater, który jeszcze przed chwilą niczego nie umiał, nawala losowymi zaklęciami. Może między tymi scenami minęło parę miesięcy? Jeżeli tak, to jednak autorowi nie wyszło zaznaczenie upływu czasu. Ciekawie pomyślano żywicieli, kapłani i ich żywiogień też wydają się potencjalnie interesujący. Może w ewentualnej kontynuacji pan Michał poprawi problemy Poławiaczy sunu. Oby. Zobaczymy. I jako że na bieżąco obserwowałem promocję tej powieści, to mogę stwierdzić z całym przekonaniem, że nie było warto (poza tym nieprawdą jest stwierdzenie na blurbie, że to “kronika świata”, bo Poławiacze sunu to stricte opowieść o postaciach, a nie o świecie). Książka ładnie wygląda, ładnie ją reklamowano. Żałuję, że dałem się na to nabrać. Chociaż z drugiej strony można się było tego spodziewać, prawda?

Pozdrawiam serdecznie, Wilston Qoraqkos.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Na „Planecie wygnania” łatwo być złym

Czy faktycznie może ich łączyć „Wyłącznie interes”, skoro on jest jak drzewo?

„Lodowy kliper” wbił się we mnie, ale czy pozostawi jakiś ślad?