Otwórz drzwi restauracji i usiądź wygodnie - „Klub towarzyski niegrzecznych dziewczynek” zaprasza na obgadywanie
Nie jestem w stanie nie skomentować w pierwszej kolejności doskonałej polskiej okładki. Nie sposób nie pogratulować Wydawnictwu Literackiemu zatrudniania kompetentnych ludzi, skoro wypuszczają książkę o latynoskich kobietach, a na okładce wszystkie są bardzo, bardzo białe. A może było po prostu tak, że założono, iż polska czytelniczka (bo Klub towarzyski niegrzecznych dziewczynek jest skierowany stricte do kobiet) to prostaczka i rasistka i nie kupi książki z ciemnymi paniami na okładce.
Tytułowy klub tworzy sześć przyjaciółek zbliżających się do trzydziestki, które spotykają się regularnie na ploteczki. Oczywiście w grupie są pewne tarcia, ale to nie ma znaczenia, ponieważ łączy je taka prawdziwa, głęboka przyjaźń, która nie załamie się z byle powodu. Lauren, Sara, Amber, Elizabeth, Rebecca i Usnavys - każda z nich ma swoją własną historię i własne problemy. Niezwykle istotny jest kontekst mniej lub bardziej latynoskiego pochodzenia wszystkich pań, przeciwstawiany domyślnie białej Ameryce. No i to jest o tyle ciekawe dla polskiego czytelnika, że można się czegoś dowiedzieć i poznać pewną perspektywę. Nie mam zamiaru temu zaprzeczać. Pewnie jeżeli ktoś faktycznie ma doświadczenia zbliżone do bohaterek, to będzie się w stanie utożsamić. Ja mam taki problem, że ostatecznie wszystkie wątki zdają się orbitować wokół jednego - dobrze każdemu znanego problemu z głupimi facetami. Ja to rozumiem, też mam takie problemy, ale miło byłoby przeczytać książkę, która byłaby trochę bardziej feministyczna - nie traktowała facetów jako zło samo w sobie. No i zakończenie jest naprawdę rozczarowujące. Sztuką jest napisanie wątku, który byłby oczyszczający i mądry - może musiałby być smutny, może musiałby postawić bohaterkę w o wiele gorszym miejscu, niż była na początku powieści, ale właśnie po to jest sztuka, żeby eksplorować problemy. Alisa Valdes nie zdecydowała się na nic takiego, a szkoda, bo myślę, że niewiele trzeba było, żeby mi coś takiego dać.
Zastosowano pierwszoosobową narrację - każdy rozdział jest opowiadany nam z perspektywy danej bohaterki i to dosłownie opowiadany, bo narratorki czasami zwracają się wprost do czytelnika. Taki zabieg oczywiście bardzo utrudnia immersję, bo ja zadałbym tym kobietom pytanie, jakim cudem one tak dokładnie wszystko pamiętają. Wiem, czepiam się ugruntowanego zabiegu literackiego, ale za każdym razem poddaję w wątpliwość wiarygodność tak przedstawionej relacji. Między rozdziałami dostajemy fragmenty felietonów autorstwa Lauren, która jest dziennikarką. I jeśli to od razu kojarzy ci się z serialem Sex and the City, skojarzenie jest trafne.
Klub towarzyski niegrzecznych dziewczynek nie jest słabą książką, ale bardzo dużo brakuje mu do bycia dobrą. Jeżeli szukasz książki zabawnej, prowokującej, to nie tędy droga. Tak, tytuł jest dość rozczarowujący, bohaterki nie są niegrzeczne, nie są sukami, są wręcz modelowo zwyczajne. Może o to chodziło, może Alisa Valdes chciała pomalować świat, w którym ludzie są ludźmi. A mężczyźni mogą okazać się wspaniali, trzeba tylko wystarczająco długo szukać. Może jestem zbyt krytyczny, ale boli mnie, że nie ma w przedmiotowej powieści czegoś więcej, że nie jest ona mądra. Chciałbym. Niestety autorka zostawiła mnie jedynie z prostymi opowieściami. To z pewnością kogoś zadowoli. Mnie raczej nie. Ale nie mówię autorce nie, bo Klub towarzyski niegrzecznych dziewczynek jest napisany sprawnie, nie pogubiono się z sześcioma bohaterkami. Także może jakaś inna książka okaże się znakomita? Albo będzie jeszcze gorsza. Pozostańmy w dobrej wierze!
Pozdrawiam serdecznie, Wilston Qoraqkos.

Komentarze
Prześlij komentarz