Posty

Wyświetlanie postów z 2025

W sercu Ziemi wybrzmiewa „Pieśń bogini Kali”

Obraz
Pieśń bogini Kali jest pierwszym debiutem powieściowym w historii nagrodzonym World Fantasy Award, a to coś znaczy, chociażby tyle, że Dan Simmons dał się poznać czytelniczej masie z najlepszej strony. Jego późniejszymi dziełami też się zajmiemy, przynajmniej taką mam nadzieję. W każdym razie - Pieśń bogini Kali ! I tak, polski tytuł wydaje się być stworzony dla debili. W oryginale jest Song of Kali , a zatem czy ktoś uznał, że polskojęzyczny czytelnik do prymityw, który nie domyśli się, że chodzi o boginię? I tak przecież na okładkach ją widać. Rok 1977. Robert Luczak, Amerykanin polskiego pochodzenia, wyjeżdża wraz z pochodzącą z Indii żoną Armitą oraz ich sześciomiesięczną córką Victorią do Indii, do Kalkuty. Ma tam negocjować prawa do wydania w Stanach dzieł cenionego poety M. Dasa, artysty ponoć zmarłego kilka lat wcześniej. Opcji jest parę. Może Das jednak nie zginął, tylko zaginął i się odnalazł? Może ktoś się pod niego podszywa? Może ktoś odnalazł niepublikowane wcześniej utwo...

„Blask fantastyczny” oślepi, spopieli, zamieni w niecnego potwora

Obraz
Zaistniała dość zabawna sytuacja. W recenzji Koloru magii Terry’ego Pratchetta stwierdziłem, że nie mogę ocenić, czy to dobra książka, bo potrzebuję kontekstu, dalszego rozwijania Świata Dysku i porównałem trudną pozycję, w jakiej zostałem postawiony do tego, co czułem recenzując Diunę Franka Herberta. Mesjasz Diuny faktycznie otworzył mi oczy i horyzonty, ale niestety Blask fantastyczny nie jest dla Świata Dysku tym samym co Mesjasz Diuny dla Diuny . A dlaczego? A bo Świat Dysku mógłby się na tej książce skończyć. Wszystko zostało już opowiedziane i możemy się rozejść. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że tak się nie stało, ale mogło. Poprzednia część zakończyła się dość spektakularnym i dosadnym w skutkach lotem i upadkiem. Ale Dysk jeszcze nie skończył z nieudacznikiem Rincewindem, turystą Dwukwiatem i jego pędzącym bagażem. Wielki Żółw A’Tuin, który na swoim grzbiecie utrzymuje cały Dysk, obiera bowiem kierunek na ogromną, czerwoną gwiazdę, która, jeśli nikt temu nie zapobieże, s...

Lem obraca się „Wśród umarłych” ze znudzenia

Obraz
Stała się bardzo ciekawa rzecz. Stanisław Lem zadecydował, by druga i trzecia część trylogii Czas nieutracony nie były ponownie wydawane. Powody były różne. No i tutaj można dyskutować, czy miał prawo robić coś takiego, bo przecież po ukazaniu się tych książek de facto zostały one oddane w ręce czytelników. W każdym razie Wydawnictwo Literackie i posiadający prawa autorskie Tomasz Lem uznali, że mają w głębokim poważaniu zdanie autora i jednak dokonają reedycji. Dzięki temu ja w ogóle miałem możliwość zapoznania się z Wśród umarłych , także ktoś mógłby podnieść, że nie powinienem narzekać, bo w innym stanie faktycznym ta recenzja mogłaby w ogóle nie powstać. Ja nie wiem, czemu nagle ktoś tutaj zmienił zdanie, bo sama książka mnie o tym bezpośrednio nie informuje, co uważam za skandaliczne, jako że przecież nietrudno odnaleźć informację dotyczącą woli Lema. No i czytelnik będzie się nad tym zastanawiał, a przez czytelnik rozumiem samego siebie. Jak nietrudno się domyślić, Wśród umarłyc...

Tom I „Pana Lodowego Ogrodu” wrzuca nas w świat niespodziewanego, ale kontrolowanego szaleństwa

Obraz
Renoma, jaką cieszy się wśród polskich czytelników Pan Lodowego Ogrodu Jarosława Grzędowicza, w zasadzie obligowała mnie (tak można sobie to tłumaczyć) do sięgnięcia po tę już klasyczną pozycję. Zdaję sobie sprawę, że Grzędowicz uważa, że Pan Lodowego Ogrodu jest jedną powieścią, podzieloną ze względów wydawniczych na tomy, ale ja przyjmuję to samo założenie co przy okazji Achai Andrzeja Ziemiańskiego, szczególnie że poszczególne tomy cyklu Grzędowicza ukazywały się z dużymi odstępami, a rozumiem przez to, że z ponad rocznymi - a zatem że mamy do czynienia z cyklem, osobnymi powieściami. Żeby ułatwić sobie opowiedzenie, o czym jest ta książka, najpierw przedstawię zastosowaną narrację. Otóż Grzędowicz wprowadził trzech narratorów. Pierwszym z nich jest nasz główny bohater Vuko Drakkainen, który prowadzi pierwszoosobową narrację w czasie teraźniejszym. Druga narracja, trzecioosobowa w czasie przeszłym, pojawia się, gdy Vuko aktywuje cyfrala, cybernetyczny symbiont, który wspomaga nie...

