Kiedy kładziemy się spać „Zima Muminków” może nas obudzić

Jedną z najlepszych rzeczy na świecie są Muminki i myślę, że panuje w zakresie ewentualnej dyskusji w tym temacie konsensus. Jaki jest więc sens w pisaniu kolejnego tekstu o tym, że Tove Jansson napisała świetną i mądrą książkę? Nie wiem, ale skoro sprawia mi to przyjemność, to nie będę jej sobie odmawiał, szczególnie że nikomu krzywdy nie robię.

Temat zimy był już poruszany w cyklu - powieść W Dolinie Muminków rozpoczynała się nadejściem wiosny i przebudzeniem mieszkańców Doliny. Jednakże tym razem będzie to inna zima, bowiem Muminek budzi się w samym jej środku. Jego rodzice i Panna Migotka (bo takiego Migotka czy Ryjka nadal nie ma, ale cóż, może po prostu odeszli w swoją stronę) nadal śpią. Nasz bohater odkrywa, że w domu jest ciemno, pusto, pod meblami mieszka nieznany stwór, a cały świat na zewnątrz pokrył biały puch. Jest cicho i zimno. Nie oznacza to, że cała Dolina jest pusta, bo mała Mi również się obudziła (z winy pewnej wiewiórki), a do kabiny na brzegu morza wprowadziła się nowa postać, Too-tiki. Jako że Muminek już nie zaśnie zimowym snem, musi coś ze sobą zrobić aż jego rodzina się obudzi. A będzie co robić.

Oczywistym jest, co może być tematem tej powieści - oczywiście samotność, którą Jansson przerabia na różne sposoby. Przede wszystkim mamy Muminka, który najbardziej ją przeżywa, próbuje sobie z nią poradzić. Próbuje też sobie poradzić z samą zimą, której początkowo nienawidzi. To oczywiście wiąże się ze stałym motywem umiejętności Muminków do przystosowywania się do nowych sytuacji. Jest tutaj pole do popisu dla Too-tiki, która przedstawia Muminkowi inne spojrzenie na zaistniałą sytuację i jest dostarczycielką życiowej mądrości i to takiej naprawdę porządnej, mogącej ruszyć czytającym Zimę Muminków dzieckiem. Dorosłego czytelnika poruszy raczej coś innego - przemiana samego Muminka, ale nie tylko. Na szczególną uwagę zasługują trzy fragmenty. Po pierwsze zakończenie wątku Paszczaka, który to wątek najmądrzej podchodzi do kwestii samotności i kiedy zostaje rozwiązany, przynosi jedno z najpotężniejszych katharsis w cyklu. Po drugie zakończenie wątku psa Ynka, zresztą związane z Paszczakiem. No i po trzecie rozmowa Muminka z Mamą, bo Jansson w paru akapitach tak celnie uchwyciła istotę miłości małego synka do matki, że chyba nigdy nie widziałem zrobionego tego lepiej.

Jeśli jeszcze nie przekonałem nieprzekonanych, to Zima Muminków zawiera najpiękniejsze, zaraz po Komecie nad Doliną Muminków, opisy w całym cyklu. Z kartek aż tchnie zimnem, pustką, pustym niebem, ciszą, ale także i zgiełkiem, kiedy do Domu przybywają zimowi goście. No i podobnie jak w Lecie Muminków, całość znowu jest zbudowana na podobieństwo snu. Z tym że w tamtej książce mieliśmy do czynienia ze snem szalonym, gorącym i intensywnym. W Zimie Muminków jest to sen spokojny, idealny na leniwy dzień spędzony pod kocem, który przecieka nam przez palce i pod koniec którego nie jesteśmy w stanie powiedzieć, co właściwie dzisiaj zrobiliśmy, kiedy te godziny uleciały. Kiedy nadchodzi wiosna, aż ciężko uwierzyć, że to już koniec? I wydaje mi się, że czytanie Muminków jest właśnie takim zapadaniem w sen i budzeniem się jednocześnie. Zasypianiem do zupełnie innej rzeczywistości, w której co chwila przewijają się epizodyczne postacie, które z niewyjaśnionych przyczyn znikają w kolejnych częściach. I budzeniem się rozumianym w tym sensie, że jest ono odkrywaniem życia.

A Muminek… Muminek zyskał okrągły rok! Teraz ma już wszystko, czego potrzebuje.

Pozdrawiam serdecznie, Wilston Qoraqkos.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

„Dziewczę z sadu” w końcu z niego wyjdzie, zostawiając za sobą dziecięcą niewinność

Czy faktycznie może ich łączyć „Wyłącznie interes”, skoro on jest jak drzewo?

„Lodowy kliper” wbił się we mnie, ale czy pozostawi jakiś ślad?