Za obietnicę „Pani Dobrego Znaku” nie można nie oddać życia

Obraz
No i wyszedłem na głupka, który nie potrafi sprawdzić informacji w książkach, które ma w domu, bo miałem przyjąć liczbę tomów Księgi Całości ustaloną przez wydawnictwo Fabryka Słów i dlatego podzieliłem Grombelardzką legendą na dwie części i powstały recenzje. No ale okazuje się, że drugi tom Pani Dobrego Znaku kontynuuje numerację rozdziałów. No cóż, pewnie wynika to z tego, że w przeciwieństwie do Grombelardzkiej legendy nie mamy tym razem do czynienia z opowiadaniowym odpadem, a historią pomyślaną jako powieść od samego początku. I to się bardzo czuje. Ale po kolei. Tak jak poprzednie części można było czytać w dowolnej kolejności, tak tym razem jednak raczej powinno się przeczytać wcześniejsze tomy, ponieważ Cesarstwo jest już doświadczone oderwaniem się Agar oraz katastrofą w Grombelardzie. No i w Pani Dobrego Znaku wracają znani bohaterowie z Serca Gór i Wstęg Aleru . Ale przejdźmy do rzeczy - tym razem Kres kieruje nasze oczy na najbogatszą prowincję imperium, dumny Dartan...

Kiedy kładziemy się spać „Zima Muminków” może nas obudzić

Obraz
Jedną z najlepszych rzeczy na świecie są Muminki i myślę, że panuje w zakresie ewentualnej dyskusji w tym temacie konsensus. Jaki jest więc sens w pisaniu kolejnego tekstu o tym, że Tove Jansson napisała świetną i mądrą książkę? Nie wiem, ale skoro sprawia mi to przyjemność, to nie będę jej sobie odmawiał, szczególnie że nikomu krzywdy nie robię. Temat zimy był już poruszany w cyklu - powieść W Dolinie Muminków rozpoczynała się nadejściem wiosny i przebudzeniem mieszkańców Doliny. Jednakże tym razem będzie to inna zima, bowiem Muminek budzi się w samym jej środku. Jego rodzice i Panna Migotka (bo takiego Migotka czy Ryjka nadal nie ma, ale cóż, może po prostu odeszli w swoją stronę) nadal śpią. Nasz bohater odkrywa, że w domu jest ciemno, pusto, pod meblami mieszka nieznany stwór, a cały świat na zewnątrz pokrył biały puch. Jest cicho i zimno. Nie oznacza to, że cała Dolina jest pusta, bo mała Mi również się obudziła (z winy pewnej wiewiórki), a do kabiny na brzegu morza wprowadziła ...

„Cień Bafometa”, czyli co się dzieje, gdy wyobraźnia i emocje wychodzą spod kontroli

Obraz
Pierwsza powieść Stefana Grabińskiego postawiła poprzeczkę tak wysoko, że nie sposób było oczekiwać, czy kolejna była równie dobra. To skuteczne nastawienie, bo zawsze można się pozytywnie zaskoczyć. Problem polega na tym, że jeżeli ktoś (tak jak ja) już zna twórczość polskiego mistrza opowieści niesamowitej, to przez cały Cień Bafometa będzie miał wrażenie, że już gdzieś o tym czytał… a może to po prostu ja jestem już na tyle przesiąknięty takimi historiami, że dostrzegam rozwiązania od razu po ich wprowadzeniu. Książka jest bardzo, bardzo przewidywalna. Jednakże to nie zawsze musi być wada i w tym wypadku tak nie jest, ponieważ ponownie Grabiński skonstruował swoją historię niezwykle precyzyjnie. Książkę bardzo łatwo jest podzielić na cztery części i ja nie tyle byłem ciekawy, czy autorowi uda się wszystko elegancko spiąć, co z przyjemnością chłonąłem atmosferę. Natomiast nie można zaprzeczyć, że Cień Bafometa nie jest tak intensywny jak opowiadania Grabińskiego. Trochę szkoda. W k...

Na „Planecie wygnania” łatwo być złym

Obraz
Albo Ursula K. Le Guin wyniosła lekcję ze Świata Rocannona , albo uznała, że tym razem napisze trochę inną książkę. No i moim zdaniem wyszło to Planecie wygnania tylko na dobre, całość jest zdecydowanie bardziej autorska i tak jak poprzednim razem coś tam sobie ponarzekałem, to tym razem szukać musiałem tylko ewentualnych wad. Kolonia wysłanników Ligi Wszystkich Światów została opuszczona, zapomniana. A przynajmniej oni tak uważają i ciężko ich o to obwinić. Pozbawieni latających statków, związani prawem, zabraniającym im przedstawiać natywnym mieszkańcom planety, Tewarczykom swoje osiągnięcia technologiczne, powoli zatracają swoje dziedzictwo i to pod każdym względem. A co zostaje? Typowo osiadły styl życia, odporność na planetarne drobnoustroje oraz inność, która tylko potęguje antagonizmy, które powstają między nimi a lokalsami. Ci są dość prymitywną cywilizacją, mocno związani zupełnie różnym od naszego ziemskiego, niezwykle długim cyklem pór roku. Dodatkowo jest też jeszcze jedna...